Książka

„Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcin Wicha

17 maja 2017
Marcin Wicha cocteauandco

O bliskich, którzy odeszli zwykło się pisać w sposób sentymentalny lub dramatyczny. W historii literatury nie brak pełnych emocji wspomnień pisarzy i pisarek, którym przychodzi godzić się z utratą rodzica a pisanie staje się wówczas rodzajem terapii mającym złagodzić proces żałoby. Bez smutku Rolanda Barthesa po odejściu jego ukochanej matki nie byłoby słynnego „Światła obrazu” zainspirowanego jednym z jej zdjęć z młodości. Bez lęku i wściekłości jakie Karl Ove Knausgård odczuwał wobec własnego ojca, i którym musiał dać ujście po jego śmierci, prawdopodobnie nikt poza Norwegią nie usłyszałby o tym pisarzu. Najnowsza książka Marcina Wichy, autora błyskotliwego „Jak przestałem kochać design”, jest również zapisem odchodzenia bliskiej osoby i godzenia się z nieuniknionym. Jednak w „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” autor przywołuje obraz zmarłej matki nie poprzez masochistyczne nurzanie się we własnych wspomnieniach a przez przedmioty, które po niej pozostały.

Właściwie zamiast jakiegokolwiek wstępu powinnam zacytować pierwsze zdania z książki Wichy, które najlepiej oddają istotę rzeczy, to co było dla autora impulsem do jej napisania. Już dawno nie spotkałam się z tak prostym i celnym opisem tego szczególnego momentu, w którym to, co dotąd oczywiste, ale nieuchwytne nagle staje się uchwytne, nieodwołalne. Niby ciągle znane a jednocześnie już trochę obce.

To jest historia o rzeczach. I jeszcze o gadaniu. Czyli – o słowach i przedmiotach. Jest to także książka o mojej matce, i z tego powodu nie będzie zbyt wesoła.                                                                                                             Kiedyś sądziłem, że ludzi pamiętamy, dopóki możemy ich opisać. Teraz myślę, że jest odwrotnie: są z nami, dopóki nie umiemy tego zrobić.                                                                                                                                           Dopiero martwych ludzi mamy na własność, zredukowanych do jakiegoś obrazka czy kilku zdań. Postaci w tle. Teraz już wiadomo – byli tacy albo śmacy. Teraz możemy podsumować całą tę szarpaninę. Rozplątać niekonsekwencje. Postawić kropkę. Wpisać wynik.                                                                                                             Ale jeszcze nie wszystko pamiętam. Dopóki nie mogę ich opisać, jeszcze trochę żyją.                                                   (…)

I przedmioty już wiedziały. Czuły, że wkrótce będą przesuwane. Przekładane w niewłaściwe miejsca. Dotykane cudzymi rękami. Będą się kurzyć. Będą się rozbijać. Pękać. Łamać pod obcym dotykiem. Wkrótce nikt już nie będzie pamiętał, co zostało kupione w ośrodku węgierskim. Co w desie. Co w cepelii. Co w antykwariacie, w czasach prosperity. (…)                                                                                                                                                     Nikt już nie będzie pamiętał. Nikt nie powie, że trzeba skleić tę filiżankę. Wymienić kabel (gdzie taki znaleźć?). Tarki, miksery i sitka zamienią się w śmieci. Zostaną w masie spadkowej.                                                                  Ale przedmioty szykowały się do walki. Zamierzały stawić opór. Moja matka szykowała się do walki.                          – Co z tym wszystkim zrobisz?                                                                                                                                       Wiele osób stawia to pytanie. Nie znikniemy bez śladu. A nawet jak znikniemy, to zostaną nasze rzeczy, zakurzone barykady.                                                                                                                                                                                                                                                                                   Marcin Wicha „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”

Co zrobić z rzeczami, które jeszcze przed chwilą miały właściciela i związaną z nim historię a nagle stały się bezpańskie, znaczeniem nie wykraczające poza ich funkcję, nawet jeśli dla zmarłego były ważne. Wicha porządkuje mieszkanie matki i niemal każdy napotkany przedmiot przywołuje wspomnienia. Wystarczy przypomnieć sobie jak obchodziła się z daną książką, w jakich chwilach po nią sięgała, jakie miejsce na półce dla niej przeznaczyła a postać i charakter matki zaczynają rysować się jakby same. Od przedmiotu do przedmiotu autor rekonstruuje portret kobiety silnej i bezkompromisowej, trudnej, ale też odważnej. Nie ma tu sentymentalizmu, rozczulania się nad reliktami przeszłości i samym sobą. Jest za to szczerość i trzeźwa ocena relacji jaka łączyła go z matką przez te wszystkie lata.

Marcin Wicha

„Rzeczy, których nie wyrzuciłem” to książka, po której spodziewałam się czegoś w rodzaju kontynuacji „Jak przestałem kochać design”, czyli po prostu historii przedmiotów, w otoczeniu których autor spędził sporą część życia. Dostałam jednak znacznie więcej, bo bardzo intymny portret pewnej rodziny, pewnej grupy społecznej, a w końcu pewnego pokolenia. Wicha, podobnie jak jego matka, nie sili się na eufemizmy, nie owija w bawełnę, bo i po co. Ze swobodą, która prawdopodobnie niemało go kosztowała, opowiada o losach swojej rodziny, z tąż matką – Żydówką z pierwszego powojennego pokolenia zmagającą się z antysemityzmem i niezliczonymi absurdami PRL-u – na czele.

W przeciwieństwie do Knausgårda Wicha nie potrzebuje setek stron i kilku tomów, by oswoić śmierć matki. Jego opowieść jest zwięzła i wyrazista. Szczera, ale wyważona – żal do matki przenika się z lekkim humorem i czułością, a nawet dumą z faktu, że była kobietą zdeterminowaną i nikomu nie pozwalała sobą pomiatać. Wszystkie te anegdoty, „obrazki z życia” powracają za sprawą przypadkowo napotkanych przedmiotów, wygrzebanych z szuflady, odkopanych spod sterty dawno zapomnianych staroci. „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” warto przeczytać właśnie dla tych kilku przedmiotów i obrazów oraz dla całego świata, który się zza nich wyłania i, w którym niejeden czytelnik na pewno odnajdzie też kilka własnych wspomnień. Bo nic bardziej uniwersalnego i nic bardziej osobistego niż przedmioty właśnie.

Marcin Wicha.

Rzeczy, których nie wyrzuciłem

Marcin Wicha

Wydawnictwo Karakter

2017

.

.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Karakter.

Może Cię również zainteresować:

  • Karolina Nos-Cybelius

    Idealna puenta. To właśnie przedmioty przechowują przeszłość i wspomnienia. Choć to brzmi banalnie, tak właśnie jest. Wystarczy otworzyć oczy, ale tak naprawdę otworzyć, nie tylko w sensie dosłownym i sie przypatrzeć… Przedmioty/rzeczy są znacznie bardziej długowieczne od człowieka, ale też czlowiek i wspomnienie o nim może w nich zamieszkać. Ale mnie natchnęłaś 😉

    • Bardzo się cieszę, że Cię natchnęłam. 🙂 Rzeczywiście często przedmioty, do których na co dzień nie przywiązujemy większej wagi w pewnym momencie okazują się czymś znacznie więcej niż tylko przedmiotami, bo depozytariuszami pamięci. Książka Wichy doskonale nam to uzmysławia.

  • Niespodziegadki

    Zawsze lubiłyśmy podglądać, jakimi przedmiotami otaczają się inni ludzie – te drobiazgi układają się często w fascynujące historie. Wygląda na to, że książka Wichy jest nam pisana 🙂