Książka

„Tęsknota” Gaël Faye

7 sierpnia 2017
„Tęsknota” Gaël Faye literatura francuska

„Tęsknota” Gaëla Faye’a, francusko-burundyjskiego rapera i autora tekstów debiutującego w roli pisarza, to książka jednocześnie lekka i gęsta, słodko-gorzka, bo wspomnienia z dzieciństwa mieszają się w niej z koszmarem wojny i koniecznością opuszczenia ukochanego kraju. Faye serwuje nam na poły autobiograficzną opowieść o Burundi i Rwandzie lat 90-tych, kiedy to regionem wstrząsały konflikty etniczne, które ostatecznie doprowadziły do krwawego ludobójstwa Tutsi dokonanego przez ekstremistów Hutu. Dzieciństwo jego bohatera, małego Gabriela, przebiega w cieniu tego dramatu i zostaje dość brutalnie przerwane przez konieczność ucieczki do zapełnienie nieznanej mu Europy. „Tęsknota” jest zatem literacką próbą zrozumienia i uporządkowania przeszłości, która nie daje spokoju, jak również sposobem na ustalenie własnej tożsamości. Jednak to powieść znaczeni bardziej uniwersalna niż może się wydawać.

Opowiadana historia rozpoczyna się w momencie, gdy chłopiec ma około dziesięciu lat. Jest synem Francuza i Rwandyjki, ma młodszą siostrę i mieszka w bogatej dzielnicy Bużumbury, stolicy Burundi, w pięknym domu ze służbą. Dla dziecka jakim jest wówczas Gabriel niewielkie znaczenie ma fakt, że tata to biały przybysz z Europy a mama cały czas podkreśla swoją przynależność etniczną do Tutsi i mówi o sobie jako o rwandyjskiej uchodźczyni. Chłopiec niespecjalnie przejmuje się też tym, że dla wielu burundyjskich rówieśników nigdy nie będzie wystarczająco „swój” ze względu na jaśniejszy odcień skóry. W końcu większość jego przyjaciół z dzielnicy jest tak jak on owocem połączenia krwi afrykańskiej i europejskiej i z nimi czuje się dobrze. Jednak jego idylliczne dzieciństwo w kraju słońca i rajskich krajobrazów zostaje zakłócone jeszcze przed wybuchem okrutnego konfliktu między Tutsi i Hutu.

Pierwszy realny dramat z jakim musi zmierzyć się kilkuletni Gabriel to rozpad jego rodziny. Rozwód rodziców spada na niego nagle, choć trudno było nie zauważyć wcześniejszych symptomów kryzysu. Matka chłopca opuszcza dom, bo nie znajduje już porozumienia z mężem i, wbrew pozorom, nie chodzi o brak uczucia między nimi a o coś co dzisiaj nazwalibyśmy elegancko różnicami kulturowymi. Ta kwestia jest często pomijana w (niestety nielicznych) recenzjach powieści a mnie wydaje się nie mniej ważna niż samo dzieciństwo bohatera i ludobójstwo w Rwandzie, do których „Tęsknota” odnosi się w sposób bezpośredni. Otóż w kilku pierwszych dialogach między rodzicami, jak i w dalszych rozdziałach, pojawiają się nawiązania do problemu, który Francuzi w dalszym ciągu nie do końca przepracowali, a mianowicie kolonialnej przeszłości i kierowania Afryką z tylnego siedzenia również po upadku imperiów kolonialnych.

W książce pojawia się m.in. postać Jacques’a, przyjaciela ojca, belgijskiego kolonizatora, który nie wyobraża sobie powrotu do Europy, bo tam jest nikim podczas, gdy w Burundi może sobie pozwolić na wszystko. Jacques balansuje na cienkiej linii między dumą „białego pana” a prawdziwą miłością wobec podbitego kraju, który stał się jego krajem. Niestety, pewne kwestie w stosunku Europejczyków do tej części Afryki nie ewoluują nawet, gdy ci wsiąkną już w lokalny krajobraz i kulturę. Konflikt między rodzicami Gabriela wynika właśnie z tego niezrozumienia męża-Europejczyka dla nieszczęścia żony cierpiącej z powodu tego, co dzieje się w jej ojczyźnie. Próby przekonania jej, że powinna cieszyć się swoją lepszą pozycją i bezpieczeństwem jakie zapewnia jej związek z Francuzem okazują się gwoździem do trumny ich małżeństwa, mimo że na początku łączyło ich prawdziwe uczucie.

„Tęsknota” Gaël Faye literatura francuska

Drugim ciężkim doświadczeniem jakie spada na Gabriela i jego rodzinę jest właśnie eskalacja konfliktu między Tutsi i Hutu oraz wojna domowa w Burundi. Początkowo dzieci żyją w kokonie ochronnym, który zapewnił im ojciec. Rodzinny dom staje się ich twierdzą, odgłosy wystrzałów i zamieszek pojawiają się w charakterze tła, są jednocześnie realne i fantasmagoryczne. Gabrielowi udaje się od czasu do czasu wymknąć do kolegów z dzielnicy, choć i ich zabawy zmieniają nagle charakter – z beztroskich rozrabiaków zamieniają się w samozwańczych obrońców swojego terytorium. Dopiero jednak śmierć ojca jednego z przyjaciół i trauma matki Gabriela po powrocie z Rwandy, gdzie znalazła jedynie ciała swoich bliskich uświadamiają mu realność i bliskość krwawej masakry, która ma miejsce na jego oczach, a której dotąd zdawał się nie zauważać.

Faye doskonale wyważył punkt ciężkości opowiadanej historii. Mimo że dramat ludobójstwa i smutek z powodu rozwodu rodziców są tutaj bardzo ważne i mocno przyczyniają się do budowania tożsamości głównego bohatera „Tęsknotą” nie jest powieścią ciężką. Książka nie dość, że nie przytłacza to tak naprawdę przez większość czasu wywołuje lekki uśmiech na twarzy czytelnika, bo to przede wszystkim opowieść o dzieciństwie tak barwnym i pełnym radości życia, że trudno nie uśmiechać się na samą myśl o nim. Tym bardziej brutalny jest moment, gdy rzeczywistość wdziera się do tego pięknego obrazka i pozostawia na nim nieusuwalne rysy.

Gdy dorosły już Gabriel wyrusza z Francji do Burundi w poszukiwaniu przeszłości nic nie jest takie samo jak przedtem, poza rozmowami ludzi w barze, których obawy i poczucie braku wpływu na rzeczywistość są wciąż takie same. Nasz bohater zdaje sobie sprawę z tego, że to stamtąd pochodzi, lecz ta podróż uświadamia mu ostatecznie, że nie przynależy już do tego kraju, tak jak wciąż nie do końca potrafi zidentyfikować się z Francją i swoim francuskim życiem – odwieczny problem uchodźcy, nawet jeśli Gabriel nie jest typowym uchodźcą z racji podwójnego obywatelstwa. „Tęsknota” jest pięknym studium tożsamości afrykańskiej i europejskiej, ale przede wszystkim tożsamości, tych którzy w takim samym stopniu są dziećmi obu kontynentów i przychodzi im konstruować siebie w obliczu wyzwań stawianych przez los i historię. Te dwieście siedemdziesiąt stron kryje w sobie prawdziwe bogactwo obrazów i refleksji podanych w wyjątkowo prostej i wdzięcznej formie jaką jest punkt widzenia dziecka. Jeśli dodać do tego momentami poetycki, ale nieprzestylizowany język, wychodzi powieść, którą po prostu trzeba przeczytać, a nawet przeżyć, do czego mocno Was zachęcam.

„Tęsknota” Gaël Faye literatura francuska

#Przekładnia – kilka refleksji na temat tłumaczenia „Tęsknoty”

Wahałam się, czy nie poświecić polskiemu przekładowi tej książki oddzielnego wpisu, jednak po dłuższym zastanowieniu postanowiłam zamieścić jedynie krótki komentarz na ten temat. Po pierwsze dlatego, że Niespodziegadki pokusiły się już o kilka mocno sarkastycznych uwag, z którymi w większości się zgadzam. Po drugie uświadomiłam sobie, że ostatecznie trudno mi cokolwiek o tym tłumaczeniu powiedzieć, bo całą dyskusję trzeba by sprowadzić do starego jak światy pytania, czy przekład ma dobrze oddawać treść i sens książki, czy też dbać o formę. Ostatecznie uważam, że dla polskiego czytelnika „Tęsknota” powinna być przede wszystkim zrozumiała, bo porusza kwestie niekoniecznie mu znane i z tego punktu widzenia tłumaczenie Katarzyny Marczewskiej mogę uznać za dobre.

Nie ma tutaj jakichś rażących błędów poza lapsusem z psem i nogą, na który zwróciły uwagę Niespodziegadki, i niewyłapaniem przez tłumaczkę czarującego afrykańskiego odpowiednika francuskiego związku frazeologicznego haut comme trois pommes. U Faye’a jest to haut comme trois mangues a tłumaczka robi z tego może i ładne, skrzętnie wypośrodkowane, ale dosyć nielogiczne [kiedy byłem] nie większy niż owoc mango [postanowiłem]…). Dodatkowo pojawia się kilka mniejszych nieścisłości. Tutaj przyczepiłabym się np. bardzo afrykańskiego tchiper, którego polskie tłumaczenie nie oddaje do końca jego „ostentacyjnego” charakteru, ale bądźmy szczerzy, dla polskiego czytelnika nie ma to najmniejszego znaczenia.

Największy zarzut jest oczywiście pod adresem tłumaczenia tytułu. Oryginał „Petit pays” pozwala na całkiem sporo wariantów, od dosłownego „Mały kraj”, bo tak Burundyjczycy mieszkający we Francji nazywają Burundi, po metaforyczny „Mała ojczyzna”. Naprawdę nie rozumiem, co podkusiło wydawcę by zmienić go na patetyczną i wydmuszkowatą „Tęsknotę”. Ostatecznie, mimo że przekład zgubił część językowego czaru oryginału, co zresztą jest nieuniknione, spełnia on swoją podstawową rolę, a kilka celnych pomysłów translatorskich tłumaczki raczej skutecznie go broni. Zatem nie wahajcie się sięgnąć po „Petit pays” vel „Tęsknotę” w polskim wydaniu (oczywiście tylko, jeśli nie możecie przeczytać w oryginale).

„Tęsknota” Gaël Faye literatura francuska.

Petit pays

Gaël Faye

Éditions Grasset

2016

.

Tęsknota„Tęsknota” Gaël Faye literatura francuska

Gaël Faye

tłum. Katarzyna Marczewska

Wydawnictwo W.A.B.

2017

 

 

Może Cię również zainteresować:

  • Kiedy czytałem „Tęsknotę” miałem dziwne poczucie, że czytam tak naprawdę powieść osnutą wokół jednego z najkrwawszych wydarzeń XX-ego wieku, a moje odczucia oscylują bardziej gdzieś w kierunku nostalgii i radości związanych z byciem dzieckiem. Zgadzam się z tym, że autor doskonale wyważył tę książkę i jest ona bardzo uniwersalną opowieścią. Mnogość poruszonych tu tematów, co świetnie pokazuje twoja recenzja, w żadnym wypadku nie przytłacza, a co najważniejsze dzięki takiej formie daje czytelnikowi sporo do myślenia nie tylko na temat Afryki i kolonjzacyjnych grzechów Europy, ale również na tematy związane z tożsamością w szerszym znaczeniu. Świetna recenzja! Pozdrawiam 🙂

    • Dziękuję! To prawda, umiejętność znalezienia odpowiedniego środka ciężkości to na pewno coś, co mocno przyczynia się do sukcesu tej książki. W każdym razie we Francji, bo w Polsce niestety nie można mówić o sukcesie. Dzięki temu lektura jest przyjemna i dopiero z dystansu zaczynamy w pełni rozumieć o jak dramatycznych wydarzeniach opowiada autor.

  • Pingback: Mid Year Book Freak Out TAG 2017 – czytelnicze podsumowanie półroczaCocteau & Co.()

  • Pingback: Valeur sûre, czyli 5 francuskich pisarzy, którzy nie zawodzą – Cocteau & Co.Cocteau & Co.()