Książka

„Uprawa roślin południowych metodą Miczurina” Weronika Murek

16 maja 2016
Uprawa roślin południowych metodą Miczurina, Murek

Sporo czasu upłynęło zanim dałam szansę literackiemu debiutowi Weroniki Murek „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina”. Ostatecznie jednak intrygujący tytuł i pozytywne opinie krytyki przekonały mnie do sięgnięcia po tę książkę i o ile mogę zgodzić się z opinią, że jest to debiut udany, o tyle daleka jestem od absolutnego zachwytu. Nie zmienia to jednak faktu, że specyficzne mini-uniwersum wykreowane przez autorkę w tych kilku opowiadaniach jak najbardziej przemawia do mojej wyobraźni i wrażliwości.

W krótkim zbiorze opowiadań Weronika Murek tworzy dosyć spójny obraz świata, który mimo iż stara się zachować pozory normalności, jest zupełnie na opak z rzeczywistością, a może raczej jest to świat, w którym nierzeczywiste wycieka przez szczeliny w rzeczywistym. Tak oto możliwe okazuje się nie zauważyć własnej śmierci i krążyć pomiędzy żywymi i martwymi jak gdyby była to najzwyklejsza rzecz pod słońcem. Można również spotkać Matkę Boską w podomce przed telewizorem, łapać spojrzenia na lusterka, wskrzeszać psy modlitwą etc. Słowem, świat Murek roi się od tego typu obrazów i scen, w których autorka co chwila wytrąca czytelnika z dobrze mu znanych, utartych schematów narracji. Ponadto można tu znaleźć nieco subtelniejszą formę gry z wyobraźnią odbiorcy poprzez pewnego rodzaju odrealnianie rzeczy na wskroś realnych i banalnych. U Murek chłopiec przynoszący chleb nie przynosi go w siatce, a wiezie na wózku, koniecznie „twarzą do dołu”, a mączną stroną do góry, tak, że chleb chybocze się przez całą drogę. W innym zaś opowiadaniu dzieci w przedszkolu nie chcą bawić się z małym Piotrusiem, „bo Piotruś jest z mięsa”. W ten prosty sposób pisarce udaje się uczynić oczywiste nieoczywistym.

Mikulski, „Uprawę roślin południowych metodą Miczurina" Weronika Murek

Jednak to, co wydaje mi się najbardziej interesujące w tej książce, i na czym zdecydowanie zyskuje ona najbardziej, to osadzenie wszystkich tych niezwykłych historii w szarym krajobrazie Polski, a w szczególności polskiej wsi. Niewątpliwie, jest to sceneria idealna, dla tego typu zjawisk i sama wielokrotnie łapałam się na tym, że podzielam wizję wsi autorki – pod warstwą prozaicznej codzienności kryje się duży potencjał absurdu, do którego Murek nie zawahała się sięgnąć. W opowiadaniach z dużą zręcznością i bez moralizatorstwa poruszane są tematy wiary w zabobony oraz wszelkiej maści wróżbitów, przy jednoczesnej obojętności na najbliższych, w tym na ich śmierć, i przesadnym wręcz skupieniu na zachowaniu pozorów. Bohaterowie „Uprawy roślin południowych metodą Miczurina” są, wbrew temu, czego można by się spodziewać, bardzo zwyczajni, wręcz nadzwyczajnie zwyczajni i przy tym raczej nieszczęśliwi, poza zadowolonym z siebie i swojej atrakcyjnej żony dyrektorem z ostatniego opowiadania. Teksty Murek dosyć dobrze oddają osamotnienie i wyobcowanie postaci tak różnych jak młoda dziewczyna, która nie chce zaakceptować faktu, że już nie żyje, chora nerwowo ekspedientka z wiejskiego sklepu, czy anonimowy mężczyzna dający co wieczór pokaz tańca przed wyimaginowaną publicznością.

– Pomylił sny!  – powiedziała Różyłło.  – Powiedział mi to w dniu pogrzebu. Przyśnił mi się w nocy, powiedział: „Pomyliłem wtedy sny i zasiadałem we śnie kogoś innego. To, co zdarzyło się mnie, może się zdarzyć każdemu. Zniknęły okna i drzwi i już nie mogłem się wydostać”. Spytałam, jak jest tam, po śmierci, odparł: „Niewyobrażalna samotność”, to znaczy: nie najgorzej.                                                                                                                                                                                                             Weronika Murek, „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina”

Wszystko to składa się zdecydowanie na mocną stronę tego zbioru. Jednak czytając „Uprawę roślin południowych metodą Miczurina”, przy całym moim entuzjazmie dla kilku utworów z nurtu realizmu magicznego, które zdarzyło mi się wcześniej poznać, miewałam wrażenie, że autorka sama chwilami gubi się we własnym świecie i nie do końca wie, gdzie chce doprowadzić swoich bohaterów, a zatem i czytelników. Było tak zwłaszcza w przypadku dwóch opowiadań, co osłabiło nieco przyjemność czerpaną z lektury. Drugi problem natomiast pojawia się na poziomie języka. Faktem jest, że niektóre dialogi, zdania i sformułowania (np. nie wracam, przez jakiś czas zostanę tu na zawsze!) są wprost genialne w swojej prostocie i celności, ale nie jestem przekonana, co do tego, czy kontynuowanie narracji tym samym ascetycznym i „zamkniętym” językiem jakim mówią bohaterowie jest tu najlepszym rozwiązaniem. Nie oczekuję od autorki barokowych opisów i metafor, ale ten, bądź co bądź, ważny aspekt książki, w tym przypadku mnie zawiódł i pozostawił spory niedosyt.

Uprawa roślin południowych metodą Miczurina, Murek

Niemniej, „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina” to książka intrygująca i przede wszystkim wyrazista. Nawet jeśli jej język przypadł mi do gustu tylko częściowo i niekiedy traciłam orientację w snutych przez autorkę historiach, ta niewielka powieść-kolaż ma swój specyficzny klimat i odciska się w pamięci. Kilka obrazów i sytuacji, które szczególnie mnie zaskoczyły lub ujęły, jak choćby rozmowa ekscentrycznych zmarłych, czy album zdjęć pośmiertnych wyłożony dla klientek w salonie fryzjerskim, pozostanie ze mną jeszcze na długo. Ostatecznie, książka Weroniki Murek wydaje mi się bardzo dobrą lekturą do ćwiczenia wyobraźni, z jednym tylko zastrzeżeniem – sięgając po nią, należy już tę wyobraźnię posiadać, inaczej trudno będzie nam odnaleźć się w surrealistycznym uniwersum autorki. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że w kolejnej powieści młoda pisarka wykaże się równie dużą wyobraźnią i jeszcze lepszą formą literacką.

„Uprawę roślin południowych metodą Miczurina" Weronika Murek.

Uprawa roślin południowych metodą Miczurina

Weronika Murek

Wyd. Czarne

2015

.

.
Follow my blog with Bloglovin

Ilustracje: fragmenty obrazów Kazimierza Mikulskiego

Może Cię również zainteresować:

  • Jestem ogromnie ciekawa kolejnej książki Murek. Autorka ma potencjał i mam nadzieję, że go wykorzysta. Tak jak piszesz, w “Uprawie” jest parę niedociągnięć. Mnie na przykład doskwierał nierówny poziom opowiadań. Mimo to, to jedna z lepszych polskich książek jakie ostatnio czytałam.

    I na marginesie: fragmenty obrazów Mikulskiego są fantastyczne!

    • Ja też chętnie sięgnę po następną książkę Murek i mam nadzieję, że będzie jeszcze lepsza od debiutu.

      Co do obrazów Mikulskiego, często przychodziły mi na myśl podczas czytania. Jakoś mi ten jego wyimaginowany świat pasuje do tego z opowiadań Murek.

  • Na tę książkę szykuję się już od jakiegoś czasu. I czuję, że to będzie to! (chociaż zazwyczaj, kiedy tak myślę, to spotyka mnie zawód – oby nie tym razem) Realizm magiczny, absurdy, polska wieś – uwielbiam takie klimaty 🙂

    PS Genialny pomysł z obrazami ilustrującymi wpis. Idealnie tu pasują i są tak piękne, że nie mogę się na nie napatrzeć 🙂

    • Książka może nie jest wybitna, ale bardzo oryginalna i pozostaje w pamięci. Mam nadzieję, że nie będziesz zawiedziona! 🙂

  • Pingback: Opowieść idioty. „Floryda” Grzegorz Bogdał – Cocteau & Co.Cocteau & Co.()