Książka

Św. Sebastian z Nowego Jorku. „Małe życie” Hanya Yanagihara

23 lipca 2016
„Małe życie” Hanya Yanagihara

Czterech przyjaciół i Nowy Jork, choć mogłaby to być jakakolwiek inna metropolia. Tak, w ogromnym skrócie, można by określić temat powieści „Małe życie” Hanyi Yanagihary, o której słyszał już chyba każdy zapalony czytelnik. Określenie to jednak byłoby mocno upraszczające, wręcz krzywdzące dla książki amerykańskiej autorki, która stworzyła na tych ośmiuset stronach przejmujący portret ludzkiej egzystencji, dzięki czemu powieść znalazła się w finale prestiżowej nagrody Bookera i zdobyła rzeszę nie tyle fanów, co wręcz wyznawców. Chociaż „Małe życie” przeczytałam już parę tygodni temu, nadal nurtuje mnie pytanie: co takiego jest w tej książce, że mimo psychicznych tortur i wielu prób wytrzymałości na jakie wystawia nas autorka, trudno odmówić jej prawdziwości i swoistego piękna?

Historia wyjątkowej przyjaźń

Zacznę jednak o tego, że, w przeciwieństwie do niektórych recenzentów, nie mam bałwochwalczego stosunku do powieści Hanyi Yanagihary i daleko mi do przekonania, że pisarka jest drugim Dostojewskim, mimo sporych umiejętności przedstawiania życia swoich bohaterów w najdrobniejszych detalach. Nie będę też rozpisywać się na temat samej fabuły, ponieważ te informacje zainteresowani mogą bez problemu znaleźć gdzie indziej. Przypomnę tylko, że główny wątek jest osnuty wokół relacji czwórki przyjaciół z college’u: Jude’a – młodego, aspirującego adwokata, Willema próbującego swoich sił jako aktor, Malcolma – architekta pochodzącego z bogatej, nowojorskiej rodziny i JB – nieco rozchwianego emocjonalnie artysty.

Na początku powieści autorka przedstawia nam wszystkich bohaterów i kreśli nie tylko historię ich przyjaźni, ale także indywidualne losy chłopców, które ukształtowały ich takimi jakimi są w momencie, gdy ich poznajemy. Jedynie Jude pozostaje postacią enigmatyczną, wycofaną, uparcie milczącą na temat swojej przeszłości. Z czasem to właśnie on i jego trudna historia wysuną się na pierwszy plan, a czytelnik, za sprawą tego bohatera, zostanie skonfrontowany z całym okrucieństwem, ale i empatią, świata i celowo nie mówię tu wyłącznie o świecie współczesnym, ponieważ opowieść Yanagihary jest bardzo uniwersalna.

„Małe życie” Hanya Yanagihara

Richard Avedon – Andy Warhol, 1969

Zanim przejdę do pozytywnych stron powieści nie mogę nie wspomnieć, że po raz kolejny, w przypadku literatury amerykańskiej, książka zawiodła mnie nieco pod względem języka i stylu, choć trzeba przyznać, że w miarę rozwoju akcji pisarstwo Yanagihary się poprawia. Początek jednak jest bardzo oklepany, small-talkowy, nieznośnie amerykański, do tego stopnia, że przez pierwsze kilkadziesiąt stron miałam niemal wrażenie, że czytam scenariusz serialu „Friends”. Na szczęście pisarka dużo lepiej niż ze scenkami rodzajowymi radzi sobie z rysowaniem portretów psychologicznych postaci i budowaniem ich biografii oraz opisami emocji. To właśnie jest największą siłą „Małego życia” i powoduje, że czytelnik zaczyna współodczuwać z bohaterami, jest skłonny zrozumieć, a przynajmniej zaakceptować, nawet najbardziej niezrozumiałe z ich zachowań i decyzji.

Męczeństwo św. Sebastiana

Yanagihara nie oszczędza swoich bohaterów, zwłaszcza Jude’a, który, chciałoby się powiedzieć, mimo sukcesu w życiu zawodowym, skupia w sobie „całe nieszczęście tego świata”, jest prawdziwym współczesnym męczennikiem. Jude stanowi centrum tej historii i jest postacią zdecydowanie najbardziej symboliczną, której warto poświecić nieco więcej uwagi. Przede wszystkim, książka amerykańskiej autorki, jest pierwszą powieścią gejowską takiego kalibru i na tym polu zdecydowanie zdobyła szczyt, a postać Jude’a ma wszelkie zadatki na nową gejowską ikonę (zwłaszcza jeśli ktoś pokusiłby się o ekranizację „Małego życia”). Jude jest bowiem ucieleśnieniem zarówno lęków jak i fantazji społeczności gejowskiej i szerzej LGBT. Mimo iż w książce nosi imię apostoła Judy, bliżej mu do innego biblijnego męczennika, a mianowicie świętego Sebastiana, który nie bez powodu jest jedną z najstarszych ikon gejowskich. Przeszyte strzałami, idealnie wyrzeźbione, ciało świętego pojawiało się na obrazach wielkich mistrzów od wczesnego renesansu i niemal od zawsze przypisywano mu dwuznaczną religijno-erotyczną symbolikę.

W „Małym życiu” wielokrotnie podkreśla się urodę Jude’a, piękno jego twarzy, ale i ciała, które, nawet wychudzone i mocno okaleczone, pozostaje męskie, imponuje i przyciąga kochanków. Jude nie tylko, niczym „przykładny” męczennik umartwia się nieustannie, maltretując to i tak już umęczone ciało, ale także pozwala na to innym (wydarzenia z przeszłości, dramatyczny związek z Calebem). W tym sensie ofiara Jude’a jest całkowita i reprezentuje ofiarę całej wykluczonej wspólnoty LGBTQ, a zwłaszcza tych jej członków, którzy nie potrafią pogodzić się ze swoją innością, zaakceptować własnej specyficznej cielesności etc. W przypadku Jude’a nie chodzi o brak akceptacji dla własnego homoseksualizmu – w całej powieści Yanagihary seksualność nie stanowi większego problemu dla jej bohaterów – ale właśnie o niemożliwość zaakceptowania siebie, całkowity brak poczucia własnej wartości, który powoduje powstawanie blokad w różnych sferach życia.

„Małe życie” Hanya Yanagihara

Andy Warhol – Sleep, 1963

Po każdym ciosie od losu Jude podnosi się, aby przyjąć kolejny. Powtarzany w nieskończoność masochistyczny rytuał mentalnego i seksualnego upokorzenia jest charakterystyczny dla sztuki gejowskiej, co nasuwa na myśl pewne dosyć oryginalne spostrzeżenie: „Małe życie”, świadomie lub nie, skonstruowane jest według zasad tragedii greckiej, w której to dramat i cierpienie narastają nieustannie, wręcz do niemożliwości, co w efekcie końcowym przynosi czytelnikowi swego rodzaju katharsis. Jude jest więźniem swojego ciała, którego nienawidzi, a jednocześnie zdaje sobie sprawę z tego, że to jedyna rzecz w jego życiu, którą może kontrolować (choć i to nie w stu procentach). Jego zmagania z samym sobą i własnym ciałem okazują się obciążające nie tylko dla sprzyjającego mu otoczenia, kochających go ludzi, ale także dla czytelnika, który zaczyna współodczuwać, i z nim, i z jego najbliższymi. Dlatego gdy męczeństwo współczesnego św. Sebastian dobiega końca, my, jako czytelnicy i współobserwatorzy, również pozbywamy się tych trudnych emocji i następuje to szczególne oczyszczenie.

Spotkałam się z paroma opiniami, że ta eskalacja cierpienia, przy jednoczesnym zapewnianiu, że zawsze jest ktoś kto nad nami czuwa, komu na nas zależy, wypada niewiarygodnie i dyskredytuje tę powieść. Z jednej strony jestem w stanie to zrozumieć, ponieważ rozum podpowiada: „To zbyt straszne i zbyt piękne, żeby było możliwe”. Z drugiej jednak, nawet jeśli trudno to sobie wyobrazić z perspektywy przeciętnego człowieka, który nie żyje co dzień na krawędzi własnej wytrzymałości i nie ma większych problemów tożsamościowych, takie przypadki istnieją. Zgadzam się tutaj z opinią krytyka The Atlantic, że autorka świadomie odwołuje się w tej powieści do kodów estetyki queer, gdzie ogromny nacisk na uczucia i emocje, przerysowanie i budowanie świata z tysięcy drobnych puzzli zostały przyjęte jako środek wyrazu najbardziej adekwatny dla środowiska. Potrzeba było dokładnie takiej grand opery, aby oddać sprawiedliwość historii Jude’a i jemu podobnych.

„Małe życie” nie jest może powieścią idealną, ale w pewnym sensie jest to książka totalna, współczesna hagiografia najbardziej grzesznego z męczenników i najbardziej niewinnego pośród grzeszników oraz kilkorga jego przyjaciół, którzy motywowani szczerym uczuciem i nadzieją decydują się na nierówną walkę z losem, by ocalić tego, który wcale nie chce być ocalonym. Koniec końców, zdecydowanie warto poświecić jej te kilkanaście godzin z naszego własnego małego życia.

„Małe życie” Hanya Yanagihara .

Małe życie

Hanya Yanagihara

Wydawnictwo W.A.B.

2016

.

Może Cię również zainteresować:

  • Dla mnie osobiście uczucia i emocje ukazane w „Małym życiu”, mimo że były bardzo przytłaczające to równocześnie jak najbardziej adekwatne i też się dziwię tym opiniom, które kwestionują ich autentyczność. Ciężko mi się czytało tą książkę, ale też dlatego że nastawiłem się na zupełnie inne klimaty. Mimo, że bardzo mnie zmęczyła ta powieść to zgadzam się, że jest ona warta poświęcenia jej tych kilkunastu godzin. Jestem natomiast równie sceptycznie nastawiony do obwoływania przez krytyków autorki i samej powieści aż takim objawieniem. Na fali poszukiwania prawd po lekturze Mariusza Szczygła, lepiej mi się jednak czyta o cierpieniu z perspektywy autentycznych przeżyć jak w powieści autobiograficznej Aleksandara Hemona „Dwa razy życie” niż w nawet bardzo dobrej fikcji literackiej jak w „Małym Życiu” . Lepiej w sensie zrozumienia i empatii. Ciekawy jestem natomiast kolejnej książki tej autorki.

    • Zgadzam się, że pod tym względem powieść autobiograficzna zawsze jest lepsza od nawet bardzo dobrej fikcji literackiej i też jestem ciekawa kolejnej książki Hanyi Yanagihary!

  • Zdecydowanie jest to książka, która czeka w kolejce na przeczytanie. 🙂

    • Super! W takim razie jak czekam na Twoją opinię po lekturze „Małego życia”! 🙂

  • Widziałam już bardzo, ale to bardzo podobną opinię. Na pewno przeczytam, by wyrobić sobie opinie i mam nadzieję, że spodoba mi się całość.
    Pozdrawiam 🙂

    • Podobną opinię w znaczeniu, że ktoś poszedł w kierunku lektury mocno w duchu LGBT? Pamiętasz może gdzie to czytałaś? Chętnie porównałabym nasze refleksje! 🙂 A książkę polecam i jestem ciekawa jakie będą Twoje wrażenia po jej przeczytaniu. Pozdrawiam. 🙂

      • Nie, nie 😀 pierwszy raz spotkałam się z takim porównaniem. Rozchodzi mi się o to, że nie jest wcale tak wspaniała i idealna, jak mogłoby się zdawać z zapewnień okładkowych. Recenzja u Matki Puchatka – również świetna, ale Twoje odwołania do św. Sebastiana są jak najbardziej unikatowe i naprawdę dobrze, że je czyta :).

        • A ok, już rozumiem! Dziękuję za miłe słowa, na pewno zajrzę też do recenzji, o której wspomniałaś!

  • Jestem w trakcie działań z tą książką i staram się póki co omijać recenzje, by wyrobić własne zdanie, ale czasem nie sposób się powstrzymać. Przyznam, że tak jak wiele osób ma z początku dystans do tej pozycji i przekonuje się po kilkuset stronach, tak ja, zauroczyłam się już od 50tej. Coraz częściej siegam po długopis i notatnik, gdzie spisuję jakieś ciekawe refleksje i wypowiedzi. Póki co długopis trzymam ciągle w pogotowiu.

    • Świetnie, że tak szybko wciągnęłaś się w fabułę. Myślę, że dalej będzie jeszcze lepiej i długopis z notatnikiem na pewno się przydadzą. 🙂

  • Pingback: Pierwsze urodziny bloga. Podsumowanie, plany i konkursCocteau & Co.()

  • Pingback: „Ludzie na drzewach” Hanya YanagiharaCocteau & Co.()