Książka

Holocaust w wielkim mieście. „Święto trąbek” Marta Masada

7 września 2016
"Święto trąbek" Masada Schiele

Gdyby spróbować określić jednym zdaniem, o czym jest „Święto trąbek” Marty Masady można by powiedzieć, że to historia młodej dziewczyny, która ma w życiu dwie obsesje: Żydów (oraz nieodłącznie związany z nimi Holocaust) i seks. Paradoksalnie to ten drugi element wybija się na pierwszy plan w wielu recenzjach, często spychając główny temat książki – dziedziczoną traumę potomkini ocalałego z Auschwitz – w cień. Masada w swojej debiutanckiej książce podjęła się ogromnego wyzwania, jakim było stworzenie postaci hiper-nowoczesnej z wszystkimi tego zaletami i wadami, która jednak targana jest na wskroś nienowoczesnymi neurozami, charakterystycznymi raczej dla pokolenia jej rodziców. W efekcie powstała powieść mocna i ważna.

W „Święcie trąbek” autorka całkowicie oddaje głos swojej bohaterce, zbliżającej się do trzydziestki wielkomiejskiej teatrolożce Zuli Pogorzelskiej, manifestującej dużą skłonność do dramatyzowania, sado-masochistycznego seksu i ciągłego nurzania się we własnych nieszczęściach. Nic interesującego na pierwszy rzut oka, zwłaszcza że osobiście nie znoszę postaci kobiecych, którym łatwo przypiąć łatkę puszczalskiej histeryczki w markowych butach. Jednak Masada bardzo szybko uświadamia czytelnika, że największym problemem Zuli, z którego wypływają zresztą wszystkie inne, nie jest kolejny złamany paznokieć, a powojenna trauma i poczucie winy przekazane jej przez dziadka, Polaka ocalałego z Auschwitz. Stanisław pozostał jedynym bliskim nieznającej własnego ojca Zuli, po tym jak jej matka i babka zginęły w wypadku samochodowym. Przejął więc opiekę nad osieroconą dziewczynką i całe dzieciństwo karmił ją obozowymi historiami oraz przygotowywał na kolejną wojnę, która przecież „musi nadejść”. Dziadek przekazał jej także poczucie wstydu za to, że przetrwał obóz, podczas gdy setki tysięcy Żydów straciły w nim życie. Zula dorastała więc w przekonaniu, że pozorny powrót do normalności, jaki miał miejsce w Polsce po wojnie, jest daleki od prawdy, ponieważ z polskiego krajobrazu społeczno-kulturowego zniknął pewien bardzo ważny element – Żydzi właśnie.

bartana-yael-mur-I-wieza „Święto trąbek”

Yael Bartana, „I zdziwi się Europa…”, cz. 2 „Mur i wież” 2009 (fragment instalacji wideo)

Dorosła już Zula odczuwa zatem szczególny magnetyzm względem przedstawicieli wyznania mojżeszowego i zaczyna marzyć o „żydowskim księciu” w nadziei, że wspólna trauma ich połączy i zespoli w udanym związku, nie zważając na religijne zakazy. Szybko jednak przekonuje się, że nie wszystko idzie tak jak to sobie wyobrażała. Destrukcyjny romans z jej byłym profesorem, oczywiście żydowskiego pochodzenia, pozbawia ją iluzji, udowadniając, że, bez względu na korzenie czy wyznanie, mężczyźni potrafią być cyniczni i okrutni. Natomiast krótki związek z nowojorskim artystą żyjącym pod butem żydowskiej matki, również ocalałej z piekła Holocaustu, uczy, że religia może jednak stać się przeszkodą w konstruowaniu przyszłości, a wspólna trauma potrafi mimo wszystko dzielić, gdy chodzi o Polkę i Żyda. Zdesperowana bohaterka ląduje w końcu w Tel Awiwie, gdzie przez moment wydaje jej się, że odnalazła swoje miejsce na ziemi, ale i to chwilowe szczęście okazuje się ułudą.

Masada umiejętnie odmalowuje „blaski i cienie” współczesnych relacji polsko-żydowskich, z przewaga, niestety, cieni. Prywatne historie miłosne Zuli są tu pretekstem do pokazania skomplikowanego związku między Żydami i Polakami, który, mimo kilku gestów pojednania, wcale nie przestał być burzliwy i nadal pełno w nim mrocznych epizodów. „Święto trąbek” wpisuje się tym samym w zapoczątkowany kilka lat temu nurt dzieł odwołujących się do polsko-żydowskiej historii i traumy, jak akcja „Tęsknię za Tobą, Żydzie!” Rafała Betlejewskiego, czy intrygujący, a dla wielu kontrowersyjny, projekt izraelskiej artystki Yael Bartany, autorki idei Ruchu Odrodzenia Żydów w Polsce, w który zaangażowali się liczni reprezentanci życia społeczno-kulturowego po obu stronach (trylogia wideo „I zdziwi się Europa…” stanowiąca część tego projektu dostępna jest na stronie MSN – gorąco polecam!). Autorka nawiązuje zresztą do tych inicjatyw w swojej książce.

W uszach rosną mi głosy, na tęczówkach powidoki. Jaka piękna polska przyroda, jaki piękny ludzki cmentarz.     Gwałtownie potrząsam głową. Znowu to samo. Te powracające skojarzenia, pulsujące obsesją myśli. Wszystko zawsze i wszędzie kojarzy mi się z wojną, z obozem, z Zagładą. Jak w jakimś chorym Truman Shoah. Jakbym była ofiarą eksperymentu, którego nie powstydziłby się sam Mengele, Anioł Śmierci, który żył jeszcze, gdy ja się pojawiłam na świecie. Ktoś wszczepił mi pod skórę chip z Ich pamięcią. Może to on, jego uczniowie? Moje ciało ma głęboko zakodowane nie swoje wspomnienia, nie swoją krzywdę, nie swój spazm. A może to metempsychoza? „Jestem medium ducha Auschwitz”, słyszę w tyle głowy również nie swoje słowa.                                                         Kto by to odgadł, patrząc na mnie, gdy piję pienistą kawę na Foksal, gdy sączę perliste wino w East Village, że nieustannie przytłacza mnie poczucie winy: po tym wszystkim nie powinnam żyć z taką lekkością, nikt nie powinien, nie wypada, nie można („wojny ci brakuje” – słowa Stanisława jak miarowy dźwięk grzechotki z dzieciństwa). Czy inni mają tak samo? Kiedy się wreszcie tego dowiem?                                                                                                                                                                                                             Marta Masada „Święto trąbek”

Myślę, że taka postać jak Zula jest w literaturze polskiej potrzebna i uzupełnia pewną lukę, a fakt, że Masada wyposaża ją w masochistyczne upodobania seksualne i dużą swobodę moralną potwierdza tylko chęć stworzenia postaci z krwi i kości, dalekiej od ideału „Matki Boskiej Holocaustowej”, absolutnie czystej, pragnącej zbawiać wszystkich bez wyjątku, Polaków i Żydów. Choć muszę przyznać, że przy jednej czy dwóch scenach seksu odniosłam wrażenie, że powstały one wyłącznie dla przyjemności własnej autorki i niekoniecznie miały swoje uzasadnienie. Wyobrażam sobie jednak, że ktoś kto przed sięgnięciem po książkę nie miał pojęcia o istnieniu stalagów przeżyje szok i będzie pod ogromnym wrażeniem końcowych rozdziałów, co być może było celowym zabiegiem pisarki.

Z drugiej strony, może właśnie główna bohaterka, wykreowana tak a nie inaczej i przeżywająca tego typu „perypetie”, jest największym atutem powieści i dzięki temu sięgnie po nią więcej czytelników, a przede wszystkim czytelniczek, którzy/które niekoniecznie namiętnie czytają Hannę Krall i doskonale wiedzą, czym jest dybuk. Zula to polska Carie Bradshaw z „Seksu w wielkim mieście”, tyle że nieustannie przeżywająca podwójny Holocaust – ten rzeczywisty, który dla niej jakby wciąż się nie skończył i swój prywatny, całkowicie dominujący jej sny, a także mocno ingerujący w wydarzenia na jawie. Co jednak trzeba podkreślić, przy całej fascynacji wspólnotą żydowską i odziedziczonym poczuciu winy, Zula broni również Polaków, walczy z wizerunkiem zdrajców i ludzi bez skrupułów, jaki mają w Izraelu. Masada pokazuje w ten sposób rozdarcie bohaterki, jednocześnie stającej po stronie rodaków i pragnącej odkupić ich winy wobec Żydów. Sama Zula znajduje w końcu własny sposób na ich odkupienie, którego tu nie zdradzę, a powiem jedynie, że dla niego warto przeczytać tę książkę.

„Święto trąbek” Yael_Bartana_A-Declaration_flag-xl

Yael Bartana, „A Declaration” 2006 (fragment instalacji wideo)

Podsumowując, ta prawie sześciusetstronicowa powieść to koniec końców przejmująca historia prywatnej obsesji i narodowej traumy, gdzie, dotąd wypowiadana dosyć nieśmiało, tęsknota za innym, który kiedyś przecież był „nasz”, zaczyna w końcu rozbrzmiewać donośnym głosem młodego pokolenia reprezentowanego tutaj przez Zulę. Jednak, aby to dostrzec należy przebić się przez warstwę miłosno-erotycznych przygód głównej bohaterki i spróbować dojrzeć w nich coś więcej niż czysty hedonizm, a mianowicie swoisty dialog między Erosem i Tanatosem, między traumą pieców z Auschwitz i ekstremalną formą miłosnego spełnienia. Pod tym względem jest to powieść przełomowa, jak na polskie realia, i byłoby szkoda, gdyby przeszła niezauważona.

"Święto trąbek" Marta Masada.

Święto trąbek

Marta Masada

W. A. B.

2016

.

Może Cię również zainteresować:

  • Karolina Nos-Cybelius

    O rany, kolejna do listy must read… Słyszałam co prawda wcześniej o tej książce, ale głównie ogólniki, że kontrowersyjna, że połączenie odważnej erotyki z historią Holocaustu… Wyobrażałam sobie, że to taki miszmasz nastawiony na sensację i sprzedaż, ale z Twojej recenzji wynika, że jednak nie. Czytając Twój wpis, dotarło do mnie, że tak właśnie trzeba współcześnie pisać, inaczej się już chyba nie da. Opowiadanie o historii i traumie II wojny światowej implikuje patos, a do młodego pokolenia to już nie przemawia. Potrzeba czegoś nowego, innego i zakotwiczonego we współczesności. „Święto trąbek” na pewno przeczytam. W ogóle wygląda na to, że muszę przeczytać wszystko, o czym piszesz na blogu 😉

    • Ja też zanim sięgnęłam po tę książkę trochę obawiałam się tej próby wywołania sensacji, ale ostatecznie myślę, że wcale nie o to chodzi i dla mnie jednak ten watek nieprzepracowanej traumy jest w tej powieści najważniejszy, najbardziej interesujący. Możliwe, że masz rację, co do kierunku w jakim zmierza współczesna literatura – sam temat już nie wystarcza, forma też musi być mocna lub zaskakująca, a najlepiej jedno i drugie na raz.

  • Taka bohaterka rzeczywiście może sprawiać początkowe wrażenie puszczalskiej kobiety, a jednak analiza wielu okoliczności sprawia, że człowiek inaczej patrzy na jej historię. Jak będę miała kiedyś okazję, z chęcią przymierzę się do tej pozycji. Pozdrawiam! 🙂

  • Ilekroć wchodzę do Ciebie na bloga, to mój portfel się uszczupla, ale tym razem książka jest dostępna na szczęście w Legimi w ramach abonamentu 🙂 będzie musiała poczekać na swoją kolej, ale mocno mnie zaintrygowalas tą recenzją. Portfel portfelem, ale fajne jest to, że na Twoim blogu można znaleźć pozycje ciekawe i mało popularne, których na innych blogach często się nie spotyka. Co do samej akcji Rafała Betlejewskiego i projektu Yael Bartany, to już dziś tam zaglądne i się zapoznam.

    • Jestem bardzo ciekawa Twoich wrażeń z lektury, ale też z projektów Betlejewskiego i Bartany, bo wiele osób uważa je za szokujące (zwłaszcza „I zdziwi się Europa…”).

  • O tej książce słyszę i czytam bardzo różne opinie. Chociaż chyba nikt jeszcze nie napisał, że książka nie jest warta wzmianki. 😉 Dwa zarzuty, z którymi się spotkałam, mocno mnie do niej zniechęciły: po pierwsze, że jest jednak za długa i nie potrzeba aż 600 stron; po drugie, że bohaterka definiuje sama siebie poprzez mężczyzn, że każdego, którego spotyka ocenia pod kątem atrakcyjności seksualnej, a sama w związkach wchodzi w rolę ofiary. I mimo tego, że druga z obsesji bohaterki jest bardzo interesująca, to wciąż się waham.

    • Co do pierwszego zarzutu to rzeczywiście powieść mogłaby być trochę krótsza i chyba nie za wiele by straciła, chociaż muszę przyznać, że mnie jakoś ta długość specjalnie nie wymęczyła, a ogólnie dosyć łatwo zniechęcam się, gdy książka przekracza 500 stron. 😀 Odnośnie tego drugiego zgadzam się w 100%. To nie jest książka feministyczna (no może wyłącznie pod względem otwartości bohaterki w wyrażaniu swoich potrzeb seksualnych), ale dla mnie postawa Zuli wpisuję się dobrze w jej „profil osobowościowy”, bo trzeba pamiętać, że po dziadku odziedziczyła traumę, poczucie winy i jakoś związane z nimi poczucie niższości wobec Żydów, które przekłada się też na sferę miłosną (tak jakby ulegając im mogła zrekompensować im Zagładę – wiem, kontrowersyjna teza ;)). Chociaż, jak tak teraz sobie przypominam, w dwóch z jej trzech relacji są momenty, w których to ona dominuję nad partnerami. Ujęłabym to tak – moralnie i na poziomie podejścia do mężczyzn to jest zupełnie nie mój typ bohaterki i nie mogłam się z nią zidentyfikować, ale mentalnie, a niekiedy też emocjonalnie całkowicie do mnie przemawiała.

  • Temat Żydowski w połączeniu z seksem to zdecydowanie coś wyróżniającego się. Dobrze, że autorka próbuje bronić naszego narodu, bo mimo, że tematykę tą podejmuje wielu twórców, to dzieła te działają raczej na niekorzyść Polaków i pokutuje taki ich obraz, jak właśnie piszesz, że pokutuje w Izraelu. Dybuk to dla mnie jedno z ciekawszych wierzeń, zdecydowanie dające podwaliny do autorskiego szaleństwa 🙂

    • To prawda, dybuk jest jedną z bardziej interesujących figur religijnych i kulturowych i zainspirował już niejednego twórcę, często prowadząc do powstania naprawdę dobrych dzieł. Jeśli natomiast chodzi o krytykę i obronę Polaków w książce Masady to akurat jest ona rozłożona mniej więcej po równo, co też uważam za duży plus powieści.