Książka

Wcale nie tak słodko. „Mleko i miód” Rupi Kaur

21 marca 2017
„Mleko i miód” Rupi Kaur

Chyba każdy bibliofil posiadający konto na Instagramie i śledzący zagranicznych miłośników literatury przynajmniej raz widział jakieś ich zdjęcie z tomikiem „Mleko i miód” Rupi Kaur. Najczęściej ich autorkami i bohaterkami są młode kobiety, może nawet nastolatki, niekoniecznie pochłaniające książki kilogramami. Skąd więc fenomen tej niepozornej publikacji w mediach społecznościowych i wśród zachodnich czytelników? Czy rzeczywiście warto było przekładać ją na język polski czy jest to po prostu dobry refleks wydawcy, który wyczuł, że na popularności Rupi Kaur można zarobić? Przeczytałam „Mleko i miód” i wbrew temu, co może się niektórym wydawać, nie będzie to wpis pełen sarkazmu i krytyki. Mało tego, powiem Wam dlaczego warto zwrócić na ten tomik uwagę, nawet jeśli niekoniecznie jest w Waszym guście.

Zacznijmy od postaci samej autorki, która jest tu tak naprawdę kluczowa. Jej popularność wcale nie zaczęła się od tej publikacji, wręcz przeciwnie, jak to coraz częściej w dobie Internetu bywa, najpierw stała się sławna na portalach społecznościowych. A to z kolei za sprawą „kontrowersyjnego” zdjęcia opublikowanego przez nią na Instagramie i oczywiście natychmiast usuniętego przez moderatorów. To „absolutnie nieakceptowalne” zdjęcie przedstawiało chyba największe tabu współczesnego świata, czyli krew menstruacyjną, a konkretnie Rupi Kaur leżącą na boku, tyłem do widza, w pozie eksponującej splamiony krwią dół od pidżamy. Po tym jak Internet zawrzał, Instagram w końcu zaakceptował nieszczęsne zdjęcie, a o jego autorce zrobiło się głośno. Ośmielona wsparciem i zainteresowaniem obserwatorów Kaur zaczęła publikować również swoje krótkie utwory i tak z czasem powstał tomik „Mleko i miód”, którego wydanie stało się możliwe dzięki zainteresowaniu samych odbiorców, czy w tym przypadku odbiorczyń.

„Mleko i miód” Rupi Kaur

Jedno z pierwszych pytań i wątpliwości jakie powstają, gdy mowa o zbiorze „Mleko i miód” to kwestia nazywania tych tekstów poezją. Pojawiają się głosy, że krótkim i nierzadko dosyć naiwnym zdaniom Kaur daleko do prawdziwej poezji. Niewątpliwie nie należy porównywać jej prób z dziełami klasyków, czy najlepszych poetów współczesnych, ale z drugiej strony, jeżeli Jaś Kapela może być dziś uznawany za poetę (żeby nie było, cenię sobie postać i jego aktywność w KP, ale przeczytajcie jakiś jego wiersz) to czemu nie taka Rupi Kaur, która też ma coś do powiedzenia na ważne tematy i dość osobliwy sposób ekspresji. Ponadto w XXI wieku trzymanie się tradycyjnej definicji poezji jest raczej bezsensowne, a to, czego młodej Kanadyjce hinduskiego pochodzenia na pewno odmówić nie można to umiejętność adaptowania poezji do młodego odbiorcy właśnie. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że gdyby nie Kaur część nasto-, a być może i dwudziestoparolatków, o poezji współczesnej by nie słyszała jest to pewne osiągnięcie, zwłaszcza że autorka raczej nie pisze o rzeczach prostych i przyjemnych.

Tomik „Mleko i miód” jest podzielony na cztery części odnoszące się do doświadczeń, które prędzej czy później pojawiają się w życiu każdego człowieka: cierpienie, kochanie, zrywanie, gojenie. Kaur jest oczywiście kobietą i to właśnie z punktu widzenia kobiety, najpierw dziewczynki potem nastolatki wchodzącej w dorosłość, opisuje każde z nich. W jej wierszach dziecięce traumy, takiej jak trudności w komunikacji z ojcem czy nawet molestowanie seksualne, przeplatają się z refleksjami na temat kobiecości, zmysłowości i miłości – nie tylko tej romantycznej, ale i jak najbardziej fizycznej. Młoda autorka otwarcie opowiada o satysfakcji jaką kobieta może czerpać z seksu, o potrzebie poznania siebie i swoich pragnień zanim pozwolimy komukolwiek innemu nas poznawać. Z drugiej jednak strony, wspomina również momenty słabości i naiwności oraz cierpienie jakie po okresie miłosnego uniesienia w zdawałoby się udanym związku przyniosło jej zerwanie. Kaur nie pozostawia bez komentarza również kwestii rasy i wszelkich innych różnic, wciąż używanych przez niektórych jako broni w debacie publicznej. Według autorki zbioru te podziały nie mają sensu, bo kobiety są silne i piękne oraz równie wartościowe co mężczyźni, bez względu na kolor skóry, pochodzenie czy odebraną edukację.

„Mleko i miód” Rupi Kaur

Tak, Kaur niejednokrotnie zdarza się odkryć oczywistość, powtórzyć jakiś frazes, opisać to, co dawno już opisane, sama w końcu jest bardzo młoda, ale co z tego, jeśli dzięki temu pokaże czytającym ją nastolatkom i młodym kobietom jakieś nowe drzwi. W dodatku, nie dajcie się zwieść, niektóre próbki poetyckie w jej wydaniu mają prawdziwy potencjał. To nie jest E. L. James ani Paulo Coelho, do którego uparcie porównują ją anty-fani. Owszem, „Mleko i miód” raczej nic nie wniesie w życie wyrobionego czytelnika, jeszcze mniej w życie oczytanej feministki czy feministy. Co najwyżej przysporzy go/ją o lekko pobłażliwy i nostalgiczny uśmiech, jeśli przy odrobinie dobrych intencji, zamiast fukać na Kaur, wróci myślami do czasów swojej własnej młodzieńczej naiwności i egzaltacji. Jednak jeśli po ten tomik sięgnie nastolatka, a jak wiadomo większość z nich to osoby niemal rozpaczliwie szukające wzorców do naśladowania, to „Mleko i miód” może pokazać jej, że pewne doświadczenia i uczucia są normalne nawet jeśli wydają się dziwne lub wstydliwe. A to już bardzo dużo. Innymi słowy, gdybym miała młodszą siostrę, która stałaby przed wyborem uczenia się o życiu z tekstów Nicki Minaj lub tych publikowanych przez Rupi Kaur zrobiłabym wszystko, by zainteresować ją tą książką.

Ostatnia rzecz, o której mało kto wspomina – siła tego zbioru tkwi nie tylko w tym, że trafia do młodej czytelniczki, ale także w symbiozie tekstu z obrazem. Części z wierszy towarzyszą bowiem rysunki autorki, bardzo proste, szkicowe, ale wymowne. Czasami zdają się tekst wyłącznie ilustrować, ale bywa, że w ciekawy sposób go uzupełniają. Cała szata graficzna książki, dobrze zachowana przez polskiego wydawcę (chwała mu za to), również jest bardzo oszczędna i świetnie współgra z treścią. Ponadto dodatkowe brawa należą się Wydawnictwu Otwarte za przygotowanie wydania dwujęzycznego.

W ramach podsumowania powiem tylko, że uważam iż nie należy zbyt pochopnie skreślać tej publikacji, bez względu na to jakie są jej źródła i ewidentnie słabsze strony. Radziłabym podejść do niej bez uprzedzeń, zwłaszcza jeśli w Waszym otoczeniu jest jakaś młoda osoba, która nie radzi sobie z kryzysem wieku nastoletniego, a bardziej niż typ mola książkowego reprezentuje standardowego młodego pochłaniacza popkultury. „Mleko i miód” może być pierwszym kamieniem, który wskaże jej drogę do bardziej ambitnych lektur.

„Mleko i miód” Rupi Kaur.

Mleko i miód

Rupi Kaur

tłum. Anna Gralak

Wydawnictwo Otwarte

2017

.

Może Cię również zainteresować: