Książka

Uległość Europy. „Uległość” Michel Houellebecq

28 marca 2016
Michel Houellebecq

Francuskie wydanie „Uległości” Michela Houellebecqa ukazało się 7 stycznia 2015, w dzień krwawego ataku islamskich terrorystów na redakcję satyrycznego tygodnika „Charlie Hebdo”. W tym samym czasie we wszystkich francuskich kioskach dostępny był aktualny numer gazety z portretem pisarza ironizującego na temat islamu na okładce. Ten nieszczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że opisywana przez Houellebecqa futurystyczna wizja islamizacji Francji, w kontekście obecnej sytuacji, nabrała nader realistycznego charakteru.

Jaka jest więc ta wizja i czy rzeczywiście autor „Cząstek elementarnych” próbuje w swojej najnowszej książce przepowiedzieć przyszłość Francji, malując ją wyłącznie w czarnych barwach? Akcja rozgrywa się w 2022 roku kiedy do władzy dochodzi Bractwo Muzułmańskie, partia zdecydowanie religijna, choć umiarkowana. Reprezentant ugrupowania zostaje prezydentem i stopniowo wprowadza szereg reform, tj. wykluczenie kobiet z uniwersytetu (wykładowczynie zostają odesłane na emeryturę z dużym wynagrodzeniem w ramach rekompensaty). Upowszechnia się również tradycyjne w islamie wielożeństwo. W skrócie, liberalna dotąd Francja staje się krajem wyznaniowym, mimo iż proces ten zachodzi łagodnie i jest daleki od radykalnej rewolucji obyczajowo-religijnej.

Pierwsza myśl jaka nasunęła mi się po przeczytaniu „Uległości” to, że jest to powieść nie tyle o niebezpieczeństwie jakim może być islam przeniesiony na pole polityki, co o kondycji współczesnego Europejczyka. Nie jest to zresztą teza wyjątkowo oryginalna, ponieważ wszystkie dzieła Houellebecqa krążą wokół tego tematu lub podejmują go otwarcie, jednak w „Uległości”, na pierwszy rzut oka, to islam gra główną rolę. Tymczasem, prawdziwym problemem jest tu postawa głównego bohatera, który na tę władzę islamu się godzi ze zwykłej gnuśności, braku ideałów i ogólnego rozczarowania konsumpcyjną rzeczywistością Francji, i Europy, XXI wieku.

Fragment okładki węgierskiego wydania "Uległości"

Fragment okładki węgierskiego wydania „Uległości”

Michel Houellebecq doskonale wie jak sprowokować czytelnika, przy czym daleki jest od łatwego szokowania, które niektórzy krytycy usilnie mu przypisują. Jeśli wziąć pod lupę ton jego książki nie ma w nim nic z gwałtowności czy ideologicznej zapalczywości. W każdym razie nie w przypadku głównego bohatera, którego trudno nie porównywać do samego autora – inteligentny, ale raczej wycofany, zobojętniały na otoczenie, resztki zainteresowania żywi wyłącznie dla kobiet i literatury. Jeśli dodać do tego, że mieszka w dokładnie tym samym miejscu, co Houellebecq w rzeczywistości jest to wręcz rodzaj na wpół zawoalowanego autoportretu.

Bohater, jako intelektualista, obserwuje zmieniającą się sytuację polityczną z dystansem, lekkim niepokojem, ale nie histerią, co w dużej mierze stanowi o mocy tej książki. François nie ocenia, nie wydaje jednoznacznych sądów, nawet niespecjalnie stara się zrozumieć, raczej kalkuluje na ile mu się ta zmiana opłaci. Takie ujęcie doskonale ukazuje pustkę ideową i egzystencjalną bohatera, który na ołtarzu przyziemnych przyjemności oraz wygód (kilka żon i duże zarobki) składa swoje, i tak już na wpół upadłe, przekonania.

Kościół katolicki utracił zdolność do przeciwstawienia się upadkowi obyczajów. Utracił zdolność do jednoznacznego i energicznego odrzucenia małżeństw homoseksualnych, prawa do aborcji i pracy kobiet. Spójrzmy prawdzie w oczy: Europa Zachodnia doszła do tak odrażającego stanu rozkładu, że sama siebie nie jest w stanie uratować, nie bardziej niż starożytny Rzym w piątym wieku naszej ery. Masowy napływ imigrantów, których tradycyjna kultura jest nadal naznaczona naturalną hierarchią, podporządkowaniem kobiety i szacunkiem dla starszych, stanowi historyczną szansę na moralne i rodzinne odrodzenie Europy, otwierając perspektywę nowego złotego wieku dla Starego Kontynentu. Niektórzy z przybyszy są chrześcijanami, ale najczęściej – powiedzmy to sobie szczerze – muzułmanami.                                                                                                                                                                                                                 Michel Houellebecq, „Uległość”

Jest tu oczywiście o wiele więcej wątków wartych głębszej refleksji jak np. jawny mizoginizm głównego bohatera dosyć celnie skrytykowany przez wielu dziennikarzy i feministki (wart uwagi jest krótki acz dosadny komentarz Agaty Bielik-Robson opublikowany swego czasu w Wysokich Obcasach). Niewątpliwie bywa drażniące charakterystyczne dla autora zamiłowanie do dosłowności w opisach aktów seksualnych, bez połowy których ta powieść mogłaby się obejść nic nie tracąc, i które w efekcie końcowym znacznie przyczyniają się do przedmiotowego przedstawienia kobiety. Ponadto, w książce pojawia się interesująca krytyka wszelkich radykalizmów w polityce, nawet tych przemycanych pod maską „potrzeby zmiany” i „moralnej odnowy”, bez względu na to jaką religią się podpierają. W tym kontekście, warto zastanowić się dwa razy nim ktokolwiek spróbuje użyć dzieła francuskiego pisarza jako argumentu przeciwko wyznawcom islamu i ich obecności w Europie – Houellebecq wyraźnie wskazuje, że partie skrajnie konserwatywne, katolickie mogą być równie groźne co ugrupowania odwołujące się do radykalnego islamu.

Co istotne i warte ponownego podkreślenia, opisane w „Uległości” Bractwo Muzułmańskie ma niewiele wspólnego z radykalizmem religijnym i to właśnie uwiarygadnia fabułę. Houellebecq jest obecnie najsłynniejszym francuskim autorem, toteż jego najnowsza powieść zostałam przetłumaczona na wiele języków. Francuskojęzycznego czytelnika może w tym kontekście zainteresować także inna książka wydana w 2015 roku, również podejmująca temat religijnej radykalizacji i jej wpływu na politykę. Chodzi o powieść algierskiego autora Boualema Sansala pod znamiennym tytułem 2084. Koniec świata (2084. La fin du monde). Nawiązanie do Orwella jest tu oczywiście nieprzypadkowe a sam Sansal idzie w swojej książce znacznie dalej niż Houellebecq opisując dyktaturę wyznaniową, w której walka toczy się nie tyle o władzę polityczną, co przede wszystkim o „wiarę bez zadawania pytań”, czyli o władzę nad umysłami, dokładnie jak w „Roku 1984.

Wracając do „Uległości”, kilka miesięcy po wydaniu książki i zamachu na „Charlie Hebdo”, Michel Houellebecq, zapytany przez dziennikarkę w trakcie programu telewizyjnego o to czy gdyby pisał tę powieść teraz napisałby ją inaczej, czy złagodziłby ton, odpowiedział zdecydowanie: „Nie, napisałbym to znacznie ostrzej.”

uleglosc houellebecq

.

Uległość

Michel Houellebecq

W.A.B.

2015

.

Sansal 2084

.

2084. La fin du monde

Boualem Sansal

Gallimard

2015

.

Follow my blog with Bloglovin

Może Cię również zainteresować:

  • Tyle razy już miałam tę książkę w koszyku, a tyle samo razy jakoś nie mogę się przemóc. To wszystko co dzieje się teraz w Europie mnie przeraża. Staram się to oceniać na chłodno i najbardziej obiektywnie jak się da. Przyjdzie taki dzień, że się z nim zmierzę 🙂 Twoja recenzja dodaje mi otuchy i ciągnie do książki, ale jeszcze trochę poczekam 🙂
    Swoją drogą, ciekawią mnie takie wizje napisane polskim piórem.

    • Fakt, że temat jest delikatny i czasem aż nie chce się myśleć o tym, że podobne rzeczy mogą zdarzyć się naprawdę w Europie. Swoją drogą, w „Uległości” Houellebecq w pewnym momencie opisuje scenę po strzelaninie, którą bohater zastaje na stacji benzynowej, i podobieństwo z wydarzeniami w Paryżu jest tak duże, że włos się jeży.

  • Pingback: Valeur sûre, czyli 5 francuskich pisarzy, którzy nie zawodzą – Cocteau & Co.Cocteau & Co.()