Książka

„Miasto Archipelag” Filip Springer

18 grudnia 2016
„Miasto Archipelag” Filip Springer

Filip Springer stał się w ostatnich latach niekwestionowaną gwiazdą polskiego reportażu, a sztukę pisania o relacji człowieka z architekturą i przestrzenią miejską opanował, jak mało który rodzimy autor. Wydana jesienią tego roku książka „Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast” to kolejny już projekt ambitnego reportera, w którym na losy Polaków patrzy on poprzez losy polskich miast i ich urbanistykę. Tym samym dobitnie udowadnia, że, co prawda, to człowiek kształtuje otaczającą go przestrzeń, ale równie często ta przestrzeń kształtuje także człowieka i potrafi znacznie wpłynąć na jego postrzeganie rzeczywistości, a nawet na to jak wyobraża sobie swoją przyszłość. W „Mieście Archipelag” obiektem zainteresowania Springera stają się byłe miasta wojewódzkie, które utraciły ten status w wyniku reform administracyjnych i do dzisiaj borykają się ze skutkami tych odgórnie podjętych decyzji. Pojawia się więc pytanie: dlaczego warto interesować się mniejszymi miastami? A Springer, jak to Springer, ma na nie dobrą odpowiedź.

I od tej odpowiedzi zacznę, chociaż w książce nie pada ona ani razu w sposób dosłowny, przebija jednak z każdej strony, z każdej kolejnej historii. Wbrew pozorom odpowiedź jest bardzo prosta i brzmi: „Bo to jest prawdziwa Polska.” Z całym szacunkiem dla Warszawy i dających się wyliczyć na palcach jednej ręki, góra dwóch, kilku pozostałych dużych polskich miast, wszyscy wiemy, że nie są one zbyt reprezentatywne dla poziomu życia i problemów przeciętnego Polaka. To właśnie średnie i małe miasta, do których zaliczają się byłe stolice nieistniejących już województw, jak w soczewce skupiają ambicje i rozczarowania lokalnej ludności – nadal przyciągają i napędzają mieszkańców okolicznych, jeszcze mniejszych miasteczek i wsi, ale też odstraszają co bardziej ambitnych obywateli widmem lokalnego marazmu, groźbą utknięcia w przeszłości podczas, gdy cały świat gna do przodu.

"Miasto Archipelag" Filip Springer

Widok, Skierniewice – 20 października 2015, miastoarchipelag.pl

W ramach projektu „Miasto Archipelag” (w którego skład wchodzi też blog o tej samej nazwie) Springer przemierzył Polskę wzdłuż i wszerz, niestrudzenie zamieniając ciasne busy na rozklekotane Jelcze i zatrzymujące się w szczerym polu pociągi, co pozwala powiedzieć, że nie tylko nasz kraj poznał, ale i go doświadczył, na własnej skórze. A, nie ma się co oszukiwać, jest to doświadczenie często bolesne i przygnębiające, które i ja znam z moich corocznych powrotów do ojczyzny, bo wylądowanie na lotnisku w Warszawie to dla mnie dopiero początek „prawdziwej” podróży, która z wygodą samolotu i TGV nie ma absolutnie nic wspólnego, a ostatecznym jej celem jest właśnie jedno z miast „archipelagu”. Dlatego też u Springera najbardziej cenię jego osobisty ton i ciągłe poczucie obecności (świetny pomysł z krótkimi i treściwymi etiudami „Z drogi” przeplatającymi kolejne rozdziały). To reporter, który zdecydowanie nie stara się usunąć w cień, nie udaje, że da się opisać miasto obiektywnie i całościowo. Wręcz przeciwnie, jest całkowicie świadom, że to dokąd zawędruje i kogo spotka w dużej mierze zależy od pierwszej osoby, na którą w danym mieście trafi. W końcu to ludzie tworzą topografię każdego miasta, a ile osób tyle map – ta fizyczna jest więc wyłącznie umownym punktem odniesienia, lecz ma „niewiele wspólnego” z rzeczywistością. Poza tym autor otwarcie dzieli się swoimi odczuciami, frustracjami i, niestety nieco rzadziej, małymi zachwytami. Bywa wulgarny, ale też błyskotliwie autoironiczny, niekiedy nawet poetycki.

Rozpoczynam podróż, tak jak trzeba, od mapy. Tak lubię najbardziej. Moc map tkwi w tym, że nie zaznaczono na nich ludzi. Przestrzeń jest w nich sprowadzona do dwóch wymiarów, ale można ją sobie przynajmniej wyobrażać bez przeszkód. Nikt nie zaburza obrazu. Drogi, ulice, place, całe wsie, a nawet miasta są idealnie puste, a przez to czytelne. Obcowanie z mapą to obcowanie z przestrzenią, którą ma się całkowicie na własność. Można z nią zrobić, co się chce. Mapa łudzi wolnością, obiecuje swobodę, zwalnia z obowiązków. Im jest dokładniejsza, tym łatwiej jej uwierzyć.                                                                                                                                                               Jest tylko jeden problem – wszystkie mapy kłamią. Tak było od ich samego początku.                                                                                                                                                                                       Filip Springer „Miasto Archipelag”

Ten kto po „Mieście Archipelag” spodziewa się linearnej narracji, odrębnych rozdziałów poświęconych każdemu miastu z osobna i spójnej analizy faktów historycznych i społeczno-politycznych raczej będzie rozczarowany. Springer tylko z rzadka zatrzymuje się na dłużej na jednym mieście, czy dzielnicy. Zazwyczaj bardzo szybko przechodzi do innych przykładów, które niekiedy służą jako porównanie dla sytuacji w mieście A, innym razem natomiast mają na celu ukazanie różnorodności, odmienności polskiego pejzażu miejskiego. Ten zbiór jest raczej mozaiką złożoną z odłamków, na które reporter natknął się w trakcie swoich podróży. Na ułożony przez niego obraz składają się jednak nie tylko miejsca, ale i ludzie – postaci mniej i bardziej ekscentryczne, ale w większości na długo zapadające w pamięć, stanowiące pewnego rodzaju łącznik między przeszłością i teraźniejszością miasta, niektóre z nich próbują też na szczęście wybiegać w jego przyszłość.

„Miasto Archipelag” daje dosyć fragmentaryczną, zdecydowanie impresyjną wizję byłych miast wojewódzkich, ale Springerowi dobrze udaje się uchwycić ich mentalność i główne problemy, które dla większości z opisywanych miast są wspólne – brak środków na rozwój, zniechęcenie i zerowe poczucie sprawczości, a czasami wręcz otwarte poczucie krzywdy, opuszczenia przez państwo. Oczywiście wniosek końcowy jest raczej pesymistyczny, ale reporter nie skupia się wyłącznie na negatywach. Wśród tych kilkudziesięciu tekstów pojawiają się również portrety ludzi szczerze zaangażowanych w kształtowanie przestrzeni przyjaznej do życia, ufających w sens pozostania w małym mieście i zmieniania go na lepsze. Ta książka, nawet jeśli jest dosyć przygnębiającą diagnozą dla polski mniejszych miast, mogłaby stać się prawdziwą jaskółką zmian, gdyby tylko odpowiednie osoby przeczytały ją uważnie i wyciągnęły głębsze wnioski.

„Miasto Archipelag” Filip Springer.

Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast

Filip Springer

Wydawnictwo Karakter

2016

.

Może Cię również zainteresować:

  • Przyznam szczerze, że tak samo jak kusi mnie Filip Springer i jego reportaże i tą właśnie książkę mam na uwadze w pierwszej kolejności, tak jakoś do tej pory odkładam i wciąż przekładam tą lekturę. Myślę, że wynika to z tego, że obawiałem się iż ciężko będzie znaleźć u niego ludzi i ich historie, a bardziej skupiać się będzie na historiach miejskich krajobrazów. Twoja recenzja uspokoiła mnie, że nie mam się czego obawiać, a przede wszystkim te fragmenty o osobistym zaangażowaniu, dzieleniu się opiniami, ffustracjami. Takich reporterów właśnie lubię!

    • Osiński, nic się nie bój. Jeżeli Springer coś potrafi, to pięknie opowiadać. Nawet jego „13 pięter” czyli reportaż o mieszkalnictwie i kredytach, jest tak naprawdę historią o ludziach, ich marzeniach, porażkach i sukcesach, etc.

      • Teraz to tym bardziej jestem przekonany do Springera ! Dzięki wielkie, komu jak komu, ale Tobie wierzę w ciemno 🙂

        • To prawda, Springer ma talent do przedstawiania ludzkich historii w sposób prosty, a jednocześnie doskonale ilustrujący to, co chce powiedzieć o danym zjawisku społecznym czy fenomenie przestrzennym. Chyba stąd właśnie jego sukces. W każdym razie, polecam z czystym sumieniem! 🙂

  • Karolina Nos-Cybelius

    Ja jeszcze nic Springera nie czytałam. Wstyd okrutny, ale bywa, nie da sie przeczytać wszystkiego 🙁 Wczoraj rozmawiałam na ten temat z moim ukochanym i doszliśmy do wniosku, że o ile udałoby się – oczywiście rezygnując z pracy i zaszywając się na dwadzieścia godzin dziennie przed ekranem – obejrzeć wszystkie zaległe filmy od momentu powstania kina, o tyle z literaturą się to nie uda. Nigdy… O książce Springera oczywiscie już słyszałam i chyba jednak powinnam po nią sięgnać, bo mieszkam niedaleko jednego z takich właśnie miast… Czy Springer wspomina o Elblągu? Może dowiem się czegoś nowego o swojej okolicy… 😉

    • Wspomina, wspomina. Ja też dowiedziałam się czegoś nowego o moim mieście rodzinnym, a myślałam, że wiem już wszystko. 😀 Na pewno warto sięgnąć po ten reportaż. Polecam też „Wannę z kolumnadą”, jest równie dobra, a może nawet lepsza (opisy polskiego kiczu architektonicznego autorstwa Springera są obłędne). Co do niemożliwości nadrobienia wszystkich książek, które chce się lub „powinno” przeczytać – niestety, tak to już jest i chyba każdy bibliofil cierpi z tego powodu. 😉