Książka

„Żebyś nie zgubił się w dzielnicy” Patrick Modiano

7 czerwca 2016

Patrick Modiano to francuski pisarz i laureat literackiego Nobla z 2014 roku, o którym w Polsce mówi się nadal stosunkowo mało, a szkoda, ponieważ jego proza jest jednocześnie przystępna i wyszukana. W uzasadnieniu werdyktu kapituła tej prestiżowej nagrody podała, że Modiano otrzymuje ją za pielęgnowanie „sztuki pamięci”, dzięki której udało mu się opisać najbardziej nieprawdopodobne losy ludzi i oddać rzeczywistość niemieckiej okupacji. Mimo iż w jego najnowszej książce „Żebyś nie zgubił się w dzielnicy” okupacja się nie pojawia, Modiano pozostaje na krętej ścieżce pamięci i zapomnienia, po raz kolejny każąc swojemu bohaterowi zanurzyć się w jego niejasnej przeszłości. To z kolei staje się pretekstem do rozmyślań nad tym jak funkcjonuje ludzka pamięć, jak bardzo jest ona zawodna i krucha, zależna od wielu czynników.

Wszystko zaczyna się od telefonu, który starszy, samotny pisarz odbiera któregoś upalnego dnia w swoim paryskim mieszkaniu. Dzwoniący okazuje się być dziwnym człowiekiem nazwiskiem Ottolini, który poszukuje pisarza, aby oddać mu znaleziony przypadkiem notes z adresami. Gdy dochodzi do spotkania enigmatyczny nieznajomy wyraźnie przejawia zainteresowanie dłuższą znajomością z głównym bohaterem, w której to widzi pewien interes. W ten sposób, lubujący się w samotności i stroniący od wspomnień Jean Daragane, bo tak nazywa się postać stworzona przez Modiano, zostaje niejako zmuszony do wejścia w grę Ottoliniego i jego partnerki. W efekcie w jego ręce trafia zbiór dokumentów, które popchną go do ponownego przyjrzenia się własnej przeszłości i wyjątkowo dziwnemu dzieciństwu.

Modiano

U Modiano przeszłość jest wszechobecna, wspomnienia głównego bohatera nieustannie i poniekąd mimowolnie przenikają się z teraźniejszością, czy to podczas wędrowania po mieście, kiedy niemal każda paryska ulica przypomina mu o jakimś wydarzeniu z przeszłości, związanym z ojcem, matką lub kochanką. Czy to gdy w rozmowie pada znajome, od dawna niesłyszane, słowo – nazwa miejsca, sklepu, cokolwiek, co było dla niego ważne lata temu, następnie uległo zapomnieniu i nagle zostaje wywołane z przepastnych zakamarków (nie)pamięci. Francuski pisarz w mistrzowski sposób zaciera granice między tymi dwoma sferami, płynnie przechodzi z jednej czasoprzestrzeni w drugą, nie naruszając przy tym łączącej je nici, którą stanowi biografia jego bohatera. W kilka chwil, w zaledwie paru zdaniach, przenosimy się z teraźniejszości do dzieciństwa Jeana po to, aby już za chwilę odnaleźć się wraz z nim w okresie jego młodości i razem poszukiwać odpowiedzi na nie dające spokoju pytanie o to, co tak naprawdę się wydarzyło, co stało się z kobietą, która była mu tak bliska w dzieciństwie.

Wiele wątków w tej niedługiej powieści sugeruje czytelnikowi, że rzeczywiste odtworzenie przeszłości, nawet jeśli tylko w pamięci, jest praktycznie niemożliwe. Mało tego, nie istnieje jej jedna wersja, czy to jeśli chodzi o wielkie wydarzenia historyczne, co Modiano pokazał już w innych swoich książkach, czy o indywidualne losy człowieka. Nasze wspomnienia z dzieciństwa różnią się często od wersji opowiadanej nam przez bliskich i „świadków”, percepcja dziecka funkcjonuje inaczej niż u dorosłych. Ostatecznie dorastamy i to, co nam pozostaje z tego okresu to mozaika niejasnych wspomnień, w której brakuje zbyt wielu elementów, aby odtworzyć pełen obraz. Zamiast „realności faktów”, otrzymujemy zaledwie ich cień, jak w cytacie ze Sendhala przywołanym przez Modiano na początku powieści.

Co interesujące, Jean Daragane, początkowo nawet nie chce wracać do przeszłości, uważa, że nie ma to większego sensu, że należy zostawić ją w spokoju i pozostać w stanie „słodkiej amnezji”, ponieważ taka podróż bywa psychicznie mecząca i zawsze ostatecznie okazuje się niesatysfakcjonująca. Dopiero wspomnienie nazwiska niegdyś bliskiej mu osoby wywołuje lawinę bliżej nieokreślonych emocji i popycha go do zanurzenia się w wydarzeniach sprzed kilkudziesięciu lat. Modiano z łatwością udaje się zaintrygować czytelnika postacią tajemniczej Annie Astrand, którą bohater próbuje odnaleźć i zrozumieć jej zawikłane losy. Losy, których, jako dziecko, był przez moment częścią, nie będąc jeszcze tego w pełni świadomym. Podążamy zatem za nim, jednak za każdym razem trafiamy tylko na nikły zarys wydarzeń, fragmenty odpowiedzi, zafrapowani do tego stopnia, że koniec opowieści zastaje nas nagle i pozostawia w niemałym osłupieniu.

Patrick Modiano

Zwięzła i doskonale wyszlifowana proza Modiano jest jak ruchome piaski – proste, gładkie zdania dają poczucie bezpieczeństwa i panowania nad sytuacją, wrażenie, że autor nie próbuje nas zwodzić skomplikowanymi konstrukcjami, zbędną wirtuozerią formy, jednak wystarczy z wolna zanurzyć się w opowiadaną historię, w modianowski sposób narracji, a nie ma już wyjścia – czytelnik traci grunt pod nogami i wszelkie odniesienia czasowe. Nagle zostaje całkowicie zdany na łaskę wszechwiedzącego narratora, który prowadzi go przez wydarzenia w dokładnie ten sam sposób, co swoich bohaterów.

„Żebyś nie zgubił się w dzielnicy” to powieść, w której „Proust naszych czasów”, jak określił pisarza sekretarz kapituły noblowskiej, potwierdza swój doskonały warsztat pisarski i sprawność w opowiadaniu historii. Bardzo dobra książka na pierwsze spotkanie z francuskim noblistą, jednak nie wyróżniająca się na tle tych kilku pereł, które wyszły spod jego pióra wcześniej, i niestety, w większości, nadal nie doczekały się polskiego tłumaczenia. „Żebyś nie zgubił się w dzielnicy” brak podskórnego szaleństwa jakie cechowało wspaniały debiut Modiano „Place de l’Étoile”, gdzie podjął trudny temat wojny i manii Żydów przeświadczonych, jeszcze długo po niej, że cały świat na nich czyha. Brak też ostrości i szczerości z jaką pisarz przedstawiał własne losy i trudną powojenną epokę w autobiograficznej „Un pedigree”. Być może Modiano jest najlepszy, gdy mówi w pierwszej osobie i odważnie nawiązuje do kwestii żydowskiej, nie zmienia to jednak faktu, że jego najnowsza książka otwiera przed nami pole do rozmyślań na temat pamięci i zapomnienia i robi to w sposób niezwykle subtelny, daleki od, coraz powszechniejszego wśród współczesnych pisarzy, uderzania czytelnika obuchem.

Modiano warto czytać jeszcze dla jednej rzeczy, która okazuje się bardziej uniwersalna niż myślałam, ponieważ zwróciło na nią uwagę już kilku francuskich krytyków. Mam na myśli pewien szczególny rodzaj pustki i ciszy, które rodzą się, gdy zamykamy jego książkę. To wrażenia dezorientacji i poczucia, że chociaż dotarliśmy do końca historii, jakaś jej część pozostała ukryta i nadal wymyka się naszemu pojęciu. Tak jakby, podobnie jak w przypadku bohatera „Żebyś nie zgubił się w dzielnicy”, pisarz zawarł w niej prywatną wiadomość, którą tylko ktoś mu bliski potrafi odczytać i w całości zrozumieć, co zresztą podobno Modiano zdarza się robić.

Żebyś nie zgubił się w dzielnicy, Patrick Modiano

.

Żebyś nie zgubił się w dzielnicy

Patrick Modiano

Wyd. Sonia Draga

2016

.

Może Cię również zainteresować:

  • No i widzę, że Modiano na tapecie 🙂 i jak z tym jego stylem według Ciebie? Zmienia się, czy jednak wciąż ten sam tylko inaczej go trochę odbieramy? Powiem Ci, że też zauważyłem ten stan pustki i ciszy, a trochę właśnie i dezorientacji po skończeniu książki. Lubię jak mnie autor w taki stan wprowadza i dlatego znowu do niego sobie sięgnę pewnie w najbliższych dniach. Ja właśnie skończyłem polecany przez Ciebie „Jak zobaczyć świat” i zrobił na mnie duże wrażenie choć mam poczucie że z braku odpowiedniego zaplecza i wiedzy pewnie nie wszytko zrozumiałem. Natomiast choćby ta część poznana stanowi dla mnie ogromną wartość. Pozdrawiam 🙂

    • Bardzo się cieszę, że książka „Jak zobaczyć świat” Cię przekonała! (Swoją drogą, Twoje tempo czytania jest imponujące!) Co do Modiano, sama już nie wiem jak to jest z tym jego stylem. Podejrzewam, że to jednak spokój i pewnego rodzaju obojętność z jaką opowiada dramatyczne wydarzenia, będące tematem jego poprzednich książek, które czytałam sprawiły, że odniosłam wrażenie jakby był nieco oschły. W przypadku „Żebyś nie zgubił się w dzielnicy” jestem bliższa Twojemu odbiorowi. 🙂

  • Potrafisz zachęcić do lektury i przyznaję, że przytoczona treść fabuły zdaje się być bardzo tajemnicza. Mam nadzieję, że słowa narratora i mnie poniosą na wspomniane ruchome piaski. Pozdrawiam serdecznie! 🙂

    • Super, że udało mi się zachęcić Cię do Modiano! Czekam więc na Twoje wrażenia z lektury. 🙂

  • Agnieszka Pohl

    Ooo widzę, że też się skusiłaś. Ja nie znalałam jego wcześniejszych książek, ani tych nie wydanych jeszcze w Polsce, ale jak wiesz, nie zawiodłam sie. A to uczucie pustki pozostaje, al ta forma takiego niedopowiedzenia idealnie wpasowuje się w całą opowieść.

    Świetny tekst!

    • Dziękuję! Czyli wygląda na to, że wielu czytelników Modiano podziela to specyficzne uczucie po zakończeniu lektury. Bardzo ciekawy fenomen, aż się zaczęłam zastanawiać, czy pisarz zna na to jakieś triki i dąży świadomie do takiego efektu, czy wynika to z jego stylu i jest po prostu przypadkowe.

  • Pingback: Valeur sûre, czyli 5 francuskich pisarzy, którzy nie zawodzą – Cocteau & Co.Cocteau & Co.()