Książka

Gniew upokorzonych. „Pani Furia” Grażyna Plebanek

25 sierpnia 2016
„Pani Furia”

Myślę, że wcale nie będzie przesadą jeśli napiszę, że „Pani Furia”, najnowsza powieść Grażyny Plebanek, to książka jakiej w polskiej literaturze jeszcze nie było. To interesująca i raczej udana próba opowiedzenia historii kobiety borykającej się z nietolerancją i poczuciem obcości z powodu pewnego detalu, który nawet w XXI wieku w centrum Europy nadal okazuje się dalece problematyczny – czarna skóra. Autorka opisuje uprzedmiotowienie, upokorzenie i rodzącą się z nich agresję dziewczyny zmuszonej do nieustannej walki o choćby pozorną akceptację europejskiego społeczeństwa. Społeczeństwa które traktuje ją jak obcą, mimo że to w nim się wychowała. „Pani Furia” jest jedną z bardziej uniwersalnych powieści o współczesnych problemach Europy jakie przyszło mi ostatnio czytać.

Zanim bohaterka powieści stanie się tytułową Panią Furią jest zwyczajną małą dziewczynką imieniem Alia, które to otrzymała na cześć Muhammada Alego, ponieważ została poczęta w noc jego słynnej walki z George’em Foremanem w Kinszasie w 1974 roku. Ojciec Alii jest nie tylko fanem boksu, czym zaraża również córkę, ale także tzw. opowiadaczem, kontynuatorem afrykańskiej tradycji literatury mówionej. Zawodowo jednak zajmuje się szoferowaniem u bogatego białego Belga prowadzącego biznes w jednej z byłych kolonii. To również za sprawą pracy ojca Alia wraz z całą rodziną opuszcza wkrótce barwne i głośne Kongo na rzecz stolicy Belgii. Dopiero tam odkrywa, że jest„inna”, że jej kolor skóry nie jest neutralny, i że należy być silną, aby utrzymać się na powierzchni, nie dać zastraszyć i nie stać ofiarą. Od najmłodszych lat, głównie za sprawą feministyczno-rasowych pogadanek ciotki Issy i lekcji boksu pobieranych u ojca, dziewczyna pielęgnuje w sobie tę siłę.

Konieczność codziennego stawiania czoła społeczeństwu, które tylko z pozoru jest otwarte, a w rzeczywistości, pod płaszczykiem multikulturalizmu, kultywuje postawę ksenofobiczną, hartuje Alię. Jednak mimo całej determinacji i twardości charakteru w dziewczynie narasta złość – każde publiczne upokorzenie, każda kpina i usłyszana mimochodem uwaga, raniący komentarz na temat jej wyglądu podsycają raz rozbudzoną furię. Alia decyduje się wstąpić do policji, aby skanalizować swoją złość. Mimo iż w tym środowisku także kłębi się od uprzedzeń („czarnoskóra baba policjantką”?!) udaje jej się odnaleźć tam swoje miejsce, póki nie odkryje jak bardzo jej koledzy potrafią być okrutni wobec obcych.

W centrum tych nasiadówek tkwiła Kobieta. To ona była polem bitwy, spluwaczką, trofeum.
Afryka była kobietą. Czarna kobieta była Kobietą. Była nią też Biała.
Afryka była matką, kolebką cywilizacji, a kobiety, które wydała na świat, były mocne i wymagające. Białe kobiety były słabsze, jakby ulepione z innej gliny. Przez wieki pozbawiane wolności przez białych mężczyzn, były jak niewolnicy.
Czarne kobiety pytały czarnych mężczyzn, ile zarabiają.
Białe kobiety mówiły o miłości. Miłością zamydlano im od wieków oczy, opowieściami o miłości je karmiono, miłość musiała im wystarczyć. Miłość zamiast własnych pieniędzy.
Czarne kobiety mówiły: „Nie ma miłości bez pieniędzy”.
Białe kobiety zachwycały się czarnymi mężczyznami, bo mogły ich same wybrać.
Czarne kobiety były szorstkie.
Białe kobiety były słodkie.
Czarne kobiety miały dzieci czarnych mężczyzn.
Białe kobiety miały pieniądze białych mężczyzn.
Kobietę się podbijało, czy to miłością, czy pieniędzmi. Kobieta była polem walki. Deptanym, rozjeżdżanym, wciąż od nowa.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                 Grażyna Plebanek „Pani Furia”

W wywiadzie dla Onetu autorka wyjaśnia skąd wzięła inspirację do napisania książki i sugeruje, że Alia również mogła przejść na „ciemną stronę mocy”, posuwając się do aktów agresji na niewinnych imigrantach. To ciekawe, ponieważ ja odebrałam zakończenie jako otwarte i absolutnie nie odczytałam ostatniego zdania jako potwierdzenia przemiany bohaterki. Być może za bardzo chciałam wierzyć w niezłomność jej charakteru lub po prostu takie zakończenie wydało mi się zbyt absurdalne. Bez względu na moją osobistą interpretację książka niewątpliwie daje czytelnikowi pole do refleksji i wielu indywidualnych spostrzeżeń.

Powieść Grażyny Plebanek jest interesująca na kilku poziomach. Po pierwsze, to historia czarnoskórej bohaterki opowiedziana – jakkolwiek schematycznie to nie brzmi należy to zauważyć – przez białą polską pisarkę i, co najważniejsze, opowiedziana dobrze, z dużą wrażliwością na detale. Widać, że autorka doskonale zgłębiła temat, jej bohaterka jest postacią z krwi i kości, a portret kongijskiej rodziny został nakreślony z precyzją skrupulatnego obserwatora. Po drugie, Plebanek sprawnie udaje się przedstawić niuanse postawy przyjmowanej wobec obcych w kręgu społeczeństw Europy Zachodniej – od protekcjonalizmu i kpiny, przez lęk, aż po wykluczenie i agresję. Pod tym względem jest to powieść bardzo europejska, prawdziwa i uniwersalna w przekazie. (Byłabym niezmiernie ciekawa konfrontacji książki z zachodnim, zwłaszcza francuskojęzycznym czytelnikiem, mającym często w rodzinie kolonialny wątek!)

cfbfcaa4-aef7-42c5-83c3-6be3f4f0e51d

W „Pani Furii” pojawiają się według mnie także słabsze elementy, jak np. nieco zbyt szablonowe, momentami tchnące patosem dialogi lub sentencje o rasizmie, czy sceny seksu, w których ponoć pisarka przoduje, a które, na poziomie stylu, kompletnie do mnie nie trafiają. Opowieści Alii jako Pani Furii również budziły we mnie niekiedy mieszane uczucia, w przeciwieństwie do tych jej ojca. Mimo wszystko, jest to książka, po którą zdecydowanie warto sięgnąć i dobrze, że tego typu powieść pojawiła się w końcu w polskiej literaturze. Być może fakt, że napisała ją rodzima poczytna pisarka i, że przybliża ona historię imigrantki w formie właśnie powieści, a nie reportażu zachęci do lektury tę część czytelników, którzy inaczej po tego typu treści pewnie by nie sięgnęli.

Na koniec, co warto podkreślić, mimo że bohaterka „Pani Furii” jest kobietą i Plebanek w dużej mierze koncentruje się na problemie kobiecej emancypacji oraz niezgody na społeczne poniżenie i wykluczenie, książka ma zdecydowanie bardziej uniwersalny wymiar. Nie jest to wyłącznie historia czarnoskórej policjantki Alii, a historia każdego „obcego”, który wcale nie chce być obcym, ale wytykające go palcami społeczeństwo nieustannie mu o tym przypomina. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że polski czytelnik podejdzie do tej powieści z otwartym umysłem i wyciągnie z lektury kilka głębszych wniosków.

„Pani Furia” Plebanek.

Pani Furia

Grażyna Plebanek

Wydawnictwo Znak

2016

.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu ZNAK.

PS: W weekend na blogu pojawi się konkurs, w którym do wygrania będą dwa egzemplarze książki. Nie przegapcie okazji! 🙂

Zdjęcie główne: Natasha Kudashkina dla The Sync Afrique Experience (Youtube)

Może Cię również zainteresować: