Książka, Obyczaje

Wielki powrót, czyli la rentrée littéraire

17 września 2016
rentrée littéraire

Tym razem nie będzie recenzji ani żadnego zestawienia, za to postanowiłam napisać kilka słów o, wydaje się typowo francuskim, fenomenie „powrotu literackiego”, jak przetłumaczylibyśmy dosłownie sformułowanie rentrée littéraire, które oznacza, ni mniej ni więcej, rozpoczęcie nowego sezonu literackiego. Z tą tylko różnicą, że we Francji sezon ten przyjmuje cykl roczny (nie ma wiosennego rentrée) i zawsze odbywa się z wielką pompą, czyli masowo pojawiające się tytuły niemal dosłownie zalewają księgarnie i złaknionych nowości czytelników. Oczywiście niektórzy mogą tu wysunąć argument, że w Polsce, i pewnie w wielu innych krajach również, jesienią wychodzi więcej książek niż latem, więc w czym niby Francja jest wyjątkowa. Ci jednak zmienią zdanie, gdy poznają kilka szczegółów dotyczących zjawiska jakim jest wielki literacki powrót Francuzów z wakacji.

Setki nowości z odrobiną francuskiego malkontenctwa

Zacznijmy od faktów i liczb, które zazwyczaj skutecznie przekonują nawet największych niedowiarków. Gdy piszę o rozpoczęciu sezonu literackiego i większej liczbie nowości wydawniczych mam na myśli 560 powieści i zbiorów opowiadań, które ukazały się lub ukażą we Francji między końcem sierpnia a październikiem tego roku! Wśród nich znajdują się 363 książki francuskich autorów, reszta to tłumaczenia najwybitniejszych i najciekawszych pisarzy z innych zakątków świata. Nie wiem ile powieści wychodzi w Polsce we wrześniu tego roku, ale podejrzewam, że o kilkaset mniej niż nad Sekwaną, a mimo to we francuskiej prasie można natknąć się na ubolewanie niektórych krytyków, że oferta francuskich wydawnictw jest coraz uboższa. Co więcej, mają poniekąd rację, jeśli spojrzeć na statystyki z poprzednich lat – 589 publikacji w 2015 roku, co już wtedy było wynikiem gorszym niż ten z 2014. Słowem, Francuzi widzą tu równię pochyłą, ci bardziej strachliwi zaczynają już drżeć nad stanem rodzimej literatury. Ja tymczasem (i zapewne nie tylko ja) dostaję bólu głowy od samego tylko przeglądania magazynów literackich i czytania o tych wszystkich nowościach, które „muszę przeczytać”, i z których w tym sezonie zdążę wyłowić pewnie zaledwie niewielki ułamek.

Galaktyka sław i nowe gwiazdy na firmamencie

Drugi powód, dla którego la rentrée littéraire jest istnym festiwalem radości z tonami konfetti dla każdego fana literatury to fakt, że nagle, w przeciągu kilku tygodni, w mediach, na afiszach i w księgarnianych witrynach pojawiają się wielkie nazwiska francuskich pisarzy, którzy wracają z nowymi powieściami i kuszą dosłownie z każdej strony. Krytycy literaccy tylko dokładają do i tak już rozgrzanego pieca, co skutkuje tym, że rozochocony czytelnik musi toczyć wewnętrzne bitwy, żeby ograniczyć zakupy do jedynie kilku książek. Tej jesieni na przykład od razu wiedziałam, że muszę przeczytać najnowszą powieść Yasminy Rezy, autorki sztuk teatralnych i pisarki znanej w Polsce głównie za sprawą sztuki „Bóg mordu”, którą Roman Polański przeniósł na duży ekran w „Rzezi”. I choć zabrakło takich nazwisk jak Houellebecq, francuski czytelnik na pewno nie będzie miał problemu ze znalezieniem czegoś dla siebie. A już tym bardziej liczne grono fanów belgijskiej autorki Amélie Nothomb, która niezmiennie od 1992 roku rozpoczyna coroczny sezon literacki nową książką!

rentrée littéraire

W razie gdyby jednak Francuzi znudzili się swoimi wielkimi autorami, wydawnictwa proponują im w tym roku 66 powieści debiutantów, co jest również wspaniałym i godnym pozazdroszczenia wynikiem. Oczywiście nie wszystkim uda się przebić, ale niektóre z powieści zostały już zauważone przez krytyków, czytelników i kapituły ważnych nagród literackich, a to niewątpliwie wróży świetlaną przyszłość we francuskim świecie literackim.

Zmasowany atak

Nagrody, no właśnie. To kolejny powód, dla którego wrzesień we Francji jest pod względem literackim absolutnie oszałamiający. Ledwo czytelnik zaczyna się orientować w nowościach wychodzących lawinami, a już padają nominacje do najważniejszych francuskich nagród literackich z prix Goncourt, Renaudot i Médicis na czele. Ekscytacja, a w przypadku najbardziej zapalonych miłośników literatury także presja, rośnie więc proporcjonalnie do liczby nominowanych.

Oczywiście wszystkie te obserwacje piszę z perspektywy Paryża, który jest miastem dosyć specyficznym (niektórzy uważają nawet, że Paryż to nie Francja). Możliwe, że w innych częściach kraju jesienne literackie szaleństwo jest mniej odczuwalne, ponieważ, jak nie bez ironii zauważa felietonistka francuskiej edycji Vanity Fair, z 363 francuskich autorów, których książki właśnie wychodzą, co najmniej 361 to Paryżanie. Niemniej, la rentrée littéraire ma niewątpliwie swój czar i imponuje rozmachem. Nowe powieści pojawiają się w księgarniach każdego miesiąca, ale wrzesień nie może równać się z żadnym innym, co powoduje, że przez kilka tygodni niemal żyje się tu literaturą, nawet jeśli spora część społeczeństwa ostatecznie nie sięgnie po żadną z nowości. No może poza Amélie Nothomb.

.

A Wy, co sadzicie o takim systemie publikacji i promowania literatury? Podoba Wam się, czy wręcz przeciwnie?

 

Może Cię również zainteresować:

  • Dar

    Brzmi ciekawie. W sumie czytelnicze szaleństwo. 😀 To są jakieś katalogi podsumowujące wszystkie nowości?
    Chciałbym zobaczyć jak to szaleństwo książkowe wygląda na mieście. Masz jakieś zdjęcia?
    Zaskakujące, że nowości są głównie paryżan. Chyba bardziej podoba mi się polski rynek, gdzie nie ma dyktatu jednego miasta.

  • Karolina Nos-Cybelius

    Paryż to nie Francja, hehhe, nie słyszałam tego powiedzonka 😉 Paryż jest stolicą kultury – wiadomo, ale że jest też stolicą literatury – nie byłam świadoma. Coś wspaniałego! 🙂 Chociaż z drugiej strony, tak jak piszesz, głowa może rozboleć z nadmiaru. Jak wybrać??? Cały rok by nie starczył, żeby to ogarnąć i nadrobić czytelnicze zaległości… Zazdroszczę Ci, że niedługo przeczytasz sobie nową książkę Rezy, mam nadzieję, że za jakiś czas będzie też polskie wydanie. Ty to masz fajnie w tym Paryżu 😀

    • A to ciekawe, że nie słyszałaś tego powiedzonka. Mam wrażenie, że w Polsce też jest dosyć popularne. Co do stolicy literatury, obecnie jest nią chyba jeszcze bardziej niż kiedyś, bo centrum kulturalne przenosi się za ocean, a literatura w Paryżu kwitnie. Też mam nadzieję, że nowa książka Rezy wyjdzie po polsku. Niedługo dam znać, czy jest dobra. 😉

  • Ja bym chyba oszalała. Frustrują mnie już polskie wysypy wiosennych i jesiennych nowości. Bardzo lubię za to okres wakacyjny, kiedy spokojnie mogę skupić się na czytaniu. 😉
    Widzę, że mniej więcej 60% jesiennych premier to książki francuskich, a raczej paryskich, autorów. Czy to są też francuskie powieści, jeżeli chodzi o akcję, problematykę, bohaterów? Pytam, bo przygotowując ostatnią (spóźnioną bardziej niż zwykle) prasówkę natknęłam się na badania z Nowej Zelandii, gdzie okazuje się, że czytelnicy nie chcą czytać książek dziejących się u nich w kraju.

    • We Francji jest chyba dokładnie odwrotnie tzn. Francuzi wolą, gdy ich rodzimi autorzy piszą o Francji, a o innych krajach czytają raczej u obcokrajowców, chociaż oczywiście są od tego liczne wyjątki. Natomiast z tymi wyłącznie paryskimi autorami to raczej żart, mimo wszystko jest to środowisko nieco bardziej różnorodne. 😉

  • Jeszcze bardziej zazdroszczę Francuzom! Z drugiej strony dobrze, że nie mieszkam we Francji. Za szybko by mi moja pensja się rozchodziła, zwłaszcza jesienią.

    • To prawda, na pensję w tym okresie trzeba szczególnie uważać. 😉