Film

Xavier Dolan. Kino borderline

30 maja 2016
Xavier Dolan

Kanadyjczyk Xavier Dolan ma 27 lat i sześć pełnometrażowych filmów na swoim koncie. Pierwszy z nich, „Zabiłem moją matkę”, nakręcił jeszcze jako dziewiętnastolatek i od razu znalazł się na festiwalu w Cannes, wywołując sensację oraz zachwyt wśród członków jury. Tegoroczną edycję tegoż festiwalu opuścił z Grand Prix za swoją najnowszą produkcję „To tylko koniec świata”, którą europejska publiczność będzie mogła obejrzeć od połowy września. Dolan tymczasem nie spoczywa na laurach i już przygotowuje się do pracy nad kolejnym filmem, tym razem realizowanym w Stanach Zjednoczonych, z amerykańską obsadą. Jako reżyser jest to postać fascynująca i zaskakująca, której przyglądam się od początku jego kariery i, mimo coraz większych obaw odnośnie kierunku, w którym zmierza, nadal uważam go za najbardziej interesującego reżysera dekady i całego pokolenia. Oto kilka powodów:

Tematyka

Jeśli istnieje jakiś temat dominujący w dotychczasowej filmografii Kanadyjczyka to jest to problem relacji z matką. Xavier Dolan, jak mało który reżyser, potrafi stworzyć obraz matki tak szczegółowy i realistyczny, że widz odnosi wrażenie rzeczywistego uczestniczenia w intymności drugiego człowieka, mimowolnie stając się świadkiem skomplikowanego, lub po prostu niemożliwego, dialogu między matką a synem. Wiarygodność postaci tworzonych przez dwudziestosiedmiolatka wynika w dużej mierze z jego osobistych doświadczeń.

Xavier Dolan, wbrew pozorom, nie jest żadnym złotym dzieckiem kina, o którego karierę rodzice dbali od najmłodszych lat. Wręcz przeciwnie, w dzieciństwie życie raczej go nie oszczędzało. Początkowo wychowywany przez matkę, która nie potrafiła jednak poradzić sobie z jego neurotyczno-wybuchowym charakterem i skrajną emocjonalnością, w bardzo młodym wieku wylądował w internacie i dorastał właściwie bez rodziny. Tak zrodził się scenariusz debiutanckiego filmu, w którym Dolan dokonuje symbolicznego matkobójstwa, aby uwolnić się od nienawiści jaką żywił do matki jako nastolatek. „Zabiłem moją matkę” (2009) to przejmujący obraz konfliktu między dwojgiem najbliższych sobie ludzi, którzy nie potrafią znaleźć wspólnego języka. W kolejnych filmach, matka powraca w różnych odsłonach i, mimo że nie jest już na pierwszym planie, pozostaje bardzo ważna dla głównego bohatera, aż do głośnej „Mamy” z 2014 roku, kiedy to Dolan, po raz kolejny, czyni ją postacią centralną. Między pierwszym filmem a „Mamą” jego intymna relacja z matką również ulega zmianie i w ten sposób, w drugim filmie, zyskujemy obraz związku matki z synem już z perspektywy kobiety, a nie zbuntowanego nastolatka. Reżyser, jak zwykle w sposób bardzo osobisty i w odniesieniu do własnej matki, podsumowuje tę ewolucję słowami: „Zabiłem moją matkę” zrobiłem, aby ją ukarać, „Mamę”, aby ją pomścić.

Xavier Dolan

Jednak trudna relacja rodzinna nie jest jedynym tematem twórczości Dolana. Kanadyjczyk nie boi się poruszać innych istotnych kwestii społecznych, jak zmiana płci [wspaniały „Na zawsze Laurence” (2012)], czy problem akceptacji związków homoseksualnych – „Tom” (2013). Każda ze stworzonych przez niego postaci nosi widoczne piętno swojego autora, co doskonale pokazuje jak bardzo są to sprawy i doświadczenia dla niego istotne i jak mocno zależy mu na tym, by widz również potrafił zidentyfikować się i zrozumieć jego bohaterów.

Szaleństwo

Kino Dolana nigdy nie jest letnie. Jego bohaterowie miotają się, kłócą, krzyczą, śmieją, płaczą, słowem, przechodzą ze skrajności w skrajność, często jeszcze w tej samej scenie. Widz nigdy nie może być pewien, co do ich aktualnego stanu i ta emocjonalna huśtawka trzyma go w napięciu od początku, aż do końca. Młody reżyser z niebywałą wręcz zręcznością łączy emocje i doświadczenia tak różne jak np. przerażenie, desperacja, agresja i podniecenie erotyczne, euforyczna miłość i wyniszczające uzależnienie od drugiej osoby etc. Oglądając jego filmy można niekiedy odnieść wrażenie, że większość bohaterów to osobowości borderline wyposażone w cały zestaw najgorszych cech tej przypadłości, mimo to są zawsze szczere i poruszające, zapadają w pamięć.

Xavier Dolan

Estetyka

Wyjątkowość filmów Xaviera Dolana tkwi w dużej mierze w jego estetyce, która, mimo licznych eksperymentów, nadal zachowuje kilka elementów stałych tj. spowolnione ujęcia, kadry eksponujące popkulturowe clichés i umiejscowienie akcji w rzeczywistości lat 90. z całą pstrokatością i kiczem, charakterystycznymi dla tego okresu. Zwłaszcza nawiązania do kultury popularnej przysporzyły mu swego czasu sporo krytyków, którzy okrzyknęli twórczość Kanadyjczyka „hipsterską wydmuszką”. Niewątpliwie, drugi film w jego karierze, „Wyśnione miłości” z 2010 roku, jest rzeczywiście w całości podporządkowany formie i w żadnym wypadku nie rości sobie pretensji do wywoływania poważnej debaty. Należy go raczej widzieć jako eksperyment wizualny, gdzie młody reżyser dał upust swojej wyobraźni ukształtowanej przez popkulturę końca XX wieku. Jednak już w kolejnych filmach, obecność tego typu zabiegów jest znacznie zredukowana i służy bardziej jako sygnatura autora.

Warto tutaj wspomnieć po raz kolejny „Mamę”, gdzie Dolan zdecydował się na nietypowy, kwadratowy format kadru, co powoduje, że połowa ekranu pozostaje zaciemniona, poza dwiema scenami, w których kadr rozszerza się do standardowych kinowych rozmiarów. Najważniejsza z nich to scena, kiedy, tuż przed podjęciem jednej z najtrudniejszych decyzji w życiu, matka bohatera wyobraża sobie jego wspaniałą przyszłość i rodzinne szczęście, których żadne z nich nigdy nie doświadczy. Ten prosty zabieg techniczny, w połączeniu z przejmującą muzyką, dosłownie chwyta widza za gardło.

Xavier Dolan

Muzyka

Nie ma filmów Dolana bez muzyki. Jest ona równie istotna, co fabuła i obraz. Sam reżyser mówi, że zanim jeszcze stworzy cały scenariusz, wie już jaka muzyka pojawi się w filmie. W tym przypadku również sięga po osobiste inspiracje – od klasyków piosenki europejskiej (Jean Jacques Goldman, Dalida) i „narodowych symboli” jak Céline Dion, przez popowe hity lat 1990-2000, aż po współczesny rock i muzykę alternatywną. Muzyka w jego filmach służy nie tyle jako tło opowiadanej historii, co przede wszystkim ma na celu podkreślenie i uwolnienie emocji bohaterów. Pojawia się w momentach kluczowych i stanowi wentyl bezpieczeństwa, jak w słynnej scenie malowania pokoju, która przeradza się w euforyczną scenę erotyczną dwóch nastolatków w „Zabiłem moją matkę”, czy w kuchennej scenie z „Mamy”, gdzie napięta atmosfera między trojką bohaterów sięga zenitu i zostaje rozładowana za pomocą muzyki i tańca. Scena sama w sobie bardzo spod znaku zachowań bordeline właśnie.

Xavier Dolan

Oryginalność i język

Ostatni element, za który cenię kino Dolana to jego oryginalność płynąca z osadzenia akcji w kanadyjskich realiach i niemal wyłącznie kanadyjskiej obsady. Nadal trudno mi sobie wyobrazić film tego reżysera bez ani jednego bohatera mówiącego z mocnym kanadyjskim akcentem, a często i w lokalnym slangu (co powoduje, że nawet we Francji jego filmy wyświetlane są z napisami) oraz używającego jako przecinka „tabarnak”. Niestety, wydaje się, że rosnąca ambicja Dolana, by robić kino międzynarodowe, popycha go coraz bardziej w stronę Francji i USA, czego dowodem najnowszy film „To tylko koniec świata” ze stuprocentowo francuską obsadą. Co więcej, w ostatnich wywiadach można zauważyć, że sam reżyser niemal zupełnie wyrugował już swój kanadyjski akcent.

Wszystko wskazuje więc na to, że Xavier Dolan jakiego znaliśmy do tej pory powoli odchodzi do przeszłości. W tej sytuacji, pozostaje czekać na wejście „To tylko koniec świata” do kin i mieć nadzieję, że „nowy Dolan”, nie stracił swojej wyjątkowej wrażliwości i nadal będzie potrafił nie tylko nas zaskoczyć, ale i przekonać, tak jak robił to w przypadku „Mamy” i jego poprzednich filmów.

A Wy, znacie/ lubicie kino Xaviera Dolana?

Follow my blog with Bloglovin

Może Cię również zainteresować:

  • Chyba nabrałam ochoty na któryś z jego filmów. Dopisuję sobie jego nazwisko do listy filmów do obejrzenia po sesji! 🙂

    • Bardzo się cieszę i jeszcze raz polecam! Właściwie w przypadku Dolana jest spory wybór, „Wyśnione miłości” o lżejszej tematyce, „Zabiłem moją matkę” i „Mama” z tych ciężkich, „Na zawsze Laurence” – film zaangażowany, a „Tom” to thriller psychologiczny. Wszystkie spięte klamrą dolanowskiej estetyki i muzyki. 🙂

  • Jedno jest pewne – będę musiał teraz nadrobić zaległości w filmach Dolana, bo choć wiem że jego twórczość to swego rodzaju zjawisko, ale nigdy bym nie pokusił się o tak dogłębną analizę jego dokonań. Widać, że zabrała się do tego fanka 🙂 Czym bardziej o tym myślę, to aż mi głupio, że nie przyszedł mi ten borderline do głowy wcześniej, a teraz wszystko po tym tekście wydaje się takie jasne. Cieszy mnie odniesienie do tej sceny kuchennej z utworem Celine Dion – też mi utkwiła w głowie. Pozdrawiam i gratuluję bardzo dobrego tekstu !

    • Dziękuję! Fakt, że filmowa wrażliwość Dolana przemawia do mnie na poziomie bardzo osobistym, w dużej mierze na pewno z racji tego, że jesteśmy rówieśnikami. To niesamowite, jak chłopak z Montrealu i dziewczyna z dalekiej Polski, których oficjalnie nie łączy nic (poza globalną popkulturą dosięgającą nasz wszystkich) mogą mieć podobne spojrzenie na rzeczywistość i definicję kina. Podejrzewam, że gdybym miała taką możliwość i tyle talentu, co on, nakręciłabym te filmy dokładnie w ten sam sposób. 🙂

  • Podoba mi się osadzenie filmu w realiach kanadyjskich i oddanie odpowiedniego klimatu tego miejsca. Jak będę miała okazję, obejrzę z przyjemnością 🙂 Pozdrawiam!

    • Obejrzyj koniecznie, przynajmniej jeden film! 🙂 Kino Dolana to zjawisko, które warto znać. Choćby po to, by wyrobić sobie własne zdanie. Pozdrawiam!

  • Mój najwspanialszy!!! Poznałam się z Dolanem na drugim roku studiów 🙂 Zaczęło się od Wyśnionych miłości, które pokochałam całą sobą, potem chwila ciszy i lekkiej obawy co dalej z chłopakiem w moim wieku, który ma tak niesamowity kunszt.. i pojawił się film „Zabiłem moją matkę” i lekka obawa, że wszystko na jedno kopyto. Stosunkowo niedawno „Pieśń słonia”, która z racji zawodu kupiła mnie totalnie. A teraz tak odpuściłam, że umknął mi „Tom”! Kochana, Ty to jednak jesteś jakiś mój ukryty soulmate 🙂

    • PS. Jest prawie północ i włączam film, a jutro mam na 8 do pracy, to chyba najlepszy dowód na to jak dobrze działają Twoje blogowe poczynania! 🙂

      • Dzięki! Mam nadzieje, że „Tom” Cię nie rozczarował, bo jeśli o mnie chodzi, miałam wrażenie, że w porównaniu z innymi jego filmami jest najmniej dolanowski, ale dla kilku scen nadal go lubię. Zdecydowanie najlepsza jest „Mama”! Co do pokrewieństwa dusz i gustów to też mam ważnienie, że coś jest na rzeczy, no i wyszło, że (wszyscy troje :D) jesteśmy w tym samym wieku! Tak czy owak, jak kiedyś będziesz w Paryżu rezerwuj czas na kawę! 🙂

  • Pingback: „To tylko koniec świata” Xavier Dolan - Cocteau & Co.Cocteau & Co.()

  • Pingback: Co w kinie piszczy, czyli 5 filmów w kilku zdaniach – Cocteau & Co.Cocteau & Co.()

  • Pingback: Pierwsze urodziny bloga. Podsumowanie, plany i konkurs – Cocteau & Co.Cocteau & Co.()