Film

Mój król. Maïwenn o miłości

26 marca 2016
Moja milosc Maiwenn

Kiedy po raz pierwszy obejrzałam zwiastun nowego filmu Maïwenn „Moja miłość” wiedziałam, że po pierwsze, jest to film, który koniecznie muszę zobaczyć, po drugie, jest to film dobry, a może nawet bardzo dobry. W tym wypadku krótki montaż kilku scen z hipnotyzującym podkładem muzycznym, gdzie na koniec padają wyłącznie dwa krótkie zdania, doskonale oddaje charakter obrazu i skutecznie wzbudza zainteresowanie historią u widza.

„Moja miłość” to kolejny po „Poliss” fabularny film francuskiej modelki i aktorki Maïwenn, która udowadnia tym samym, że ma do zaoferowania znacznie więcej niż oryginalną fizjonomię i potrafi opowiadać historie, w dodatku historie trudne i nieoczywiste, bez ani jednej fałszywej nuty. W 2011 roku, w nagradzanym „Poliss” Maïwenn przedstawiała pracę i życie prywatne specjalnej jednostki francuskiej policji zajmującej się ściganiem podejrzanych o pedofilię, w „Mojej miłości” zwraca uwagę na problem związków, w których miłość nie jest wyłącznie synonimem euforii i morza czułości.

Film francuskiej reżyserki nie jest oczywiście pierwszym obrazem o tzw. trudnej czy toksycznej miłości, ale zdecydowanie należy do najlepszych w swojej kategorii. Przede wszystkim dlatego, że unika łatwego podziału na czarne i białe, co zresztą jest według mnie mocną cechą nie tylko tego filmu, ale i całego współczesnego francuskiego kina obyczajowego.

Mon Roi Moja Miłość

Historia jest wręcz banalna, wciąż młoda adwokatka Tony, grana przez Emmanuelle Bercot, spotyka w nocnym klubie charyzmatycznego mężczyznę, który każdego potrafi owinąć sobie wokół palca. Giorgio (Vincent Cassel), jest lekkoduchem, królem życia w pełnym znaczeniu tego słowa. Dzięki niemu nawet mało pociągająca, prozaiczna wyprawa do apteki staje się absolutnie komicznym wydarzeniem. Tak właśnie, w bardzo krótkim czasie, oczarowana jego oryginalnością i spontanicznością Tony zdaje sobie sprawę, że nie potrafi już się bez niego obejść. Tu oczywiście zaczynają się problemy, ponieważ, jak w każdym związku, z czasem Giorgio ujawnia swoją drugą twarz – jak tylko udaje mu się przywiązać do siebie młodą kobietę, zaczyna od niej uciekać i wystawiać ją na coraz trudniejsze próby.

To mężczyzna, który nie idzie na kompromisy i nie zamierza rezygnować z dotychczasowego rozrywkowego życia dla kobiety czy nawet rodziny. Jednego dnia ubóstwia ją i płacze ze szczęścia na wiadomość o ciąży partnerki aby niedługo później wyprowadzić się do mieszkania obok, w którym ta odnajdzie go w łóżku z inną. Emocjonalna karuzela, raz puszczona w ruch, wydaje się niemożliwa do zatrzymania. Na jaw wychodzą również inne jego kłopoty i uzależnienia. Jest już jednak za późno, ponieważ Tony kocha Giorgia i ta miłość czyni ją od niego całkowicie emocjonalnie zależną. Do tego stopnia, że każda burza, największa nawet zniewaga czy agresja, jest do przetrwania jeśli po niej pojawi się tęcza i ukochany wróci aby znów raczyć Tony swoimi dowcipami.

Genialnie skonstruowane i zagrane role obydwojga bohaterów ani na chwilę nie pozwalają widzowi na oderwanie uwagi. Oglądając to, co dzieje się na ekranie przeżywamy ten burzliwy związek razem z nimi. Co więcej, nie tylko potrafimy się wczuć w emocje głównej bohaterki, która patrzy na swoje małżeństwo z perspektywy czasu, zamknięta w ośrodku rehabilitacyjnym po kontuzji odniesionej na stoku, ale także jesteśmy w stanie „rozgrzeszyć” Giorgia. Mimo wszystkich jego wad i niesprawiedliwości jakie wyrządza swojej partnerce, nie sposób go nie lubić, nie śmiać się z jego żartów, a może nawet nie podziwiać. Cassel bezbłędnie odgrywa uwodzicielskiego potwora, który niemal w tej samej minucie rozświetla i niszczy życie swojej partnerki a gdy ta robi mu wyrzuty spokojnie odpowiada: „Wiedziałaś przecież, że mam życie towarzyskie, nie znalazłaś mnie w bibliotece.”

Mon Roi

Dramat w filmie polega na tym, że to historia dwojga ludzi, którzy się kochają, choć każde na swój sposób, i którzy wzajemnie doprowadzają się do szaleństwa. Do tego stopnia, że nie mogą ze sobą wytrzymać. Gdy w końcu Tony żąda rozwodu podsumowuje ich związek słowami : „Ani ty, ani ja nie stanowimy problemu. Problemem jesteśmy my razem.” Lecz jak można się domyślić, rozwód to nie koniec emocjonalnej przepychanki.

Warto ten film obejrzeć również dla wątków pobocznych, w które osnuta jest historia głównych bohaterów – troska o siostrę i ambiwalentny stosunek brata Tony, świetnie zagranego przez Louis Garella, wobec Giorgio czy przyjaźń między doświadczoną przez życie prawniczką a grupą młodych chłopaków, których ta spotyka w kurorcie i dzięki, którym udaje jej się nabrać dystansu do trudnej przeszłości.

Szkoda tylko, że polski dystrybutor zdecydował się na modyfikację tytułu filmu na „Moja miłość” z oryginalnego „Mon roi” (Mój król). Decyzja była zapewne podyktowana chęcią przyciągnięcia szerszej widowni i pewnego uproszczenia. Według mnie jednak, oryginalny tytuł dużo lepiej oddaje treść i charakter filmu. To nie jest po prostu historia o miłości, to przede wszystkim historia o uzależnieniu od niej, o uzależnieniu od drugiego człowieka, który przestaje być partnerem a staje się panem i władcą, spod jarzma, którego trudno się wyzwolić, a nawet jeśli, nie obywa się bez ciężkich ran.

maiwenn mon roi

.

Moja miłość

reż. Maïwenn

Francja

2015

.

Follow my blog with Bloglovin

Może Cię również zainteresować: