Inne

„The Happy Reader”, czyli jak uszczęśliwić (wybrednego) czytelnika

17 sierpnia 2017
„The Happy Reader” Cocteauandco magazyn

Na wstępie pragnę uprzedzić, że nie jest to artykuł sponsorowany i powstaje wyłącznie z czystej, płomiennej miłości do „The Happy Reader” (co nie zmienia faktu, że wydawcy magazynu powinni mi zapłacić, bo coś czuję, że liczba subskrypcji wzrośnie po tym tekście). No ale, w końcu dobrem trzeba się dzielić a „The Happy Reader” to czyste dobro i dla książkoholików, i dla maniaków dobrego projektowania graficznego oraz typografii. Po prostu małe dzieło sztuki, które warto mieć na swojej półce i wracać do niego, gdy tylko dusza zapragnie. Mimo że śledzę całkiem sporo magazynów literackich, francusko-, anglo- i polskojęzycznych (akurat w ostatnim przypadku dużego wyboru nie ma), to właśnie „The Happy Reader” skutecznie skradł moje serce i pewnie dzisiaj skradnie też przynajmniej część waszych. A więc, za co kocham ten magazyn?

Za wnętrze, oczywiście!

Oprawa graficzna oprawą graficzną, ale dla maniaka liter i historii najbardziej liczy się oczywiście treść, a „The Happy Reader” dba o nią niezmiennie od samego początku. Jest to pismo wciąż młode, bo powstało zimą 2014 roku i od tego czasu ukazało się zaledwie (albo aż, jak na tak ambitny projekt) dziewięć numerów. Jednak wydaje się, że jego twórcy mają jasno wytyczony kierunek i mocno się go trzymają. Nie śledzę „The Happy Reader” od samego początku, ale odkąd wykupiłam prenumeratę nie pożałowałam jeszcze ani razu. Jedynym minusem jest konieczność wyczekiwania kolejnego numeru odkąd od 2017 roku pismo z kwartalnika stało się półrocznikiem i jest wydawane jedynie dwa razy do roku, co redakcja tłumaczy chęcią zapewnienia czytelnikom najwyższej jakości tekstów i ich oprawy wizualnie dopracowanej w najmniejszych detalach. Ok, te argumenty mnie przekonują.

„The Happy Reader” Cocteauandco magazyn

„The Happy Reader” składa się z dwóch stałych część. Pierwsza z nich jest poświęcona gościowi numeru, który pojawia się również na okładce i są to najczęściej osoby ze świata kultury, często tej szeroko rozumianej, gwiazdy kina i muzyki. Strategia celowa, ponieważ pomaga przyciągnąć czytelników, którzy niekoniecznie zaczytują się w literaturze z wyższej półki, a dzięki temu mogą zacząć – w końcu ich idol czyta i się tym chwali! Literackie spotkanie z gwiazdą rozpoczyna się od długiego wywiadu na temat literatury oczywiście a na koniec obowiązkowa lista polecanych przez nią książek, zwykle tematyczna, wynikająca bezpośrednio z wątków poruszonych w rozmowie. Tutaj muszę podzielić się moim wielkim żalem: otóż zdecydowanie za późno odkryłam „The Happy Reader” i nie załapałam się na numer z Hansem Urlichem Obristem, guru sztuki współczesnej, o którego czytelniczych fetyszach chętnie bym poczytała. Numer dziś już niemożliwy do upolowania (jak zresztą większość archiwalnych), bo nakład pisma jest bardzo ograniczony.

Drugą część magazynu autorzy poświęcają lekturze numeru, którą jest zawsze jedna z książek z serii Penguin Classics, ponieważ to właśnie Penguin jest wydawcą „The Happy Reader”. Owszem, to jawna promocja oferty wydawniczej Penguina, ale wychodzę z założenia, że lepsze świetnie przygotowane, merytoryczne pismo pozwalające mi na nowo odkryć klasyków niż magazyn, w którym wznowienie Dickensa przemyka, gdzieś w cieniu wielkiego tekstu o najnowszym harlequinie popularnej autorki. W tej części zgromadzone są artykuły analityczne poświęcone co ciekawszym zagadnieniom danej powieści, wskazujące nowe tropy, możliwe odczytania, niekiedy ukazujące jak dana tematyka, czy historia przetrwały w kulturze, przeniosły się do filmu, sztuki etc. Różnorodność tekstów osnutych wokół jednego trzonu jakim jest książka główna powoduje, że nawet jeśli nie zna się jej, lektura magazynu nie traci na wartości. Wręcz przeciwnie, bywa, że to właśnie te teksty zachęcają do sięgnięcia po lekturę numeru.

 

„The Happy Reader” Cocteauandco magazyn

I za obłędny design

Tak jak wspomniałam na początku „The Happy Reader” to nie tylko błyskotliwe analizy i inspirujący wywiad z czytającą gwiazdą, ale także piękna szata graficzna. Wiedziałam o tym już w momencie wyjmowania przesyłki ze skrzynki pocztowej. „The Happy Reader” dotarł do mnie w minimalistycznej czarnej kopercie z białą etykietką z adresem (wprawdzie mój ukochany zapytał „Dlaczego ktoś z UK wysyła ci nekrolog?”, ale umówmy się, on po prostu nie zna się na nowoczesnym designie ;)). Samo pismo również jest zaprojektowane tak, by nie zakłócać lektury a raczej wizualnie ją dopełniać. Czytelna typografia, niebanalne, swobodne zdjęcia – nie ma tu miejsca na wystylizowane sesje gwiazd i inne wymuskane ilustracje rodem z banków zdjęć. Całość jest drukowana na ekologicznym papierze a do każdego numeru czytelnik otrzymuje pasującą wizualnie zakładkę. Innymi słowy, raj dla estety i fetyszysty dobrego projektowania. Czy muszę dodawać coś jeszcze? A tak, cena. Trzymacie się? Cena to zawrotne 3£ za numer, wysyłka jest darmowa.

„The Happy Reader” Cocteauandco magazyn

W ramach podsumowania napiszę tylko, że dla mnie „The Happy Reader” jest jak ultra-pociągający intelektualista, który w bezpretensjonalny sposób potrafi opowiadać mi o wcale nie prostych książkach i swojej pasji do literatury, czyli po prostu wie jak uczynić mnie szczęśliwą czytelniczką. Gdyby „The Happy Reader” był mężczyzną, a nie pismem o literaturze, mój ukochany zdecydowanie miałby o kogo być zazdrosnym. 😉 A Wy, dacie się skusić?

„The Happy Reader” cocteau & co magazyn.

The Happy Reader

Issue 9

Summer 2017

Penguin Classics

.

Może Cię również zainteresować:

  • Faktycznie wygląda interesująco. Napisz jeszcze, proszę, leniwym czytelnikiem, jak toto cudo można zaprenumerować 🙂

    • Znalazłem. Chociaż cena jest w funtach 🙂

      • Cieszę się! A rzeczywiście, są funty! Poprawię to w tekście. I co, zaprenumerowałeś czy jednak nie? 🙂

        • Waham się nieustannie 🙂

          • Gratuluję racjonalnego podejścia. 😉 U mnie zdecydował impuls, ale, tak jak pisałam, nie żałuję.

          • Impulsami to ja się kieruję w taniej książce, a nie w obrocie dewizowym 😀

          • Olga Kowalska

            Funciak tak poszedł w dół, że szkoda nie wykorzystać. 😀

          • Ale na pewno pójdzie w górę, jak przyjdzie do przedłużania prenumeraty 😛

  • Zajawka Na marginesie

    Rzeczywiście przyciąga uwagę 😉 trochę szkoda, że, jak piszesz, w Polsce nie ma za dużego wyboru w tej kategorii – ale w końcu prowadzenie magazynu literackiego, czyli pisanie o książkach (jak każde „sztukowanie o sztukach”) do najprostszych nie należy 😉

    • Fakt, w Polsce trudniej o odbiorcę i pewnie dlatego, po części, pisma, które istnieją plasują się po środku skali, czyli raczej nie wychylają z bardzo intelektualnymi tekstami i często idą na kompromisy. Z drugiej strony nadal istnieje „Literatura na Świecie” i miesięcznik Znak, chociaż to już naprawdę wysoka półka.

  • Olga Kowalska

    Zrobione! <3 Właśnie zaprenumerowałam na cały rok! <3

    • Czekam w takim razie na Twoje wrażenia, gdy dostaniesz pierwszy numer! 🙂

  • Ale kobietą też może być? 😛 Zaciekawiony jestem niezmiernie, a i niska cena mnie bardzo pozytywnie zaskakuję. Chyba dołączę do grona prenumeratorów.

  • pomaranczuk

    No cóż… zaprenumerowałam! 😀