Film

Wielki Godard w gabinecie luster. „Le Redoutable” Michel Hazanavicius

5 września 2017
„Le Redoutable” Michel Hazanavicius Godard recenzja

Ta recenzja jest tak bardzo przedpremierowa, że film, o którym piszę nie tylko nie ma jeszcze polskiej daty premiery i nie wiadomo w ogóle, czy będzie w Polsce wyświetlany, ale nie wszedł jeszcze nawet na ekrany we Francji, kraju produkcji. Prawie jak relacja prosto z Cannes. Prawie. Niemniej festiwal w Cannes pojawia się tu nieprzypadkowo, bo tam właśnie „Le Redoutable”, o którym mowa, ujrzał światło dzienne i po raz pierwszy podzielił publiczność. Jedni chwalili pomysłowość i zadziorność reżysera, który pokusił się o satyrę na niekwestionowaną ikonę francuskiego kina, jaką niewątpliwie jest dziś Jean-Luc Godard. Drudzy narzekali na zbyt lekkie podejście do tematu i mało błyskotliwe kopiowanie reżyserskich zabiegów samego geniusza Nowej Fali. Kilka dni temu miałam okazję obejrzeć ten film i postanowiłam podzielić się z wami moją refleksją na temat eksperymentu Hazanaviciusa w nadziei, że „Le Redoutable” doczeka się wkrótce polskiej dystrybucji.

Wielki Godard

Kto nie zna przynajmniej jednego filmu Jean-Luca Godarda niech podniesie rękę a potem przywdzieje worek pokutny i grzecznie uda się po DVD, aby to nadrobić. 86-letni dziś reżyser zadebiutował w 1960 roku filmem „Do utraty tchu” z charyzmatycznym Jean-Paulem Belmondo i czarującą Jean Seberg w rolach głównych. Od tamtej pory na swoim koncie zgromadził dziesiątki mniej i bardziej udanych dzieł kinematograficznych, m.in. „Żyć własnym życiem”, „Pogarda”, „Szalony Piotruś” czy „Męski – żeński: 15 scen z życia”. Od lat osiemdziesiątych Godard sukcesywnie zmieniał styl, eksperymentował z obrazem, cięciem kadrów, tekstem na ekranie, czego najlepszym przykładem jest cykl „Historia/e kina”. Niestety, z młodego reżysera, który zrewolucjonizował kino europejskie Godard powoli stawał się „wszystkowiedzącym” starcem produkującym filmy, w których forma już dawno przerosła i zabiła treść (patrz „Pożegnanie z językiem” z 2013 roku – film został przez większość krytyków i odbiorców pominięty życzliwą ciszą). Cały ten wstęp po to, by przybliżyć jego sylwetkę tym z was, którzy niezbyt dobrze znają tory artystycznej ewolucji Godarda i porównać ją z wizją Hazanaviciusa.

„Le Redoutable” Michel Hazanavicius Godard recenzja

Godard zaangażowany

Michel Hazanavicius, reżyser, którego polska publiczność kojarzy głównie za sprawą oscarowego „The Artist”, postanowił skupić się wyłącznie na krótkim okresie z życia Godarda. Krótkim, ale dość przełomowym, bo był to czas, gdy po pierwszych sukcesach, jako jeden z twórców Nowej Fali, Godard zyskał popularności i szacunek widzów, ale też poczuł na sobie odpowiedzialność nie zmarnowania tego potencjału, pozostania „wielkim Godardem”. W „Le Redoutable” przenosimy się więc w późne lata 60-te, kiedy to reżyser pracuje nad filmem „Chinka” opowiadającym o komunistycznym zaangażowaniu studentów i będącym jawnie politycznym komentarzem Godarda na temat ówczesnej rzeczywistości. Tytułową Chinkę gra młodziutka Anne Wiazemsky, która szybko staje się partnerką a potem żoną reżysera. Film Hazanaviciusa oparty jest zresztą na wspomnieniach Wiazemsky opublikowanych we Francji w 2015 roku.

„Le Redoutable” to swego rodzaju portret w krzywym zwierciadle lub w gabinecie luster. W obydwu przypadkach obraz jest zdeformowany a każda z deformacji mówi nam coś o portretowanym. Godard widziany oczami Hazanaviciusa to człowiek niemal opętany przez politykę i polityczną misję kina. Tutaj maj 68 spada mu jak z nieba, choć reżyser nie do końca potrafi się odnaleźć w tej szczególnej sytuacji. Nie umie komunikować się ze studentami, bo w rzeczywistości nie walczą o to samo. Godard brnie w kino zaangażowane, ale tak hermetyczne, że mało kto je rozumie czy nawet chce rozumieć. Ludzie nieustannie pytają go kiedy zrobi kolejny film jak „Do utraty tchu” a on mówi im o Wietnamie, Kurdach i Palestynie. Artystyczne i polityczne frustracje „wielkiego Godarda” rzucają coraz większy cień na jego życie prywatne z Anne. Autor „Pogardy” to typ narcystyczny, skupiony na sobie i swojej misji, słuchający wyłącznie samego siebie, arogancki i przekonany o absolutnej słuszności swoich racji.

„Le Redoutable” Michel Hazanavicius Godard recenzja

Godard zdekonstruowany czy zmasakrowany?

Trudno zaklasyfikować ten film, bo mimo że niektórzy próbują przykleić mu etykietkę komedii a widz często wybucha śmiechem jest to raczej śmiech gorzki i specyficzny jak kino samego Godarda. Ktoś kto słabo zna i twórczość tego reżysera, i tzw. esprit français bardzo możliwe, że nie wychwyci wszystkich niuansów. Nie jest to w żadnym razie film „gładki” jak inne biografie. Co rusz coś zgrzyta i widz traci stabilny grunt pod nogami. Jedynym mocnym punktem zaczepienia jest świetne aktorstwo Louisa Garrela w roli głównego bohatera. Garrel zresztą nie przestaje mnie zaskakiwać – ze zblazowanego chłopca o bezczelnie paryskiej buźce z filmu na film staje się jednym z najlepszych aktorów pokolenia, prawdziwym kameleonem. Nawet jeśli zniechęci was forma, dla gry aktorów, głównie Garrela, warto wytrwać do końca filmu. Sposób mówienia i wada wymowy Godarda doskonale imitowane przez odtwórcę głównej roli powodują, że w jednej chwili unikatowy Jean-Luc materializuje się na ekranie.

Drugi, bardzo mocny element „Le Redoutable” to meta-komentarz na temat filmu i aktorstwa właśnie. Są w tym obrazie sceny, w których aktorzy ironizują na swój własny temat, wciąż nie wychodząc z granych ról. Niby prosty, ale ciągle świeży zabieg, zwłaszcza gdy film dotyczy jednej z ikon kina i przemysłu filmowego w ogóle. Słabiej natomiast wypadają nachalne cytaty ze stylu Godarda tj. plansze z napisami czy filmowanie negatywowe. Niekoniecznie potrzebne, bo świetnie oddana godardowska logorea byłaby w stanie obronić się tu sama. Ostatecznie muszę też przyznać rację niektórym z francuskich krytyków, którzy zarzucili Hazanaviciusowi, że z maja 68 zrobił festyn, trochę śmieszny a trochę tragiczny, co nie zmienia faktu, że kilka jego obserwacji wydaje mi się celnych. (A tak na marginesie, która z francuskich rewolucji nie była wielkim festynem? Z całym szacunkiem, przyjaciele Francuzi.)

„Le Redoutable” Michel Hazanavicius Godard recenzja

 

Na koniec, zamiast podsumowania, zacytuję Anne Wiazemsky, która po obejrzeniu filmu stwierdziła, że Hazanaviciusowi „z człowieka odpychającego, jakim w tym okresie był Godard, udało się zrobić postać wzruszającą i zabawną”. Choćby dla reżyserskiej odwagi i nonszalancji pokuszenia się o taki eksperyment na wizerunku, bądź co bądź, żyjącej jeszcze ikony kina, obejrzyjcie ten film, jeśli będziecie mieli okazję.

„Le Redoutable” Michel Hazanavicius Godard recenzja.

Le Redoutable

reż. Michel Hazanavicius

Francja

2017

.

Może Cię również zainteresować:

  • Kurcze, teraz będę wyczekiwać bóg wie jak długo na ten film. Nie mam złudzeń, że się pojawi w kinach, ale może chociaż na DVD. Za rok… Gdzie Ci się udało go obejrzeć tak mocno przedpremierowo? Byłaś na jakimś festiwalu filmowym? 😉 Pewnie wspomnienia żony Godarda też nie zostały w Polsce wydane, a przeczytałabym bardzo chętnie… Czas najwyższy zacząć uczyć się francuskiego. Już nie tylko dla Topora ;D

    • Trochę mnie dziwi, że jeszcze nic nie wiadomo o ewentualnej polskiej premierze. Według mnie ten film mógłby zainteresować spore grono widzów. Oczywiście nie fanów amerykańskiego kina akcji, ale jednak. Ja miałam okazję obejrzeć go na mini-festiwalu w Paryżu. Przed seansem było nawet krótkie spotkanie z reżyserem i odtwórcami głównych ról, baaardzo, baaardzo na luzie (za to też lubię Francję). Co ciekawe, przekrój wiekowy na sali był od nastolatków po osiemdziesięciolatków i chyba wszystkim raczej się podobało, chociaż to film wcale nie tak łatwy jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Trzymam kciuki, żeby udało Ci się go obejrzeć, ale naukę francuskiego i tak polecam. 😉

  • To uwaga mocno na marginesie, ale czytając o przedpremierowości i niepewności wydania w Polsce aż wpadłem w sentymentalną podróż wewnętrzną do czasu mej jedynej wizyty na festiwalu Era Nowe Horyzonty, gdy to ostatni raz odbywał się w Cieszynie. Świetne filmy, świetna atmosfera i tylko jeden niesympatyczny Czech w herbaciarni.

    • Ja w tym roku zerknęłam z ciekawości na program tego festiwalu i też znalazłam kilka interesujących tytułów. Już mam ponotowane, bo na szczęście większość z nich wchodzi tu do kin w najbliższych tygodniach, ale w Polsce oczywiście nie wiadomo kiedy, jeśli w ogóle, więc taki festiwal to jedyna szansa, żeby je obejrzeć.