Książka

„Rozdarta zasłona” Maryla Szymiczkowa

8 listopada 2016
comtesse de Castiglione, 1860’s, Pierson Maryla Szymiczkowa

Jak się okazuje, dziewiętnastowieczny Kraków, z jego splinem i duszną mieszczańską atmosferą, bywał nie tylko świadkiem mniejszych i większych skandali obyczajowych oraz ekscentrycznych wybryków lokalnej bohemy, ale także miejscem okrutnych zbrodni, zdecydowanie nie mieszczących się w głowie porządnych obywateli wówczas jeszcze Monarchii Austro-Węgierskiej. „Rozdarta zasłona”, nowa powieść Maryli Szymiczkowej, a właściwie duetu Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński kryjącego się pod tym urokliwym pseudonimem, odsłania przed czytelnikiem mniej znaną, ciemną stronę miasta, serwując mu przy tym kilka wybornych obrazków mieszczańskiej i kobiecej mentalności. A wszystko to w wyśmienitym sosie historycznych i artystycznych odniesień.

W „Tajemnicy domu Helclów” Maryla Szymiczkowa w najdrobniejszych szczegółach odmalowała odrażające morderstwa popełnione na pensjonariuszkach okazałego krakowskiego przybytku Helclów. Jednocześnie nie wahała się obnażyć słabości lokalnej policji i sądownictwa, co zresztą uczyniła z dużą pomysłowością, za pomocą postaci niebanalnej, inteligencją i spostrzegawczością nieustępującej samemu Sherlockowi Holmesowi – profesorowej Szczupaczyńskiej zwanej też „okrętem flagowym mieszczaństwa krakowskiego”.

Ledwo jednak ta doskonała pani domu, dbająca o podniebienie i karierę męża żona oraz nieomylna detektyw w jednej osobie zdołała otrząsnąć się z emocji po zwieńczonym sukcesem śledztwie w domu Helclów na krakowskim horyzoncie pojawia się nowa ofiara. Co więcej, jest to nie kto inny jak jej własna służąca Karolcia. Drugi tom przygód profesorowej Szczupaczyńskiej rozpoczyna się od zniknięcia dziewczyny i nadchodzącej wkrótce po tym wydarzeniu wiadomości o jej tragicznej śmierci. Chcąc nie chcąc ambitna profesorowa po raz kolejny musi zawalczyć o to, by sprawiedliwość została wymierzona i dosięgnęła rzeczywistego mordercę Bogu ducha winnej dziewczyny. Jak bowiem wiadomo, krakowski wymiar sprawiedliwości ma tendencję do dosyć pochopnego wydawania wyroków.

Zarówno „Tajemnica domu Helclów”, jak i „Rozdarta zasłona” to powieści wpisujące się w kategorię kryminału retro. Jako osoba zdecydowanie nie będąca koneserem powieści kryminalnej nie zamierzam szczegółowo analizować wątku morderstwa, według mnie jest on na tyle dobrze skonstruowany i wystarczająco zawiły, aby przykuć moją uwagę i nie znużyć. Przyznam więc od razu, że to nie dla zbrodni i zagadki sięgnęłam po obie książki. To co spowodowało, że po przeczytaniu pierwszego tomu miałam ochotę sięgnąć po „Rozdartą zasłonę” to zdecydowanie barwne postaci i odmalowane do perfekcji tło epoki, choć tak naprawdę trudno mówić tu wyłącznie o tle. Kraków i wydarzenia, których był wówczas polem stanowią w obu powieściach temat niemal równorzędny ze śledztwem prowadzonym przez profesorową. Autorzy wpadli na pomysł prosty i zarazem genialny – opowiedzieć kilka wydarzeń z historii miasta, a więc i Polski, z punktu widzenia krakowskiej mieszczki reprezentującej typowe przywary i ambicje tego stanu, przy czym jednak w jakiś sposób szczerej i budzącej sympatię.

Maryla Szymiczkowa

W „Tajemnicy domu Helclów” otrzymujemy barwny portret ówczesnego mieszczaństwa i zubożałej arystokracji prowadzących drobne wojenki i z zazdrością spoglądających na kilka ostatnich wielkich rodów, które oparły się kapryśnej historii. Jest to świat zbudowany na pozorach i nieustannej kalkulacji w pogoni za uznaniem. Profesorowa Szczupaczyńska stanowi najlepszy przykład osoby gotowej na wiele, by tylko wspiąć się choć o pół szczebla na drabinie społecznej, o dwa kroki przybliżyć do pierwszego rzędu. W „Rozdartej zasłonie” natomiast autorzy zabierają czytelnika do zupełnie innego Krakowa. Razem z główną bohaterką zanurzamy się w nieznany dotąd półświatek domów publicznych i handlarzy żywym towarem, ale także spotykamy wojujących socjalistów na czele z Ignacym Daszyńskim i ambitnego, choć nieco ekscentrycznego pioniera polskiej seksuologii, Stanisława Kurkiewicza. Dehnel i Tarczyński coraz śmielej wprowadzają postaci historyczne do swoich kryminałów i zdają się czerpać z tego prawdziwą przyjemność.

Właściwie niełatwo w jasny sposób określić w czym tkwi fenomen tej prozy, nie aspirującej przecież do wielkiej literatury, a budzącej, przynajmniej we mnie, szczery entuzjazm. Gdybym jednak miała zidentyfikować kilka głównych elementów byłby to na pewno język – barwny i krągły w opisach, cięty i błyskotliwy w dialogach – godny XIX-wiecznych mistrzów literatury. Autorzy odkurzają co bardziej oryginalne słowa z ówczesnej polszczyzny, nie przesadzając przy tym ze stylizacją językową, co zdecydowanie przyczynia się do wiarygodności opowieści, a jednocześnie czyni ją nadal zrozumiałą dla współczesnego czytelnika. Drugim takim elementem jest właśnie połączenie fikcji i rzeczywistości – profesorstwo Szczupaczyńscy uczestniczący w pogrzebie Matejki (według mnie jedna z najciekawszych scen pierwszego tomu!), czy też dyskutujący z Tadeuszkiem Żeleńskim, studentem pana profesora, o jego przyszłości to naprawdę piękne obrazki. Tadeuszkiem, przypomnijmy dla porządku, który stanie się potem „tym” Tadeuszem Boyem-Żeleńskim, któremu polska literatura zawdzięcza dziesiątki przekładów francuskich mistrzów słowa i wspaniały zbiór esejów „Reflektorem w mrok”. Podobnie przyjemnie jest trafić w fikcyjnym dialogu na odniesienia do wydarzeń i skandali obyczajowych, o których huczał dziewiętnastowieczny Kraków, jak choćby wyrażona z sarkazmem i pewnym niesmakiem opinia profesorowej Szczupaczyńskiej o ślubie Tetmajera z chłopką. Słowem, jeśli nie dla kryminalnej intrygi, to dla właśnie takich smaczków warto przeczytać „Rozdartą zasłonę” i nadrobić „Tajemnicę domu Helclów”, jeśli jeszcze jej nie znacie.

Ja natomiast cieszę się, że polska literatura w końcu wyswobadza się z pęt wszelkiego rodzaju literackich konwenansów i śladem współczesnych autorów francuskich nie boi się dać drugiego życia postaciom historycznym, ściągnąć je z piedestału i wprowadzić między bohaterów całkowicie fikcyjnych. Poniekąd świadczy to chyba też o rosnącym zaufaniu pisarzy do czytelnika, wierze w to, że nie tylko zauważy on wszystkie lub przynajmniej większość literackich i historycznych odniesień, ale również doceni finezję z jaką zostały one wplecione w fabułę. Jeśli to jest sposób na połączenie literatury pięknej z literaturą rozrywkową i przemycenie do świadomości szerokiej publiczności kilku postaci i faktów historycznych to życzę polskiej prozie tylko takich detektywów jak profesorowa Szczupaczyńska.

Maryla SzymiczkowaRozdarta zasłona

Maryla Szymiczkowa

(Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński)

Wydawnictwo Znak Literanova

2016

.

Maryla SzymiczkowaTajemnica domu Helclów

Maryla Szymiczkowa

(Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński)

Wydawnictwo Znak Literanova

2015

.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu ZNAK Literanova.

Ilustracje: Virginia Oldoini (hrabina de Castiglione) w obiektywie Pierre’a-Louisa Piersona, 2 poł. XIX wieku.

Może Cię również zainteresować:

  • Będę czytać „Rozdartą zasłonę” dosłownie na dniach, ale domyślam się, że autorzy utrzymali język z „Tajemnicy Domu Helclów” i porwą mnie w ten klimatyczny świat ponownie. Pozdrawiam! 🙂

    • Jeśli „Tajemnica domu Helclów” Ci się podobała, „Rozdarta zasłona” też nie powinna Cię zawieść. Według mnie ten tom jest nawet lepszy od pierwszego! 🙂 Pozdrawiam!

  • piorunwrabarbar.wordpress.com

    Dla mnie atutem obu książek nie jest wcale intryga kryminalna (bez której całkowicie można się obejść), lecz klimat obyczajowy, który jest naprawdę wyjątkowy. Oraz absolutnie niepowtarzalna profesorowa Szczupaczyńska, która ostatnio należy do ścisłej czołówki moich ulubionych postaci literackich.

    • Zgadzam się w stu procentach! Profesorowa Szczupaczyńska jest absolutnie wyjątkowa! 🙂