Książka

„Osiołkiem” Andrzej Stasiuk

5 stycznia 2017
„Osiołkiem” Andrzej Stasiuk

Wsiąść w samochód i pojechać przed siebie, bez konkretnego celu, choć w konkretnym kierunku, tym który od zawsze tkwi nam w głowie, ale dotąd nie mieliśmy odwagi, by wyruszyć. Kto choć raz nie zamarzył w ten sposób? Andrzej Stasiuk swoje pragnienie samochodowej wyprawy na skraj świata zrealizował po pięćdziesiątce, a „Osiołkiem” jest właśnie zapisem wrażeń z tej podróży i zapewniam, że nie zawiedzie żadnego z miłośników jego prozy. Stare auto „z duszą” i rosyjskie prowincjonalne miasteczka, w których nie dzieje się nic sąsiadują tu z bezkresnym stepem, pijackimi rozmowami o życiu oraz typową dla Stasiuka tęsknotą za przeszłością, za wszystkimi jej skazami, traumami. Gdy większość z rodaków łapczywie łaknie mieniącego się blaskiem dobrobytu Zachodu, lubujący się w ruinach pisarz uparcie wraca na wschód, by dalej nurzać się w postkomunistycznej melancholii tej części świata.

Fenomen Stasiuka jest właściwie trudny do opisania, bo przecież niemal wszystkie jego książki są o tym samym, a jednak za każdym razem czyta się je dobrze, na jednym oddechu i tak jakby opowiadano nam tę historię po raz pierwszy. Fakt, zmienia się nieco krajobraz, choć częstokroć największą różnicą jest nazwa miejscowości, bo reszta, bez względu na to, czy chodzi o Ukrainę, Rosję, Rumunię czy Kazachstan, wcześniej czy później zlewa się w jeden dość nieforemny kształt, w którym to historia i geografia biorą górę nad człowiekiem, obracają nim w rękach dowolnie jak szmacianą lalką. W „Osiołkiem” Stasiuk nie podróżuje, żeby zwiedzić świat, bo wie, że ten nie ma nic szczególnego do zaoferowania. Celem podróży jest brak celu, motywacją – chęć lepszego poznania własnych myśli i emocji, dowiedzenia się jakie myśli przychodzą, gdy nic się nie dzieje. Setki, nawet tysiące kilometrów, aby swobodnie pomyśleć, poobcować nie tyle z inną kulturą, co z samym sobą, ze swoimi wyobrażeniami o świecie.

No więc pewnie po pięćdziesiątce przyszła mi do głowy cała ta jazda. Z wiekiem. Przed rokiem. Gdy wydrapaliśmy się hondą stepwagon na trzy tysiące metrów i zaczęły się zaspy. Był początek lipca. Jurty wyglądały jak kretowiska pod śniegiem. Już w dole trochę prószyło i kierowca zatrzymał się przy swojej chacie na przedmieściach Naryna, żeby zabrać łańcuchy. Ale jakoś szło bez zakładania. Może to była wersja 4×4? Nie pamiętam. Dzielny biały vanik. Ślizgał się, kręcił kanciastym kuprem, ale szedł. Śnieg był świeży i mokry. Pod spodem płynęła żółtawa woda. Osły i owce stały bezradnie w bieli. Kilku facetów próbowało wypchnąć zakopaną ładę. Więc niewykluczone, że tam przyszło mi do głowy, żeby zrobić to samemu. Pojechać najdalej, jak tylko się da, i wrócić. Niespecjalnie się przejmując, dokąd właściwie się jedzie.Gdzieś do Azji. Że już nie można dalej, bo Chiny na przykład, a tam się własną furą nie wjedzie i bez chińskiego prawa jazdy. Tak to miałem wymyślone. Żeby się kawał świata przesunął za oknem. Żeby obce powietrze wpadało przez opuszczoną szybę. Żeby nieznany kurz się zbierał. Żeby nie było wiadomo, jak to się skończy. Żeby było jak kiedyś, gdy wsiadało się do autobusu, potem do następnego i następnego, żeby znaleźć się w obcej części miasta. Albo jeszcze po ciemku do podmiejskiego pociągu, żeby oglądać zimowy brzask w Skierniewicach.                                                                                                                                                                                                                                                                Andrzej Stasiuk „Osiołkiem”

My również wsiadamy do wysłużonego, lecz ciągle wiernego Osiołka – samochodu pisarza, który w tej książce pełni nie mniej ważną rolę, co refleksje zrodzone w podróży – i ruszamy „w ciemność”, czyli w Rosję i do Azji. U Stasiuka opis samej drogi liczy się znacznie bardziej niż opowieści o napotkanych mieszkańcach, ci w końcu, tak jak my wszyscy, są niczym wobec ogromu i niesamowitości przestrzeni jaką zamieszkują. Autor nawet nie próbuje bawić się w reportera i edukatora. Szczerze wyznaje, że to bardzo egoistyczna wyprawa, podyktowana chęcią zobaczenia na własne oczy tego, co niby znajome a przecież tak obce. Zobaczenia, bo nawet nie zrozumienia, Rosji wszak zrozumieć się nie da i nawet sami Rosjanie nie do końca ją pojmują, ale wierzą w jej wielkość i właśnie to pozwala jej trwać. To tylko jedna z refleksji autora wspaniałego „Wschodu”, których w „Osiołkiem” też nie zabrakło.

„Osiołkiem” Andrzej Stasiuk

Jeśli szukać źródła wyjątkowość tej prozy znalazłoby się ono chyba w bezbłędnym połączeniu bezpośredniości i szczerości autora (Stasiuk i tu nie waha się używa wulgaryzmów, wylewać własnych frustracji etc.) oraz wyszukanej metafory literackiej. „Osiołkiem” niezbicie dowodzi, że ten sam, ciągnący się kilometrami krajobraz, można opisać na wiele różnych sposób i uczynić go najbardziej interesującym zjawiskiem na świecie, nawet jeśli jest to tylko trawa lub kępy suchych krzaków. Pisarz łączy to, co przyziemne z nieodgadnionym i wzniosłym, mistykę z uciekaniem przed „psiarnią” i sikaniem na poboczu. Pozwala sobie też na dosyć kontrowersyjne komentarze na tematy politycznie drażliwe, jak smoleńskie sacrum, które mogłyby pewnie zdenerwować aktualną władzę, gdyby tylko ta miała zwyczaj sięgać po książki Stasiuka. Na całe szczęście dla niej widocznie nie ma.

Z Brańska do Srańska. Z Wołowca do Saratowa. Żeby na mapie dało się przeczytać. Dopiero jak powiesz: „W Srańsku byłem, w Saratowie”, to wszyscy: „Aaaaa, w Srańsku!”. Cel się liczy. Jak u tego szczyla na granicy. I żebyś jeszcze szczególną i ogólną sytuację naświetlił oraz przytoczył barwne opowieści z życia miejscowych ludów, tak żeby był koloryt plus uniwersalne wartości. Tak sobie elektorat wyobraża. Że po to się jeździ. Żeby im nudę odganiać. Sraczkę masz, pocisz się, dupa cię boli, a oni chcą, żeby ich zabawiać, bo na tiwi to już są za inteligentni i trzeba im prawdziwej prawdy. Żeby mieli edukacyjnie odhaczone. A tu ni chu-chu. Gorąco jest, duszno, psiarnia się czai, znaków nie ma i tylko ta tania benza poprawia humor. Daleko jest i w gruncie rzeczy donikąd. Przestrzeń się przesuwa. O karoserię ociera, a jak okno uchylisz, to i na ciele czuć. W głąb się jedzie. Żeby się rozstępowało i zaraz zasklepiało. Prawie nic się nie da o tym opowiedzieć, a z jakiegoś względu nie można się od tego uwolnić. Nieskończoność, którą się żywi licznik kilometrów.                                                                                                                                                                                                                                                 Andrzej Stasiuk „Osiołkiem”

Po skończeniu tej książki nasunęły mi się dwie refleksje. Pierwsza, zapewne mało oryginalna, że „Osiołkiem”, bardziej niż o Rosji i Kazachstanie jest o Polakach, którzy zupełnie nie radzą sobie z ich wymuszoną (przez umowy międzynarodowe), a może wręcz przeciwnie wyproszoną europejskością („Przez ostatnie dwadzieścia pięć lat zakosztowałem wolności i wystarczy. Głównie to było merdanie ogonem i czekanie, czy cię pochwalą, że już spełniasz warunki.”), będącą poniekąd wbrew ich naturze. Dla Stasiuka bowiem nasza mentalna przynależność do Wschodu jest oczywista, a frenetyczna ucieczka na Zachód w ostatecznym rozrachunku na niewiele się tutaj zda. Druga refleksja natomiast dotyczyła samego autora. Z każdą kolejną jego książką mam coraz bardziej nieodparte wrażenie, że to właśnie Stasiuk przejdzie do historii literatury polskiej jako pisarz, który najlepiej zgłębił, co znaczy być Polakiem początku XXI wieku, ponieważ nie zadowala się wyłącznie zewnętrznym opisem zjawisk, a dociera prosto do trzewi, unikając przy tym nachalnego moralizatorstwa.

„Osiołkiem” Andrzej Stasiuk.

Osiołkiem

Andrzej Stasiuk

Wydawnictwo Czarne

2016

.

 

Może Cię również zainteresować:

  • A mnie po tej recenzji naszła jeszcze jedna refleksja 🙂 Uwielbiam Andrzeja Stasiuka i wszystko co wyszło z pod jego pióra czytam i się zachwycam za każdym razem, ale odkąd przeczytałem cytowaną tu przez Ciebie recenzje Wschodu lubię czytać jak o nim piszesz 🙂 wprawdzie zamieściłas tylko te dwie, ale w obu oddajesz wszystko tak, że czuje się w tym pokrewieństwo dusz 🙂 a za ostatnie zdanie tej recenzji to już w ogóle Ewelina Cię uwielbiam. Mam nadzieję, że nadejdą takie czasy, że Polacy zaczną czytać Stasiuka i doceniać , bo jak narazie robi to świat. To tak jak z muzyką Vadera czy Behemotha 😀 i dobrze że władza nie czyta jego książek bo szkoda ich czasu z tymi horyzontami myślenia i brakiem wrażliwości widocznymi w bezdusznych często decyzjach…

    • Dziękuję! Rzeczywiście, nie ukrywam, że ostatnie książki Stasiuka wywołują we mnie jakiś rodzaj przeżyć, których nie udaje się sprowokować innym autorom. Może to przez ten paradoks, że żyję w kraju tak innym od Polski i gdy czytam Stasiuka nagle wszystko zaczyna mi się wydawać dużo bardziej relatywne i cieszy mnie ta perspektywa kogoś kto na obie rzeczywistości może spojrzeć z dystansu, który właśnie jego książki mi zapewniają. Mimo wszystko, mam taki „fetysz”, że Stasiuka czytam tylko w Polsce. Tam jakoś wszystko, co napisał brzmi dosadniej i bardziej prawdziwie. 😀

  • Karolina Nos-Cybelius

    Była niedawno w Lidlu 😉 Kusiła, prawie wzięłam, ale wolę jednak kupić w sprawdzonej ksiegarni internetowej przy okazji większych książkowych zakupów i parę groszy taniej 😉 Mam ze Stasiuka zaległości, bo to bardzo płodny autor, ale uwielbiam „Jadąc do Babadag”, więc to tylko kwestia czasu kiedy dorwę się do „Osiołkiem”. Już pierwszy akapit Twojej recenzji zrobił mi ogromnego smaka na tę książkę. Uwielbiam literaturę i filmy drogi… Ten klimat, ruch, odkrywanie nieznanego a jednocześnie poznawanie siebie… Się rozmarzyłam 😉

    • Na pewno Ci się spodoba! Ja uwielbiam „Wschód” a „Osiołkiem” też trzyma poziom. Stasiuk w najwyższej formie! 🙂