Książka

„Ślady” Jakub Małecki

4 października 2016
„Ślady” Jakub Małecki Jacek Malczewski

Niektórzy żyją jakby już umarli, inni z kolei żyją niejako w oczekiwaniu na śmierć, przeczuwają ją, nasłuchują jej nadejścia. Jeszcze inni robią wszystko, aby się jej wymknąć, nawet jeśli wiadomo, że to próba całkowicie daremna. Wszyscy oni, czy tego chcą czy nie, zostawiają ślady. Ślady łączą się, przecinają, schodzą i rozchodzą, jedne są bardziej wyraźne, drugie ledwo rozpoznawalne, ale są. I to właśnie o tych dowodach na nasze istnienie, ale i na nasze przemijanie, pisze Jakub Małecki w swojej najnowszej książce zatytułowanej „Ślady” właśnie.

Po świetnym, wywołującym dreszcze niepokoju „Dygocie” Małecki zanurza się jeszcze głębiej w ciemny las zagmatwanej ludzkiej egzystencji. „Ślady” to książka dosyć osobliwa pod względem formy ni to zbiór oddzielnych historii, ni linearna opowieść. Pisarz proponuje nam kilkanaście opowiadań, każde poświęcone innemu bohaterowi, ale zdecydowanie nie zawieszone w pustce, bowiem losy jego postaci nieustannie się splatają i w miarę kolejnych stron tworzą swoistą mapę przestrzeni i czasu. Każda kolejna historia jest śladem prowadzącym czytelnika ku innej historii, nigdy jednak do sedna, bo Małecki pokazuje, że w życiu nie ma sedna. Sensem życia jest więc samo życie, przeżywanie, multiplikowanie śladów, nie mających ostatecznie większego znaczenia dla funkcjonowania wszechświata.

Autor posiada niewątpliwie ogromną zdolność opowiadania o otaczającej nas rzeczywistości i ludziach w sposób lapidarny i celny, a jednocześnie bardzo poetycki. Nie każdemu pisarzowi dany jest talent kreślenia życiorysów postaci bez rozwlekłych, przepełnionych mało istotną gadaniną opisów, a mimo to pełnych i poruszających do głębi. Bohaterowie Małeckiego, mimo iż często dowiadujemy się o nich zaledwie niezbędnego minimum faktów biograficznych, stają przed nami jak żywi, z ich wszystkimi smutkami, nadziejami i rozczarowaniami. Dzieje się tak np. w przypadku Tadeusza z pierwszego opowiadania. Poznajemy go jako pełnego entuzjazmu wiejskiego chłopaka obściskującego się z dziewczyną za kościołem tylko po to by chwilę później obserwować jak niemiecka kula rozszarpuje mu twarz na froncie, przecinając tym samym wszystkie jego naiwno-młodzieńcze, przedwojenne marzenia. Podobnie wygląda to w przypadku wielu innych bohaterów „Śladów”.

Nic więcej tamtego wieczoru nie widział. Później było wielkie wydarzenie we wsi, były kolejne pytania, zarzuty i pogrzeby, były lamenty Tereni Tałaj i całej siedmioosobowej rodziny Kokoszków. Później Franek usłyszał znów słowa „spirytus drzewny” i po raz pierwszy pomyślał, że to, co widział u Tałajów, to było umieranie.
Nigdy go tamten obraz nie opuścił. Franek próbował wyrzucić go sobie z głowy piciem, bójkami, kobietami i Bogiem. Bez skutku. Od tamtej pory, od tamtego wieczoru przez całe życie patrzył, jak tych pięciu mężczyzn umiera. Umierali, kiedy pomagał w polu i kiedy żegnał się z rodzicami, umierali, kiedy uczył się do egzaminów na studiach i kiedy sam dyktował w szkole treść sprawdzianów. Umierali, kiedy jadł śniadanie, kiedy pił kawę, kiedy stał w zatłoczonym tramwaju i kiedy oglądał film w kinie, nawet wtedy, kiedy przysięgał Mirce przed ołtarzem.                                                                                                                                                                                                                                                                                Jakub Małecki, fragment opowiadania „Senność” ze zbioru „Ślady”

Sposób narracji obrany przez Małeckiego w tej książce, i tak podobny do zastosowanego w „Dygocie”, doskonale uświadamia czytelnikowi, że tak naprawdę na życie człowieka składa się zaledwie tych kilka kluczowych faktów, małych zwrotów akcji popychających je do przodu, które ostatecznie da się opowiedzieć w kilku zdaniach, na paru stronach i przejść do kolejnej historii, kolejnego anonimowego istnienia. W krótkim, acz bardzo interesującym wywiadzie udzielonym portalowi Booklips.pl pisarz mówi o tym, że chciał „żeby ta książka była jak walka bokserska z czytelnikiem”, aby go uderzyła, poruszyła, inaczej mówiąc, obeszła. I rzeczywiście, tego czego Małeckiemu nie można odmówić w przypadku tej i przedostatniej książki, to celności ciosów. Nie wszystkie opowiadania ze „Śladów” potrafią znokautować, ale są wśród nich takie historie, a nawet pojedyncze zdania, które trafiają w sam splot słoneczny i mogłyby starczyć za setki innych słów i stron. Należy do nich również ostatnie zdanie zbioru, którego nie zdradzę, aby podtrzymać Waszą ciekawość, a które można by uznać za kwintesencję prozy Małeckiego – prostota, szczerość i poezja.

„Ślady” Jakub Małecki

Jacek Malczewski „Sztuka w zaścianku”, 1896, Muzeum Narodowe, Warszawa

Jeśli bowiem zastanowić się nad tym za co najbardziej cenię „Ślady” to właśnie za szczerość i brutalność obnażania prawdy o życiu, co wbrew pozorom wcale nie kłóci się z poetycką formą. Pisarz zdziera, jedna po drugiej, zasłony, którymi próbujemy udekorować naszą egzystencję, zakryć jej braki i ciemne, budzące lęk przestrzenie. U Małeckiego nie ma superbohaterów, herosów ani księżniczek z bajki, a jedynie zwykli ludzie zmagający się z ich jeszcze zwyklejszym życiem, ewentualnie poddający się bezwładnie jego nurtowi. Wielu czytelników uznało tę książkę za bardzo przygnębiającą, ja natomiast znalazłam w niej pewnego rodzaju ukojenie, ponieważ paradoksalnie, mimo nawałnicy nieszczęść i rozczarowań jakie spotykają jej bohaterów, jest w tych opowieściach pewne piękno, bez względu na to czy wynika ono z akceptacji, czy też rezygnacji wobec tego, co przynosi nam los.

We wspomnianym wyżej wywiadzie Małecki mówi również o inspiracji czerpanej z twórczości Jacka Malczewskiego, konkretnie z obrazu „Sztuka w zaścianku”. Czytając jego prozę trudno nie zgodzić się z faktem, że jest w niej sporo z melancholijnej i nieprzeniknionej atmosfery dzieł wielkiego dziewiętnastowiecznego symbolisty, który w sielankowy pejzaż polskiej wsi tłumnie wprowadził Tanatosa, fauny i chimery. Małecki, za jego śladem, nie przestaje objawiać współczesnemu czytelnikowi ich niepokojącej obecności w przestrzeni naszej „zwyczajnej codzienności”.

„Ślady” Jakub Małecki .

Ślady

Jakub Małecki

Wydawnictwo Sine Qua Non

2016

.

Może Cię również zainteresować:

  • Wow.
    Tyle mam do powiedzenia.
    Twoje recenzje przyprawiają mnie o ogromne kompleksy, są po prostu idealne. I mi nie pozostaje nic innego jak podpisać się pod wszystkim o czym piszesz. Nie mogę doczekać się kolejnych książek Małeckiego!

    • Dziękuję, aż nie wiem, co powiedzieć. Może tylko tyle, że uważam, że moim recenzjom do ideału jeszcze sporo brakuje, ale cieszę się, że w tym, co napisałam udało mi się wyrazić również Twoje odczucia. 🙂 To chyba też świadczy o tym jak proza Małeckiego jest uniwersalna i potrafi wzbudzić w nas prawdziwe emocje i głębszą refleksję, mimo tego, że wszyscy jesteśmy inni, mamy własne spojrzenie na rzeczywistość etc. Ja również chętnie sięgnę po kolejną książkę tego autora!

  • Pingback: To, co się osadza. „Rdza” Jakub Małecki – Cocteau & Co.Cocteau & Co.()