Książka

Jałowa ziemia Flanagana. „Pragnienie” Richard Flanagan

8 lutego 2017
„Pragnienie” Richard Flanagan

Wydane właśnie w Polsce „Pragnienie” Richarda Flanagana to powieść, którą wybrałam na pierwsze spotkanie z tym lubianym australijskim autorem. Mimo że na przestrzeni dwóch ostatnich lat na rodzimym podwórku ukazało się już kilka głośnych książek pisarza, w tym popularne „Ścieżki Północy”, jakoś nic nie zdołało mnie zachęcić do sięgnięcia po jego twórczość. Aż do momentu pojawienia się „Pragnienia”. Literacka opowieść o przedstawicielach wiktoriańskiej Anglii kolonizujących i „cywilizujących” dziką Australię wydała mi się interesująca i zmotywowała do tego, by w końcu dać szansę autorowi nagrodzonemu swego czasu Bookerem. Po lekturze mogę śmiało powiedzieć, że Flanagan ma niewątpliwie dobry literacki warsztat i potrafi sprawnie opowiadać historie. Co jednak z treścią? Czy „Pragnienie” rzeczywiście budzi w czytelniku głębokie emocje i pragnienia?

Odpowiem na to pytanie od razu, jeszcze zanim przejdę do samej fabuły – we mnie nie wzbudziło. Dziwne prawda? Nie wzbudziło, a przecież powinno, bo taki temat, taka niegodziwość, takie okrucieństwo… No właśnie. Flanagan wybrał na potrzeby swojej powieści bardzo ciekawy i bardzo mroczny moment w historii ludzkości, a mianowicie czas, w którym kilka nader ambitnych narodów europejskich postanowiło podbić i podporządkować sobie na dobre resztę świata. Wszystko to pod przykrywką krzewienia chrześcijańskich wartości i dobrych obyczajów, które miały zapewniać utrzymanie w ryzach pierwotnych ludzkich popędów, tak niepożądanych w cywilizowanym świecie. Pisarz przedstawia zatem losy gubernatora kolonii karnej na Ziemi Van Diemensa, sir Johna Franklina oraz jego żony, lady Jane, próbujących wcielić w życie ten szczególny program edukowania i cywilizowania dzikich mieszkańców wyspy. Obiektem eksperymentu staje się przede wszystkim Mathinna, adoptowana przez nich aborygeńska dziewczynka, tyleż urocza, co budząca niepokój, zarówno w statecznych Anglikach, jak i wśród własnego plemienia.

Z jednej strony poznajemy zatem historię skomplikowanej edukacji Mathinny i nieustannych starć jej „dzikiej” natury z angielskimi i chrześcijańskimi wartościami wyznawanymi przez jej „dobroczyńców”. Z drugiej Flanagan wprowadza kolejny wątek, zdawałoby się zupełnie różny i połączony z pierwszą historią wyłącznie za sprawą postaci lady Jane. W snutej równolegle opowieści, rozgrywającej się wiele lat później, lady Jane jest nobliwą wdową po byłym gubernatorze, podróżniku i odkrywcy sir Johnie, który zaginął i prawdopodobnie zmarł w lodach Arktyki w trakcie swej ostatniej głośnej wyprawy. Niestety jednak, kolejne misje poszukiwawcze, zamiast męża lub choćby jego ciała, przywożą jedynie pogłoski jakoby przed śmiercią członkowie tejże wyprawy dopuścili się czynów tak nieludzkich jak kanibalizm. Aby obronić dobre imię małżonka lady Jane prosi największego ówczesnego pisarza, Charlesa Dickensa, o publiczną obronę jej męża. Ten z kolei, nie tylko się zgadza, ale także sam ulega romantycznemu czarowi śmiertelnej przygody sir Johna i im bardziej zagłębia się w tę historię, tym wyraźniej zaczyna rozumieć własne, głęboko skrywane pragnienia.

– Dzikus, mój drogi Wilkie, czy mówimy o Eskimosie, czy o Tahitańczyku, jest kimś, kto ulega swoim namiętnościom. Anglik stara się je zrozumieć, opanować i jak najlepiej wykorzystać. Czy taki nie był i nie jest Franklin? A tutaj mamy człowieka zatrutego przez swoje namiętności  – ciągnął Dickens, rozwijając kolejną rolkę papieru z napisem AKT III.  – Lecz ostatecznie kto, kiedy oba statki zostają unieruchomione w arktycznych lodach, a wokół rozgrywa się koszmar…  – Urwał. Na rysunku widniał pokład statku. Dickens pokręcił głową.  – Nie, tak nie może być. Nie w tej sytuacji. Nie, jeśli zmierzamy do takiego dramatycznego rozwiązania. Potrzebujemy strzelistych lodowych gór. Grozy wzniosłości…                                                                                                                                                                                                                                                      Richard Flanagan „Pragnienie”

W powieści pojawia się więc cały kalejdoskop ludzkich pragnień, często sprzecznych i trzymanych w tajemnicy, pieczołowicie tłumionych dla zachowania pozorów wobec społeczeństwa. Tak oto państwo Franklin zdają się kierować pragnieniem niesienia cywilizacji i światła mądrości dzikim, w rzeczywistości jednak marzą o zwyczajnej ludzkiej bliskości, bezwarunkowej miłości między dzieckiem i rodzicem (lady Jane), która jednak, w przypadku sir Johna, ewoluuje w niezdrową fascynację cielesnością Mathinny, gdy ta zaczyna dorastać. Dziewczynka z kolei jest rozdarta pomiędzy pragnieniem życia zgodnego z naturą, jak czynili to jej przodkowie a chęcią przynależenia do lepszego świata białych, którzy posiedli tajemną moc czytania i pisania, zdolną uczynić ją „lepszą” od innych czarnych, ale też skutecznie od nich odciąć. Natomiast wielki Dickens, niestrudzony piewca życia rodzinnego, nagle odkrywa, że to czego naprawdę pragnie to społecznie zakazana miłość młodej pięknej kobiety, w dodatku wykonującej wówczas mało prestiżowy zawód aktorki.

Wszystko to jest w „Pragnieniu” bardzo jasno wyłożone, dobrze zobrazowane i bezbrzeżnie oczywiste, co w mojej ocenie,czyni tę powieść równie nastawioną na prostą dydaktykę, co protekcjonalne zachowanie lady Jane względem aborygeńskiej dziewczynki. Flanagan próbuje rozbrajać historyczne schematy, tyle że robi to za pomocą tuzina innych. To, co niektórzy uważają za piękną, klasyczną narrację wydaje mi się w jego przypadku zaledwie bezpieczną, dobrze sprawdzoną formułą na opowiedzenie historii. Postaci są raczej przewidywalne, zupełnie nie zaskakują – wielkie literackie déjà vu. Jako takie napięcie pojawia się tylko w odniesieniu do przyszłości Mathinny, która jednak równie szybko okazuje się dosyć oczywista, wręcz stereotypowa. Niestety, pragnienia bohaterów są żarliwe tylko w zamyśle autora, w praktyce okazują się drewniane. Niekiedy jedynie posypie się kilka iskier, te jednak szybko gasną.

„Pragnienie” Richard Flanagan

W trakcie lektury wielokrotnie miałam wrażenie, że wszystkie emocje są wykalkulowane. Mało tego, łapałam się na tym, że dana scena mnie nie wzrusza, a przecież powinna, bo autor subtelnie, ale jednak zdaje się sugerować to wszystkimi środkami. O ile jeszcze historia kulturowego rozdarcia aborygeńskiej dziewczynki między cywilizacją Europejczyków i dzikością jej pobratymców miała duży potencjał i momentami potrafiła przyciągnąć moje zainteresowanie, o tyle uczuciowo-teatralne perypetie Dickensa najzwyczajniej nudziły i nie wnosiły nic nowego.

„Pragnienie” to powieść krótka, liczącą zaledwie dwieście pięćdziesiąt stron, ale przeczuwam, że kilkunasto- lub kilkudziesięciostronicowe opowiadanie na ten temat w zupełności by wystarczyło. Mimo wszystko, książka Flanagana nie jest zła, nie żałuję, że ją przeczytałam, choć po wszechobecnych zachwytach nad autorem i tą konkretną pozycją spodziewałam się znacznie więcej. Problem w tym, że nie lubię, gdy pisarz próbuje manipulować moimi emocjami. Nawet gdy robi to w dosyć delikatny, ale jednak oczywisty sposób. Ja zatem pozostałam wobec „Pragnienia” niewzruszona niczym arktyczny lodowiec, ale może was ta historia zdoła jeszcze zaskoczyć i poruszyć.

„Pragnienie” Richard Flanagan

Pragnienie

Richard Flanagan

tłum. Maciej Świerkocki

Wydawnictwo Literackie

2017

.

Może Cię również zainteresować:

  • Mnie też Flanagan nie przekonuje. Czytałam tylko „Ścieżki północy”, które według wielu są najlepszą jego powieścią, ale jak dla mnie rozłożył tę książkę wątkiem miłosnym: nudnym i płytkim jak u Coelho. Szkoda, bo gdy opowiada o czasach II w.ś., robi to świetnie. Chyba nie skuszę się na kolejne przygody z tym autorem. 😉

    • To ja tutaj dorzucę kilka słów, trochę à propos „Ścieżek północy”, trochę à propos samego Flanagana. Ja też mam z tym pisarzem problem. O ile w „Ścieżkach północy” udało mu się totalnie wciągnąć mnie w powieściowy świat (przy czym mam na myśli tylko wątek wojenny, bo rzeczywiście historia miłosna jest opowiedziana w sposób straszny), o tyle już „Księga ryb Williama Goulda” potwornie mnie wymęczyła. Nie chodzi o to, że jest złą książką – przeciwnie, Flanagan bardzo sprawnie posługuje się słowem, nie neguję tego, że to świetny pisarz, ale brnęłam przez jego opowieść z trudem. Zastanawiałam się nad „Pragnieniem”, ale doszłam do wniosku, że czytanie ma być jednak przyjemnością, więc po co się męczyć? Wygląda na to, że wiele nie straciłam; nie pierwszy głos już słyszę, że rozczarowuje.

      • Czyli nie tylko mnie Flanagan średnio podszedł. 😀 Zgadzam się z naia, że potrafi pisać, ale w innych kwestiach coś mi zgrzyta i też raczej już nie sięgnę po kolejną książkę jego autorstwa. W końcu jest jeszcze tylu innych pisarzy do okrycia! 😉

  • Karolina Nos-Cybelius

    Też jeszcze nie czytałam nic Flanagana, ale czaiłam się na tę książkę 😉 Po pierwsze oryginalna okładka bardzo wpadła mi w oko, po drugie, o ile dobrze kojarzę, Natalia z Kroniki Kota Nakręcacza bardzo ceni i poleca tego autora, więc wpisałam go na listę i miałam w planach sięgnąć po jego prozę. Teraz już nie wiem… Może lepiej od jakiejś innej historii zacząć, niekoniecznie od „Pragnienia”…