Książka

Rower i błyszczące paciorki. „Szkice piórkiem” Andrzej Bobkowski

3 sierpnia 2016
Andrzej Bobkowski, „Szkice piórkiem”

Książka, o której chcę Wam dzisiaj opowiedzieć nie jest gorącą nowością wydawniczą ani nawet „hitem” ostatniej dekady. „Szkice piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego to wyjątkowy dziennik emigracyjny spisany przez autora między 1940 a 1944 rokiem w czasie, gdy wraz z żoną przebywał w okupowanej Francji. Kto zna choć trochę Bobkowskiego wie jak barwna i błyskotliwa jest to postać, kto nie miał z nim dotąd styczności, powinien jak najszybciej to nadrobić. Zwłaszcza jeśli interesuje Was krytyczne spojrzenie Polaka na bogoojczyźnianą postawę rodaków w czasie wojny, ale i z dystansem wobec Francji, którą Bobkowski, w czasie tych kilku lat, poznał od podszewki. „Szkice piórkiem” to jednak nie tylko intelektualne analizy sytuacji w Europie i mentalności obojga narodów, to także oda na cześć młodości i, być może nieco paradoksalnie, wolności, ponieważ autor, nawet w targanej wojną Francji, potrafił odnaleźć swoją wolność i szczęście.

Inteligent na rowerze

Bobkowski pochodził z inteligenckiej rodziny kultywującej zwyczaj częstego podróżowania. W marcu 1939 roku wraz z żoną wyjechał do Paryża i to tam zastał ich wybuch wojny. Po napaści Niemiec na Francję Bobkowski, razem z całą fabryką, w której pracował, został ewakuowany na południe kraju. Mimo podjętej próby wstąpienia do polskiego wojska nie udało mu się to i w tej sytuacji postanowił wrócić do Paryża. Jak się okazało, jedynym dostępnym i w miarę dyskretnym środkiem lokomocji w okupowanej Francji był rower. To na nim Bobkowski przemierzył kraj wina i literatury, skrzętnie notując spostrzeżenia z kolejnych etapów podróży w dzienniku, który dał początek „Szkicom piórkiem”.

„Szkice piórkiem” Andrzej Bobkowski

Trudno opisać ten dziennik w kilku słowach, ponieważ Bobkowski porusza w nim wiele, bardzo różnych tematów. Można jednak spróbować wymienić kilka najczęściej powracających kwestii – oprócz sytuacji politycznej i życia codziennego pod okupacją, autor snuje wiele refleksji na temat kultury oraz charakteru narodowego Polaków i Francuzów, różnic mentalnych, które powodują, że raz kocha Francję a nienawidzi Polski, a raz Francja i Francuzi mierzą go równie mocno, co zadufani w sobie Polacy. To, co jest pewne to fakt, że Bobkowski był prawdziwym kosmopolitą, w pozytywnym, współczesnym sensie tego słowa. Był również ogromnym miłośnikiem Europy, jej kulturowego piękna i bogactwa, choć obserwacja jej przemian w okresie II wojny światowej doprowadziła go do smutnego wniosku, że ten kontynent skazany jest na zubożenie i, jeśli chce przetrwać, zmianę mentalności z królewskiej lub burżuazyjnej na bardziej mieszczańską, bliższą życiu. Bobkowski źle oceniał też straceńczo-heroiczną postawę Polski:

12.1.1943                                                                                                                                                                 Wszystkie wielkie religie przyszły ze wschodu, bo tylko na wschodzie człowiek umie naprawdę wierzyć i jedną z cech charakterystycznych dla Słowian jest wieczne pragnienie jakiejś bezgranicznej wiary w coś. My na przykład mamy zdecydowanego hysia na punkcie Polski. Ta biedna Polska to jak wspaniały obraz powleczony nieskończoną ilością warstw farby przy ciągłym „odnawianiu”. Farby o przedziwnym składzie chemicznym, gdzie Matka Boska miesza się z bigosem i barszczem z uszkami, Mickiewiczem i grą w bridge’a (narodowa rozrywka polska), katolicyzmem i Towiańskim, przedmurzem i bizantyjskim anarchizmem (…) i absolutnym obowiązkiem umierania za ojczyznę nie tylko, gdy potrzeba, ale przede wszystkim, gdy nie potrzeba. Spróbuj wtedy nie umrzeć. Potrzebna śmierć nie liczy się, bo to podejrzane. Umrzyk mógł mieć jakiś interes osobisty. Prawdziwe bohaterstwo, to umrzeć niepotrzebnie i koniecznie z fasonem. I umieramy niepotrzebnie i wspaniale.                                                                                                                                                                           Andrzej Bobkowski, „Szkice piórkiem”

Chłodnym okiem i gorącym sercem

Uwagi Bobkowskiego na temat polskiej religijności i bałwochwalczego stosunku do ojczyzny, czy francuskiej elegancji, gdzie forma liczy się często bardziej niż treść, są nie tylko niezwykle trafne – im dłużej tu mieszkam, tym bardziej zgadzam się z każdym spostrzeżeniem Bobkowskiego na temat obu krajów – ale też świetnie napisane, literackie i erudycyjne. Autor „Szkiców piórkiem” potrafi łączyć proste opowieści o życiu codziennym z intelektualnymi mini-traktatami o kulturze, mieszać poezję z sarkazmem i ironią. Niekiedy trudno wręcz uwierzyć, że słowa te zostały napisane w czasie wojny, że Polak ośmiela się patrzeć tak krytycznie na krwawiących rodaków, choć należy podkreślić, że Bobkowski miewał często wyrzuty sumienia, że nie jest w Polsce, u boku rodziny zmagającej się z wojenną zawieruchą.

Andrzej Bobkowski, „Szkice piórkiem”

Jeśli zaś chodzi o spostrzeżenia natury osobistej, „Szkice piórkiem” to jeden z bardziej unikatowych dzienników czasu wojny, gdzie autor opisuje nie tylko swoje troski, ale także radość, poczucie wolności i szczęścia. Owszem, bomby spadają co jakiś czas w okolicy, ale Bobkowski jest młody, ma dwadzieścia kilka lat, rower, na którym przemierza piękną francuską prowincję, gdzie lokalna ludność żywi go i raczy rozmową, a w Paryżu czeka na niego ukochana żona. I nawet jeśli trzeba nieustannie myśleć o tym jak przetrwać ten trudny czas, autor potrafi docenić piękno oraz wyjątkowość tych chwil młodości w ekstremalnych warunkach. „Szkice piórkiem” są dowodem na to jak bardzo Bobkowski chciał wieść normalne i pełne życie nawet w tym okresie – tak jakby wojna i okupacja nie były wystarczającym pretekstem, by zaniechać rozwoju intelektualnego, popaść w umysłową gnuśność podyktowaną skupieniem na przetrwaniu.

1.9.1941                                                                                                                                                                        Druga rocznica wybuchu tej wojny. Nie chce mi się uwierzyć. Udało się, jak dotąd, udało się przetrwać. Miałem dotąd szczęście. Wstyd mi, ale pomimo wszystko co nas dotąd spotkało, jeszcze nigdy w życiu nie czułem się tak szczęśliwy jak przez te lata, nawet te dwa lata wojny. Jeszcze nigdy w życiu nie czułem się tak dobrze. Piszę to w pełni władz umysłowych i nie umiem sobie tego wytłumaczyć. Ale czuję to i nic na to nie poradzę. Może jestem w tej chwili jedynym okazem tego rodzaju? Pochłania mnie życie, to wspaniałe, soczyste życie, ten Paryż czasu wojny, każdy dzień.                                                                                                                                                                                                                                                                                                  Andrzej Bobkowski, „Szkice piórkiem”

Nie znam drugiego równie szczerego dziennika z tego okresu, książki, która nie byłaby wyłącznie rozdzierającym szlochem nad zbrukaną przez wroga ojczyzną, czy też chłodną analizą sytuacji politycznej (na gruncie polskim wybija się chyba tylko dziennik Mirona Białoszewskiego).

Ci okropni Francuzi. Czyżby Francja była religią?

Przede wszystkim jednak „Szkice piórkiem” to dla mnie najlepszy portret Francji i Francuzów jaki kiedykolwiek wyszedł spod ręki Polaka, a być może jakiegokolwiek nie-Francuza w ogóle. Bobkowski doskonale oddaje wrażenie, którego doświadczył chyba niejeden imigrant, zwłaszcza Europejczyk, we Francji, że jest to kraj zbudowany na jakimś przedziwnym paradoksie, gdzie frywolność doskonale współgra z intelektem, kraj często irytujący, ale którego nie da się nie podziwiać, nie smakować. Dzienniki Bobkowskiego, jak mało które dzieło, pozwalają zrozumieć dlaczego Francja, mimo postępującego wewnętrznego rozchwiania, nadal trwa na powierzchni, fascynuje i przyciąga tak wielu. Tę książkę po prostu trzeba przeczytać!

Na koniec pozostawiam Was z najpiękniejszym cytatem z dzienników dotyczącym Francji i Francuzów:

31.7.1940                                                                                                                                                                           Ich rozmowy czy dyskusje są przesypywaniem błyszczących paciorków i cekinów i nigdy na ogół nie starają się dojść w tym do jakiegoś rezultatu; nie chcą nikogo przekonać. Jest to krajanie wszystkiego na wielką ilość próbek (ale nie bez wartości) i rozłożenie tych próbek na stole przed oczami zachwyconego ich elegancją i finezją klienta. Potrafią mówić godzinami o sprawach codziennego życia, które jest dla nich jedynym istotnym zagadnieniem. Dziś lubi się ich, jutro nienawidzi, pojutrze znowu skokietują jakąś błyskotką lub łatwością podejścia do tego, co uważa się za „PROBLEM”. Jakaś wspaniała umiejętność materializowania ducha, która jest chyba właśnie ich duchem. Niepokoją mnie, nie pozwalają nie myśleć, nie pozwalają wykręcić się jakimś ogólnikiem, który sam ciśnie się teraz na usta. Chciałoby się nimi pogardzać, a nie można tak całkiem. Nie wolno? Czyżby Francja była religią?                                                                                                                                                                                                                                                                                                             Andrzej Bobkowski, „Szkice piórkiem”

„Szkice piórkiem” Andrzej Bobkowski

.

Szkice piórkiem. Francja 1940-1944

Andrzej Bobkowski

Wydawnictwo CiS

2011

.

Może Cię również zainteresować:

  • Nie słyszałam o Bobkowskim. Z jednej strony szkoda, ale z drugiej przede mną teraz cała przyjemność poznawania. Przekonałaś mnie tym opisem całkowicie.

    • Bardzo się cieszę! Bobkowskiego zdecydowanie warto czytać, jest ponadczasowy i bardzo nowoczesny jak na swoją epokę! Nawet trochę Ci zazdroszczę, że będziesz mogła go odkryć, ja mogę już tylko odkrywać na nowo, ale rzeczywiście, pierwsze spotkanie było dla mnie wyjątkowe.

      • Jak tylko przeczytam podzielę się wrażeniami.
        Będę też musiała wrócić do Twoich dwóch poprzednich recenzji, na razie trzymam się z daleka, żeby się nie sugerować. 😉

  • Słyszałem o Bobkowskim poraz pierwszy z Twojego bloga, chyba przy okazji “Projekt : Prawda” Mariusza Szczygła. Poszperałem i mocno mnie zaciekawił ten autor. Z pewnością dam mu szansę . Umiesz zachęcić oj umiesz. Jeśli tak Cię ujął ten autor to musi mieć w sobie coś magicznego. “wspaniała umiejętność materializowania ducha” ten cytat przekonuje mnie najbardziej 🙂

    • Rzeczywiście, wspominałam o nim przy okazji “Projektu: Prawda”, ponieważ Szczygieł otwiera tę książkę cytatem właśnie ze „Szkiców piórkiem”. Co do samego Bobkowskiego, był naprawdę bardzo interesującą postacią, zdecydowanie wychodzącą przed szereg i posiadającą wyjątkowy zmysł obserwacji, a smaczków jak “wspaniała umiejętność materializowania ducha” jest w jego dzienniku dużo więcej. Słowem, polecam, polecam i jeszcze raz polecam! 🙂

      • W takim razie ustawiam sobie alert na tą książkę, bo niestety regularna cena jest zastraszająca 🙂

        • O tym samym miałam napisać. Zamurowało mnie przy cenach ebooków.

          • To prawda, ebook jest strasznie drogi, zwłaszcza w porównaniu z nowszymi pozycjami.

  • Pingback: LIEBSTER AWARD 2016, czyli 10 faktów o mnie - Cocteau & Co.Cocteau & Co.()