Książka

„Stancje” Wioletta Grzegorzewska

30 sierpnia 2017
„Stancje” Wioletta Grzegorzewska - recenzja Cocteau & Co.

To nie będzie długa recenzja, bo też nie bardzo mam, o czym pisać. Gdy usłyszałam, że w sierpniu ukaże się nowa książka Wioletty Grzegorzewskiej, nominowanej za „Guguły” do prestiżowej International Man Booker Prize, ucieszyłam się, że czeka mnie kolejna ciekawa podróż w nieco enigmatyczny świat tej autorki. Debiut Grzegorzewskiej mi się podobał i mimo że nie odcisnął w mojej czytelniczej pamięci jakiegoś wielkiego piętna to jednak autorka zyskała u mnie spory kredyt zaufania. Jej najnowsza powieść, króciutkie „Stancje”, jest poniekąd kontynuacją „Guguł”, w których tematem przewodnim było dzieciństwo na polskiej wsi. W „Stancjach” nasza bohaterka dojrzewa i wyjeżdża na studia do Częstochowy, a my, jako czytelnicy, towarzyszymy jej w niełatwych pierwszych latach samodzielnego życia w mieście.

Grzegorzewska, bo bohaterkę „Stancji” można śmiało utożsamić z autorką, opisuje kolejne etapy, kolejne miejsca – co jedno to dziwniejsze –, w których przyszło jej wtedy mieszkać i kolejne napotkane osoby. Jest tu i dość obskurny pensjonat na przedmieściach pełen Rosjan i klasztor prowadzony przez naznaczoną wojenną traumą matkę przełożoną. Dopiero na końcu bohaterce udaje się znaleźć samodzielne mieszkanie i zrobić z niego własne miejsce, przynajmniej na chwilę. Przy okazji tej studenckiej tułaczki młodej Wioletty poznajemy kilka szczegółów z jej życia intymnego, zwłaszcza na temat relacji z pewnym starszym od niej mężczyzną. Na krótkie momenty powracają też członkowie rodziny bohaterki znani z „Guguł”.

Niestety, w żadnym momencie lektury nie udało mi się zrozumieć celu tej książki. Myślę, że on po prostu nie istnieje. „Stancje” stanowią rodzaj wspomnień ze „starych studenckich czasów”, które, owszem, na pewno mają wielką wartość sentymentalną dla autorki i w jej oczach jawią się niczym okres bardzo malowniczy, pewnie nawet mała rewolucja, bo w końcu mogła robić co dusza zapragnie. Niemniej nie zmienia to faktu, że ja, jako czytelniczka, mogłabym się bez tych paru opowieści spokojnie obejść. Nie wniosły one absolutnie nic do mojego życia, nie zachwyciły, nie zaintrygowały (może poza nieco ciekawszym wątkiem zakonnicy). Momentami zastanawiałam się nawet dlaczego autorka zdecydowała się przytoczyć te właśnie historie i miałam nieodparte wrażenie, że są one jednocześnie zbyt uniwersalne i zbyt hermetyczne, a Grzegorzewska sama nie wie jaki kierunek obrać.

„Stancje” Wioletta Grzegorzewska - recenzja Cocteau & Co.

Po raz kolejny też odniosłam wrażenie sztuczności, kreowania „fascynującego świata” ze wspomnień, kreowania samej siebie. Oczywiście, każdy pisarz, zwłaszcza piszący o sobie samym, stwarza jakąś postać, koloryzuje, ale to, co w „Gugułach” było zaledwie cieniem pretensjonalności, do wybaczenia, tutaj jest znacznie bardziej widoczne, zwłaszcza gdy chodzi o kwestie miłosno-erotyczne. Jeśli ktoś z Was zna polskiego pisarza lub pisarkę, którzy nie piszą o seksie w sposób mdły lub żenujący to podzielcie się, proszę, tym odkryciem.

Może na to nie wygląda, po tym jak powyżej wylałam swoje żale względem „Stancji”, ale naprawdę z ciężkim sercem przychodzi mi napisać, że dla mnie największą zaletą tej książki jest jej niewielka objętość. W przeciwnym wypadku pewnie nie doczytałabym do końca. Nawet język niczego tu nie ratuje, bo jest całkowicie transparentny, w najlepszym wypadku nie przeszkadza, ale nie zachwyca. Moje rozczarowanie jest tym większe, że naprawdę kibicowałam Grzegorzewskiej i czekałam na nową powieść. Cóż, miejmy nadzieję, że jeszcze przyjdą lepsze czasy w jej twórczości.

Ostatnia rzecz, na którą chciałabym zwrócić uwagę to właśnie krytyka literacka. Nie spotkałam się jeszcze z wieloma recenzjami tej książki, ale te, które gdzieś mi mignęły wydały mi się co najmniej dziwne. Głównie dlatego, że z większości przebija podskórne rozczarowanie, ale recenzenci mówią na jej temat raczej pozytywnie lub tak, żeby nic nie powiedzieć. Dlaczego? Bo głupio krytykować pisarkę nominowaną d  prestiżowej nagrody, w dodatku Polkę? Czy może boją się, że to oni są głupi, jeśli „nie zrozumieli” głębi „Stancji”? Liczę, że w kolejnych recenzjach szczerość jednak zwycięży, w przeciwnym wypadku mija się to z celem bycia recenzentem. Jestem też bardzo ciekawa, czy ktoś z Was ma tę książkę w planach.

„Stancje” Wioletta Grzegorzewska - recenzja Cocteau & Co..

Stancje

Wioletta Grzegorzewska

Wydawnictwo W.A.B.

2017

.

Może Cię również zainteresować: