Książka

Dzieci wojny. „Mała Zagłada” Anna Janko

22 września 2016
„Mała Zagłada” Anna Janko

Nie jest łatwo pisać o Zagładzie, zwłaszcza gdy pisze się z perspektywy ocalałego lub jego potomka. Jeszcze trudniej pisać o niej, gdy chodzi o dziecko, a właściwie o tysiące dzieci, które przeżyły wojnę, ale często wyszły z niej bez rodziców i z ogromną traumą. Poetka i pisarka Anna Janko podjęła wysiłek przywrócenia pamięci o dramatycznych wydarzeniach mających miejsce w 1943 roku na Zamojszczyźnie. Autorka opisała je ze szczególnym zwróceniem uwagi na losy dzieci, tych zabitych przez nazistów i tych, które ocalały, ale z Zagłady wyszły wewnętrznie martwe, jak Teresa, zwana przez bliskich Renią, matka autorki, a wówczas dziewięcioletnia dziewczynka, która straciła rodziców podczas akcji eksterminacji jej rodzinnych Soch przez hitlerowców.

W „Małej Zagładzie” osobista historia matki Janko jest początkiem i osią większej opowieści o wojennych losach regionu i przede wszystkim tamtejszych dzieci nieszczęśliwie urodzonych zaledwie kilka lat przed wojną lub w jej trakcie. Dzieci takich jak Renia, obudzonych pewnego ranka w pośpiechu przez matkę, by uciekać przed Niemcami palącymi wioskę i strzelającymi do ludzi, dzieci, które kilka chwil później obserwowały rodziców upadających od pocisku. W samych Sochach było ich kilkadziesiąt, w całej Polsce trudno policzyć. Okrucieństwo wojny dotarło do nich w jednej sekundzie (lub po latach, jeśli wcześniej dziecięcy umysł zdążył zepchnąć je do nieświadomości, by uchronić się przed szaleństwem) i pozostało pod powiekami już na zawsze.

„Mała Zagłada”

Od lewej: Kropka, Jaś i Terenia. Zdjęcie zrobione około rok przed pacyfikacją Soch. Foto: Archiwum autorki / Wydawnictwo Literackie

Nie tylko historia opowiadana przez Janko jest bardzo osobista. Narracja również przyjmuje mocno intymny charakter rozmowy z matką, wspólnego wspominania dramatu z jej lat dziecięcych, który naznaczył także córkę, mimo iż ta przyszła na świat dużo później. Autorka wielokrotnie powtarza, że nie chodzi jej wyłącznie o to, by pomóc matce przepracować to trudne doświadczenie, aby mogła spokojnie odejść z tego świata. W dużej mierze jest to autoterapia samej pisarki, pragnącej nie tyle zrozumieć, bo jak można zrozumieć takie okrucieństwo, ale oswoić wydarzenia, których nie była świadkiem, a które tak bardzo wpłynęły na całe jej życie i nadal tkwią pod skórą, przetransportowane w pamięci genów. W końcu robi to także dla swoich własnych dzieci w nadziei, że gdy zaczną interesować się rodzinną historią, w tak okropny sposób splecioną z wielką historią światową, znajdą w tej książce choć ułamek odpowiedzi na dręczące je pytania.

„Mała Zagłada”, mimo iż traktuje głównie o II wojnie światowej i jej dziecięcych ofiarach, nie stara się wynieść wyłącznie polskich i żydowskich dzieci na ołtarze. Janko wspomina także późniejsze konflikty w innych częściach globu – cierpienie dzieci afrykańskich i japońskich, a poniekąd także austriackich, czy niemieckich, tych które maltretowane latami przez nadzwyczaj surowych rodziców wyrosły na nieznających litości nazistów (wystarczy przywołać tu „Białą wstążkę” Michaela Hanekego, w której reżyser dał bardzo dobry obraz źródeł nazizmu w ówczesnym podejściu do wychowania najmłodszych). Z tego też powodu pojawiły się zarzuty wobec autorki, że zrównuje cierpienie dzieci w różnych sytuacjach, czego nie należy robić. Nie zgadzam się z tą opinią, bo dopóki w grę wchodzi mord, głód i opuszczenie trauma dziecka pozostaje traumą i dla każdego z nich jest zapewne tak samo dotkliwa.

„Mała Zagłada” Anna Janko

Sochy po pacyfikacji. Foto: Kolekcja zdjęć z II wojny światowej dr Marka Tuszyńskiego / Wydawnictwo Literackie

Natomiast muszę zgodzić się z innym zarzutem, który wielu czytelnikom i krytykom umyka, a jest bardzo istotny. „Mała Zagłada” ma swoją wartość jako indywidualne świadectwo i zapis swoistej autoterapii autorki borykającej się z dziedziczoną traumą, ale nie należy brać słów i opinii padających w tej książce za odnośnik w kwestii prawdy historycznej o Zagładzie. Prezentowane przez Janko spojrzenie na pewne sprawy, np. na polski antysemityzm, jest wyłącznie jej indywidualnym spojrzeniem, ukształtowanym przez historię rodzinną lub wyobrażenie o przedwojennej rzeczywistości Soch. Piszę o tym, ponieważ bardzo często autorka wyraża opinie, które nadzwyczaj dobrze pasują do przekonań przeciętnego Polaka na temat wojny, a niekoniecznie są w stu procentach zgodne z prawdą, jak choćby przekonanie, że antysemityzm Polaków był/jest rozdmuchiwany przez Zachód i Niemcy, aby odciążyć się z części winy za Holocaust. Szerzej o tym i o innych mankamentach „Małej Zagłady” pisze Olga Wróbel na stronie Krytyki Politycznej i choć nie jestem aż tak krytyczna wobec tej książki jak ona, uważam że w niektórych punktach ma sporo racji.

Niemniej, jeśli potraktujemy ten tekst jak poetyckie świadectwo rodzinnego i historycznego dramatu i nie damy się zwieść momentami bardzo pięknej, wzniosłej, ale bywa, że dosyć naiwnej formie opowieści, jest to książka warta uwagi. Samo podjęcie tematu i potraktowanie ofiar w sposób możliwie najbardziej indywidualny, a nie jak abstrakcyjne liczby zasługuje na słowa uznania. Jednak im bardziej oddalam się czasowo od lektury „Małej Zagłady”, która działa przede wszystkim na emocje i potrafi początkowo zmylić trzeźwo myślący umysł, tym bardziej zastanawiam się, czy rzeczywiście zasługuje ona na te wszystkie nagrody (niedługo być może również Angelusa). Ostatecznie myślę, że nie jest to najlepsza książka dla osób pragnących poznać więcej faktów na temat Zagłady, ale jeśli sięga po nią czytelnik świadomy pewnych rzeczy, będzie on w stanie oddzielić ziarno od plew i wynieść z lektury coś cennego.

„Mała Zagłada” Anna Janko.

Mała Zagłada

Anna Janko

Wydawnictwo Literackie

2015

.

.

Może Cię również zainteresować:

  • O kurczę, a widziałam same zachwyty nad tą książką! I jeszcze dostała tyle nagród.

    • Myślę, że to kwestia tematu, niektórzy chyba obawiają się krytykować tak „słuszną książkę”, w dodatku mówiącą o bardzo osobistym dramacie. Co do nagród, mam mieszane uczucia, może działa tu podobny mechanizm i wartość emocjonalna oraz literacka bierze górę.

      • Tego właśnie nie lubię. Gdy ze względu na temat unika się krytyki albo chwali na wyrost. Po książkę sięgnę, bo uwielbiam mieć własne zdanie, ale mój entuzjazm zdecydowanie opadł. I po raz kolejny przypomniałam sobie, że nagrody nie zawsze dostają wybitne książki. 😉

        • Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii o tej książce! Ja, tak jak wspominałam, w trakcie lektury byłam pod dosyć dużym wrażeniem (zwłaszcza że „Mała Zagłada” mówi o wydarzeniach mających miejsce w moim rodzinnym regionie!), ale gdy przeanalizowałam ją na chłodno kilka dni później pojawił się jednak ten zgrzyt, o którym piszę w recenzji. Zobaczymy jakie będą Twoje odczucia. 🙂

  • Karolina Nos-Cybelius

    Tym razem, po raz pierwszy, daruję sobie wpisanie recenzowanej przez Ciebie książki na listę „koniecznie przeczytać”. Chyba mam na razie dość historii przemocy, wojny i gwałtu. Przeczytałam w tym tygodniu „Ciemno, prawie noc” i dobiłam się filmem „Róża”. Sama sobie zafundowałam kilka dni depresji… Cierpiące dzieci, cierpiące kobiety, ludzka brutalność i zezwierzęcenie jakie mi się nawet nie śniło – i książka Bator i film Smarzowskiego są tego pełne. Poleciłabyś mi dla odmiany coś optymistycznego. Lekturę z humorem, która pokazuje, że świat nie jest tylko zły. Rzadko mam takie prośby, bo lubię się nurzać w koszmarach, ale to wyjątkowa sytuacja 🙂 P.S. Kocham Hanekego. Wszystkie jego filmy po kilka razy oglądałam. Choć też są okropne i dołujące…

    • „Ciemno, prawie noc” nie czytałam, a „Róża” rzeczywiście jest filmem ciężkim, więc wierzę, że po takiej dawce przemocy może się odechcieć trudnych lektur i filmów. Jeśli chodzi o książki lekkie, rzadko po takie sięgam, ale ostatnio przeczytałam „Książkę o czytaniu” Justyny Sobolewskiej, która co prawda nie jest fabułą, lecz zgrabnie skomponowanym i lekkim zbiorem tekstów o nawykach czytelniczych i obchodzeniu się z książkami (ze sporą dawką informacji o czytelniczych fetyszach samych pisarzy). Jeśli, tak jak ja, jesteś fanką literatury o literaturze to „Książkę o czytaniu” powinna Ci się spodobać i sprawić niemałą przyjemność w trakcie lektury. Może niedługo napiszę tu o niej nieco szerzej. 😉

  • Wybierasz trudne emocjonalnie tytuły, często naprawdę mocne i nie dające spać po nocach. Czytanie o cierpiących dzieciach mogłoby być ponad moje siły, choć widzę, że sama forma opowieści jest nieco niepewna. Pomyślę nad jej lekturą. Pozdrawiam! 🙂

    • Trudne tytuły to moja czytelnicza „specjalność”. 🙂 Wielu bliskich i znajomych dziwi się, że jestem w stanie je wszystkie udźwignąć, ale te lżejsze powieści często mnie nie przekonują. Może po prostu dotąd nie trafiłam na książki o lżejszej tematyce, które zachwyciłyby mnie formą, a tym bardziej treścią, ale wszystko jeszcze przede mną. Pozdrawiam! 🙂