Książka

„Świnki morskie” Ludvík Vaculík

28 grudnia 2016
„Świnki morskie” Ludvík Vaculík

Nigdy specjalnie nie interesowały mnie świnki morskie, za to literatura czeska bardzo i to chyba od zawsze. Dlatego też, pomimo niechęci do wszelkich gryzoni, postanowiłam sięgnąć po „Świnki morskie” Ludvíka Vaculíka, wydane ostatnio ponownie przez wydawnictwo Stara Szkoła. Ta krótka książka, chciałoby się powiedzieć książeczka, w sporej części składa się z obserwacji na temat życia i „konstrukcji psychicznej” tychże niewielkich włochatych stworzeń, lecz, jak nie trudno się domyślić, w rzeczywistości jest metaforą i całkiem przenikliwym komentarzem na temat natury człowieka, a także funkcjonowania systemów totalitarnych. I choć w przeciwieństwie do niektórych recenzentów uważam, że porównywanie Vaculíka do Kafki i Orwella jest mocno na wyrost, to jednak jego „powiastka” o świnkach morskich zdecydowanie zasługuje na chwilę uwagi.

Ludvík Vaculík, w przeciwieństwie do popularnego Hrabala czy Kundery, doczekał się pierwszych polskich przekładów dosyć późno, co może nie dziwi z uwagi na fakt, że pisarz nie dorównuje kunsztem dwóm pozostałym, ale mimo wszystko nieco zastanawia, ponieważ Polska zdaje się być bardzo podatnym gruntem dla jego twórczości. A to głównie z racji podobnych doświadczeń polityczno-systemowych oraz refleksyjnego podejścia do roli jednostki w procesach historycznych. W dodatku pisarstwo Vaculíka ma to czego wielu polskim autorom podejmującym tego typu tematy brakuje, czyli dystans i sporo zdrowej ironii, dzięki której pisarz skutecznie spuszcza powietrze z rozdętego do granic możliwości balonu narodowego i jednostkowego ego. Narracja w „Świnkach morskich” jest prowadzona jak w książce dla dzieci, historia o uroczych miniaturowych zwierzątkach wydaje się skierowana do najmłodszych i całkowicie niewinna. Do czasu. W miarę rozwoju fabuły powiastka dla dzieci zamienia się w historię, która wystawia na próbę nerwy nawet dojrzałego i psychicznie dużo bardziej odporniego czytelnika. I właśnie na tym polega „literacki spryt” czeskiego pisarza.

„Świnki morskie” Ludvík Vaculík

Opowieść rozpoczyna się właściwie od banału – prowadzący stateczne, dosyć nudnawe życie pracownik Czechosłowackiego Banku Narodowego i ojciec rodziny, z braku innego pomysłu, w ramach prezentu gwiazdkowego kupuje synowi świnkę morską. Sam również jest zaintrygowany tą niewielką istotą, która próbuje odnaleźć się w obcym środowisku i sprawia wrażenie nieustannie walczącej o przetrwanie – jak gdyby cały świat poza jej klatką był jednym wielkim zagrożeniem, które tylko czyha na chwilę nieuwagi biednego zwierzęcia. Właśnie ta kruchość i słabość świnki z czasem popycha głównego bohatera do poddania jej różnorodnym próbom, aby sprawdzić jak stworzenie poradzi sobie w opresji. Gdy cała rodzina śpi, urzędnik prowadzi swoje drobne eksperymenty na świnkach morskich, tych bowiem z czasem przybywa w mieszkaniu coraz więcej.

Długie i często niepozbawione napięcia opisy testów, jakie mężczyzna wykonuje na „słodkich gryzoniach” służą tu z jednej strony zobrazowaniu małości i beznadziejnego położenia człowieka, który zmuszony jest żyć w ustroju totalitarnym, w którym to władza decyduje o wszystkich aspektach ludzkiej egzystencji i jest niepomiernie silniejsza od jednostki. Z drugiej świetnie oddają podwójną naturę człowieka, potrafiącego być jednocześnie bezbronnym, jak niewinne i kruche świnki morskie, oraz okrutnym niczym ten anonimowy urzędnik, wykorzystujący swoją przewagę gatunkową nad innym, jeszcze słabszym stworzeniem. W ten sposób Vaculík prowokuje czytelnika do refleksji nad źródłem, a także samą istotą zła i agresji. W tle tej książki pobrzmiewa pytanie o to jak często człowiek posuwa się do przemocy i próbuje zdominować drugiego nie dlatego, że naprawdę tego pragnie, czy uważa to za niezbędne do osiągnięcia obranego celu, zachowania bezpieczeństwa etc., ale po prostu dlatego, że może, bo ma nad nim przewagę.

Człowiek może być, jak wiadomo, księciem lub najniższym jego poddanym. Czyli w nowoczesnym ustroju sekretarzem państwa lub najniższym jego nie-wyborcą. Nie musimy sobie długo tłumaczyć, na którą z tych ról ma większe szanse. Sytuacja takiego biedaczyny z dolnej granicy struktury społecznej charakteryzuje się absolutną bezsilnością. Ten, kto jest na samym dole, jest smutny, ponieważ jest poddany wszystkim, a nikt nie jest poddany jemu. Jeśli jednak ma pod sobą choć jedno stworzenie, jego świat się zmienia. Struktura społeczna pozornie się rozszerza, a jej granica odsuwa się o końską długość, o wysokość krowy, o grubość psa. Ten, kto przez cały czas czuł się psem, ma od dnia, gdy podarowaliśmy mu psa, chwile, w których może coś komuś rozkazać i kogoś skopać. A ponieważ może go nawet zabić, najprawdopodobniej go oszczędzi.                                                                                                                                                                                                      Ludvík Vaculík „Świnki morskie”

W „Świnkach morskich” ważny jest również wątek miejsca pracy głównego bohatera, czyli to, co dzieje się w Banku Narodowym, zdawałoby się poważnej instytucji, której opis zaserwowany nam przez autora jest jedną z bardziej wykwintnych manifestacji czeskiego humoru i sarkazmu. Vaculík wielokrotnie nazywa go nie bankiem a gangiem narodowym, gdzie sami bankierzy kradną na potęgę, a niewyjaśnione teorie mnożą się każdego dnia. Po raz kolejny możemy odczytać to jako zgrabną i całkiem udaną metaforę komunizmu, choć zdaje się, że książka w ogólnym zamyśle, bardziej niż zdemaskować absurdy jakiegokolwiek ustroju, miała na celu obnażenie mrocznej strony współczesnego Vaculíkowi społeczeństwa i jednostki pozbawionej zasad moralnych.

Nie jest to może dzieło wybitne, niekiedy autor zdaje się gubić w swojej własnej opowieści, a fabuła rwie się w paru miejscach. Niemniej, „Świnki morskie” ujmują problem w sposób celny i skutecznie przykuwają uwagę czytelnika z niecierpliwością czekającego, jak daleko główny bohater posunie się w swoich eksperymentach. A samego Vaculíka z powodzeniem można dopisać do listy czeskich pisarzy, którzy potrafią postawić właściwą diagnozę społeczeństwa, a w dodatku wyjaśnić ją w sposób prosty i atrakcyjny, bez zbędnego słowotoku.

„Świnki morskie” Ludvík Vaculík.

Świnki morskie

Ludvík Vaculík

tłum. Mirosław Śmigielski

Wydawnictwo Stara Szkoła

2016

.

Może Cię również zainteresować:

  • Anita

    No właśnie – mam problem z tymi „Świnkami morskimi…”, bo porównanie do Kafki też wydaje mi się mocno na wyrost. Szczerze mówiąc trochę mnie rozczarowała ta książka, bo spodziewałam się czegoś… no nie wiem… mocniejszego? bardziej wyrazistego? Rzeczywiście momentami lekko drętwiałam, jak czytałam, ale tak naprawdę troszkę się rozmywa i gubi sens. Nie żałuję, że przeczytałam, bo to ciekawe, ale na kolana nie rzuca. 😉

    • Mam bardzo podobne wrażenia! Też spodziewałam się więcej po tej książce, ale jednak zła nie jest. To chyba przez innych czeskich pisarzy, którzy podnieśli poprzeczkę naprawdę wysoko. 😉

  • To zdecydowanie książka dla mnie 🙂 źródło zła i przemocy, jej bezcelowość i bezsensowność no i jednostka w trybie systemu – bardziej nie mogłaś mnie już chyba zainteresować 🙂 w takim razie nie ma co zwlekać i od rszu biorę się za czytanie 🙂

    • Jestem ciekawa Twojej opinii. Myślę, że Vaculík przypadnie Ci do gustu, mimo kilku może nieco bardziej topornych fragmentów.

  • Karolina Nos-Cybelius

    Czytałam już jakiś czas temu recenzję tej książki na Wielkim Buku i nabrałam na nią ogromnego apetytu 😉 Natknęłam się też ostatnio na wzmianki o premierze innej „pojechanej” czeskiej powieści, „Młyn do mumii”, i mam już obie zaklepane na liście urodzinowych prezentów 😉 Myślę, że gdyby te książki trafiły do mnie dziesięć lat temu, byłabym w nich obłędnie zakochana 😉 jednak z wiekiem troszeczkę mi się gust zmienił, więc zobaczymy jak to będzie… U mnie na blogu dziś recenzja innej czeskiej współczesnej powieści, „Pod śniegiem” Petry Soukupovej. Bardzo wciągająca, choć zupełnie w innym klimacie, bo to bardzo realistyczna opowieść o stosunkach rodzinnych. Głównie o trzech skrajnie różnych siostrach i ich potyczkach. Brzmi banalnie, ale jest naprawdę ciekawie, więc polecam i ten czeski tom (od wydawnictwa Afera). Pozdrawiam 🙂

    • Ja też czytałam o książce Vaculíka na Wielkim Buku i mnie zainteresowała. Tak jak napisałam w recenzji, nie jest może wybitna, ale na pewno ciekawa. A „Pod śniegiem” mam w planach odkąd przeczytałam Twój tekst na ten temat! 🙂 Pozdrawiam!

  • Vaculík doczekał się polskich przekładów tak późno, bo jego proza jest po prostu niesamowicie trudna do tłumaczenia. Myślę, że ta „toporność” niektórych fragmentów w wersji polskiej może być również tym spowodowana, ale to na razie hipoteza, bo nie czytałam jeszcze tego odświeżonego przekładu – mam to w planach na styczeń. Ja w każdym razie bardzo cenię Vaculíka i będę się upierać, że porównania do Kafki nie są bardzo na wyrost :).

    • Ja co prawda nie czytałam jeszcze „Siekiery”, a coś czuję, że bardziej by do mnie przemówiła, więc nie mogę wypowiadać się o twórczości Vaculíka szerzej i moja opinia dotyczy tylko tej konkretnej książki. Podobnie jeśli chodzi o przekład z czeskiego, tutaj mam jeszcze mniejsze, a konkretnie zerowe kompetencje. Sądząc jednak po ilości słabych przekładów na jakie ostatnio trafiłam myślę, że to całkiem możliwe, że po prostu talent Vaculíka trochę się „zagubił” w tłumaczeniu.

  • Kasia

    Piękna ta okładka.

    • To prawda, jest super! Bardzo lubię takie graficzne, nieprzeładowane okładki, a ta jest dodatkowo trochę psychodeliczna, co dobrze oddaje klimat powieści.