Książka

To, co się osadza. „Rdza” Jakub Małecki

26 września 2017

„Rdza”, trzecia książka Jakuba Małeckiego z cyklu powieści, które krytycy lubią wpisywać w tzw. nurt wiejski literatury polskiej, to dzieło, które w niczym nie ustępuje dwóm poprzednim („Dygot” i „Ślady”), a w niektórych aspektach nawet je prześciga. Po raz kolejny mamy tu losy kilkorga postaci i kilku rodzin splatające się i rozplatające przez dziesięciolecia. Mamy też wojnę i wiele „mniej spektakularnych” dramatów w życiu naszych bohaterów, choć jak dobrze się przyjrzeć, dla części z nich to właśnie wojna była najmniej spektakularna. Małecki nadal potrafi opowiadać historie tak, że czytelnik zamiera w oczekiwaniu na dalszy ciąg wydarzeń. Potrafi wzruszać i równie brutalnie nas z tego wzruszenia wyrywać. Dlaczego jeszcze warto przeczytać „Rdzę”?

W najnowszej książce autora „Dygotu” głównym bohaterem jest Szymek, zwykły chłopiec mieszkający z rodzicami w mieście i odwiedzający od czasu do czasu babcię na wsi, jak tysiące innych dzieci. Jednak pewnego dnia, gdy Szymek zostaje pod opieką tejże babci, ponieważ jego rodzice wybierają się na koncert, nagle zmienia się wszystko, a jednocześnie nie zmienia się nic. Po drodze zdarza się wypadek i do Chojen, w których mieszka babcia chłopca, dociera straszna wiadomość o śmierci rodziców. Szymek czeka aż wrócą, albo aż coś innego, coś wielkiego, się wydarzy i zmieni jego beznadzieją sytuację, ale nie wydarza się nic. Po pogrzebie musi więc zamieszkać w Chojnach, razem z babcią. Czas upływa swoim rytmem i chłopiec powoli brnie do przodu w grząskim gruncie podobnych do siebie dni. „Rodzice ciągle nie żyją” a wokół nie dzieje się nic. W każdym razie nic dobrego, bo Szymek musi np. bronić się przed czyhającą na niego i jego zabawki Bozią, zmagać z lękami dziecka, które nagle zostało sierotą.

„Rdza” Jakub Małecki Cocteauandco recenzja

Małecki, już od pierwszych stron powieści kreśli bardzo realistyczny portret chłopca, Chojen i ich mieszkańców. Z początkowego natłoku postaci o dziwnych pseudonimach i całym repertuarze dziwactw, które pielęgnują autor powoli wysupłuje historię każdego z nich. Przeskakując z rozdziału do rozdziału i z epoki do epoki (a to cofamy się o kilkadziesiąt lat, a to wracamy do czasów współczesnych) czytelnik dowiaduje się w końcu jak Hołowczyc stał się Hołowczycem a Doktor Doktorem i dlaczego piękna ekspedientka w sklepie nie obsługuje rudych a babci Tośce brakuje dwóch palców u ręki. Małecki sprawia wrażenie jakby nigdy nie brakowało mu pomysłów jak zaintrygować i ostatecznie rozbroić czytelnika wobec opowiadanych ludzkich życiorysów. Bez względu na to czy są one całkowicie zmyślone, czy wyraźnie zainspirowane rzeczywistością, bo wszystkie wydają się mocno prawdopodobne.

Jeszcze jedna rzecz pozostaje w „Rdzy” niezmienna – umiejętność sprawnej manipulacji perspektywą mikro i makro. Zdarza się, że na przestrzeni jednego zdania przechodzimy od punktu widzenia mrówki, jaką jest pojedynczy człowiek, do spojrzenia z perspektywy słonia, czyli historii. A z tej perspektywy kolejne mijające lata i to, co po nich pozostaje to tylko rdza. Niby nic, ale potrafi pokonać nawet najbardziej wytrzymałe tworzywo i skutecznie je przeżreć, pozostawiając trwały osad. Dokładnie taki jak nasze przeżycia pozostawiają w nas.

Może „Rdza” nie jest zbyt oryginalna na tle dwóch pozostałych powieści autora i poniekąd rozumiem zarzuty niektórych komentatorów o wtórność. Nie zmienia to jednak faktu, że znowu jest to książka przemyślana, dobrze napisana, sprawnie operująca emocjami (a przecież to ich szukamy w literaturze) i taka, którą po prostu dobrze się czyta. Dlaczego więc odmówić sobie tej przyjemności? Małecki, na przestrzeni ostatnich lat, stał się już pewną marką, po którą chętnie sięgam, choć przyznaję, że równie chętnie zobaczyłabym go jak wypuszcza się w mniej znane mu rejony pisarstwa. To dopiero byłaby mieszkanka wybuchowa.

„Rdza” Jakub Małecki Cocteauandco recenzja.

Rdza

Jakub Małecki

Wydawnictwo Sine Qua Non

2017

.

.

Może Cię również zainteresować:

  • Nie dość, że Jakub, to jeszcze literatura wiejska. Czytam od pewnego czasu w zasadzie same pozytywne recenzje prozy Małeckiego i nieco sam sobie się dziwię, że jeszcze nic nie przeczytałem. Złożę to na karb niedoczasu i przeksiążkowienia.

    • Polecam spróbować! Jestem ciekawa Twojej opinii o Małeckim.

  • Czeka w kolejce 🙂 Rozumiem wątpliwości i otwarte pytanie: czy to aby nie jest wtórne? Takie powielanie samego siebie… Miałam ostatnio podobne wątpliwości przy lekturze Magdaleny Tulli i nadal jestem rozdarta, nie do końca pewna czy powinno się tak pisać, czy może to literacka zbrodnia 😉 Ale emocje są. To prawda. Ogrom emocji. U Małeckiego i u Tulli też.

    • Ja muszę nadrobić Tulli, bo ostatnio czytałam coś jej autorstwa jeszcze w liceum. Co do pisarzy, którzy „się powtarzają” to rzeczywiście bywa problematyczne i granica między własnym stylem a wtórnością często okazuje się bardziej płynna niż może się wydawać.