Książka, Sztuka

Stryjeńska – obsesja słowiańskości

1 kwietnia 2016
Fragment okładki „Stryjeńska. Diabli nadali”, materiały wyd. Czarne

Wciąż niewiele jest polskich artystek znanych poza granicami kraju. Jeśli nie liczyć tych nadal tworzących i mniej lub bardziej aktywnie obecnych na scenie międzynarodowej, pozostają właściwie dwa nazwiska: Szapocznikow i Stryjeńska. W 2015 roku ukazały się biografie obydwu: „Ferwor. Życie Aliny Szapocznikow” Marka Beylina i „Stryjeńska. Diabli nadali” Angeliki Kuźniak, jednak to ta druga odbiła się większym echem wśród krytyki i czytelników. Co właściwie sprawia, że postać Zofii Stryjeńskiej nagle zaczęła na nowo rozbudzać wyobraźnię Polaków, w dodatku, nie tylko tych szczególnie zainteresowanych życiem artystycznym XX wieku?

Trudno jednoznacznie określić, co miało większy wpływ na sukces książki Kuźniak – przejrzysty i spójny styl autorki czy barwne życie, a przede wszystkim osobowość, jej bohaterki? Sama nigdy nie pałałam większym entuzjazmem do Stryjeńskiej, mimo całej świadomości artystycznych walorów jej prac. Zdecydowanie bliższa w tym względzie była mi Szapocznikow, jej estetyka i specyficzna wrażliwość. (Twórczość rzeźbiarki doczekała się zresztą wspaniałej analizy w książce Agaty Jakubowskiej „Portret wielokrotny dzieła Aliny Szapocznikow” opublikowanej w 2008 roku.) Pierwszym sukcesem Kuźniak było więc zainteresowanie mnie postacią ekscentrycznej Stryjeńskiej już po kilku stronach książki.

Zofia Stryjeńska przy pracy 1925

Urodzona jeszcze pod koniec XIX wieku artystka zdaje się w wielu momentach swojego życia wychodzić przed szereg i nie ulegać społecznym standardom oraz mieszczańskiej opinii publicznej. Zamiast rozpocząć pracę na poczcie, aby zarobić na utrzymanie, szybko decyduje, że chce malować. Niemożliwość podjęcia studiów na Akademii Sztuk Pięknych ze względu na płeć również nie stanowi dla młodej Stryjeńskiej, wówczas jeszcze Lubańskiej, przeszkody. Zdeterminowana zapisuje się na prestiżową uczelnię artystyczną w Monachium podając się za swojego brata Tadeusza i tak spędza tam kilka miesięcy dopóki prawdopodobieństwo zdemaskowania jej przez innych studentów nie stanie się zbyt duże. Podobnie w kwestiach życia osobistego – ślub z Karolem Stryjeńskim, zaaranżowany po zaledwie kilku tygodniach znajomości, jest wielką improwizacją, włącznie z wybuchami śmiechu przed ołtarzem. Stryjeńska obraca się w kręgu krakowsko-zakopiańskiej bohemy i w pełni korzysta ze społecznych przywilejów jakie niesie przynależność do grupy artystów będących nieco na bakier z rzeczywistością.

Ambitna

Młoda artystka jest bardzo ambitna. Ma dwie wielkie obsesje, które nie opuszczą jej do końca życia i są ze sobą silnie związane: słowiańskość oraz pragnienie urodzenia błękitnookiego chłopca, który byłby wcieleniem słowiańskiego bóstwa właśnie. Prześladowana tą wizją przeżywa wielkie rozczarowanie gdy na świat przychodzi jej pierwsze dziecko – ciemnooka dziewczynka, Magdalena. Stryjeńska dopiero po wielu latach okaże córce pewną czułość i szczere zainteresowanie. Zanim to jednak nastąpi osiemnastoletnia już Magda napisze w swoim dzienniku:

Mamusia milczy jak zaklęta. Nie wie, co ja przeżywam. Cóż ją to właściwie bliżej obchodzi? Kocha mnie? Czy ja wiem? Może na swój sposób. Od małego nie znosiła mnie. Tak bardzo chciała mieć syna i tylko syna, i jak na złość urodziłam się ja.(…) Wiem, Mamusiu, że boisz się tej chwili, kiedy wejdę w świat. Mogę zniknąć, chcę żebyś była szczęśliwa. Bądź wiecznie młodą! Piękną! Wiecznie sławną!!! Mateczką w złoconych ramkach za szkłem. Widać tak być musi? Nigdy, nigdy nie okażę ci tego, co czuję. Wiem tylko, że nie ma większej tragedii jak mieć Matkę – sławną! Dla wszystkich – tylko nie dla siebie.                                                                                                                                                                                             Magdalena Stryjeńska (za: Angelika Kuźniak „Stryjeńska. Diabli nadali”)

Kolejna ciąża przyniesie artystce upragnionego chłopca, a nawet dwóch, bliźniacy Jan i Jacek będą mimo wszystko zwycięstwem połowicznym, zważywszy, że obaj okażą się mieć ciemne oczy. Obsesja słowiańskości i przenoszenia jej na papier, płótno, fasady budynków, szybko weźmie jednak górę nad życiem rodzinnym, którego Stryjeńska właściwie nigdy tak naprawdę nie miała, rozdarta między Krakowem, Warszawą, Paryżem i Genewą, malująca od świtu do nocy bożki i bachantki, nieustannie walcząca z długami.

Zofia Stryjeńska, 1939 rok

Bezdomna

Artystka była nomadką z krwi i kości, weteranką „życia rozwłóczonego”, jak to nazywała, którego połowę spędziła w wielogodzinnych podróżach lub w tanich hotelach, „u ludzi”. Drugą zaś część przemieszkała w wynajmowanych na kilka miesięcy mieszkaniach i pracowniach w różnych miastach Europy. Mimo międzynarodowego sukcesu, wiecznie borykająca się z brakiem pieniędzy, oszustwami wydawców etc. Czytając przytaczane przez Kuźniak obfite fragmenty dzienników malarki można wręcz odnieść wrażenie, że dwie wojny i zagmatwana sytuacja polityczna w Polsce były jedynie tłem dla jej osobistych dramatów artystyczno-finansowych, tragicznym i przerażającym, ale jednak tłem, nie więcej.

Pisarka

Dzienniki i listy Stryjeńskiej dowodzą również, że poza talentem malarskim, artystka była sprawną pisarką z zamiłowaniem do oryginalnych metafor, ironii i niebanalnego humoru. Przypomnienie tych tekstów czytelnikowi jest sporą zasługą Kuźniak, ponieważ niewielu zapewne miało okazję sięgnąć po pamiętniki Stryjeńskiej wydane dwadzieścia lat temu.

Facet, widząc mnie dosyć jeszcze młodnawą [przypomnijmy: miała czterdzieści siedem lat], w tej epoce umalowaną i pachnącą chanelem Nr 5, z palcami wykończonymi ciemnozielonym lakierem, myślał, że naciął się na wampa szukającego podniety zmysłowej, i naopowiadał mi relacji o swych miłościach w egzotycznych krajach. Do słowa mi przyjść nie dał, a o niczym innym nie mówił, tylko o świństwach, czego okropnie nie lubię. Tak mnie to zgasiło, a potem wściekło, że zaraz po pożegnaniu poleciałam jak zraniona Polyhymnia i posłałam pierwszego napotkanego koleżkę do drogerii po kilka paczek prezerwatyw, które z encyklopedii Orgelbranda wiedziałam, do czego służą. Opakowałam to w różową bibułę, związałam złotym sznurkiem z dodatkiem wiązki kwiatów. Zostały doręczone pracowitemu erotycznie pisarzowi z życzeniami dalszych sukcesów.                                                                                                                                               Zofia Stryjeńska (za: Angelika Kuźniak „Stryjeńska. Diabli nadali”)

Biografia autorstwa Kuźniak jest wartko napisana, dobrze skomponowana z rozmów, poszukiwań archiwalnych i korespondencji artystki. Nie brak tu także smaczków na temat jej powiązań z innymi sławnymi nazwiskami epoki. Nie wykracza ona jednak poza typową powieść biograficzną i zdecydowanie nie pomoże czytelnikowi w lepszym poznaniu twórczości Stryjeńskiej, co niewątpliwie rozczarowuje. Autorka nie jest oczywiście historyczką sztuki i trudno wymagać od niej dokładnej analizy œuvre malarki, jednak krótkie opisy kilku głównych serii prac oraz nieliczne cytaty z krytyków recenzujących wystawy Stryjeńskiej w żaden sposób nie oddają znaczenia jej twórczości dla sztuki polskiej a poniekąd i europejskiej.

Być może właśnie na tym polega fenomen „Stryjeńska. Diabli nadali” – Kuźniak czyni z artystki super star polskiej sceny artystycznej okresu „ostatniej bohemy”. Stryjeńska jako kobieta ambitna i zdeterminowana, przy czym dosyć egoistyczna, „żona-zaraza”, nie najlepsza matka, pod koniec życia wariatka, doskonale nadaje się na bohaterkę ciekawej książki. Niestety, po zakończeniu lektury, dzieło artystki, tak przecież wyjątkowe, nadal pozostaje w cieniu jej ekscentrycznej osobowości.

426571-352x500

..

Stryjeńska. Diabli nadali

Angelika Kuźniak

Wyd. Czarne

2015

.

Zdjęcia pochodzą z materiałów wydawnictwa Czarne.

Zdj.
Follow my blog with Bloglovin

Może Cię również zainteresować:

  • Szkoda, że autorka nie poświęciła należytej uwagi samej twórczości Stryjeńskiej, ale i tak chętnie przeczytałabym tę książkę.
    A poza tym też lubię Alinę Szapocznikow! 🙂

    • To prawda, że mogłoby być więcej o sztuce Stryjeńskiej, ale jako biografia książka jest naprawdę dobra!