Książka

4 ostatnio przeczytane książki, o których nie napiszę

18 października 2017
4 książki - Ballada o pewnej panience - Twardoch - cocteauandco

Wiem, co sobie myślicie. Jak to nie napiszę skoro właśnie to robię (bo nie chodzi o zamieszczenie listy tytułów). Oczywiście mam tu na myśli dłuższą recenzję, która zwykle pojawia się na blogu po skończonej lekturze. Zwłaszcza blogerzy książkowi mają ogromną potrzebę, powiedzmy że nieco jednak „wymuszoną” tematyką blogów, informowania czytelników o dosłownie każdej przeczytanej książce. Zdarza się jednak, że są takie, o których mimo wszystko nie piszemy, bynajmniej nie z chęci oszczędzenia okrutnych komentarzy pod adresem autorów. W każdym razie ja od nich nie stronię, no chyba że…. zobaczycie sami. Dzisiaj zatem, trochę przewrotnie, postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma zdaniami opinii na temat publikacji, często głośnych i/lub uznawanych za ważne, które, owszem, przeczytałam, ale nie poświecę im odrębnego tekstu na blogu. Oto one i powody mojej decyzji.

Bo brak mi słów

4 książki - Rejwach, Mikołaj GrynbergTutaj książka, a właściwie dwie książki: „Rejwach” – najnowsza, choć liczy już kilka miesięcy, publikacja Mikołaja Grynberga i poprzedzające ją „Oskarżam Auschwitz”. Najpierw nadrobiłam tę drugą i byłam pod sporym wyrażeniem podejścia Grynberga, który mimo własnych traum stara się spojrzeć na polsko-żydowską historię obiektywnie – na tyle na ile to możliwe – i nawet gdy w pamięci ma niezliczone okropieństwa wyrządzone Żydom przez Polaków, nie godzi się na wulgarne sprowadzanie tego kraju, JEGO kraju, do wielkiego cmentarza pełnego antysemitów. Potem był „Rejwach” i niektóre z historii zawartych w tej cienkiej „książeczce” niemal wywołały u mnie mdłości. Jak to możliwe, że większość Polaków nie wyciągnęła żadnych wniosków z tego, co przytrafiło się nam w XX wieku? Jakim cudem nadal w najlepsze kwitnie w społeczeństwie nienawiść do tych, którzy kiedyś byli nam tak bliscy, że bliżsi być już nie mogli, bo mieszkaliśmy w jednym domu a potem płonęliśmy w tych samych piecach?! Wszystko po to, by kolejne kilkadziesiąt lat później czytać na murach „Polska dla Polaków” i „Żydzi do gazu”? To tak absurdalne, że nawet gdybym napisała tysiące stron i tak tego nie zrozumiem, więc zatrzymam się tutaj.

Bo to „oczywista oczywistość” i nie wierzę, że wciąż trzeba o tym mówić/pisać

4 książki - Rebecca Solnit Mężczyźni objaśniają mi światInaczej mówiąc I can’t believe I still have to protest this shit. Znacie to hasło, które często pojawia się na transparentach amerykańskich demonstrantów a kilka miesięcy temu zawitało też do Polski przy smutnej okazji Czarnego Protestu? No właśnie. Przeczytałam „Mężczyźni objaśniają mi świat” Rebecki Solnit i oczywiście zgadzam się z autorką, ale nie mam wrażenia, że objawiła przede mną jakieś niesamowite prawdy, bo byłam tego wszystkiego świadoma (mimo że do zostania wojującą feministką z koszmarów najbardziej zatwardziałych mizoginów jeszcze mi daleko). Nie pozostaje mi zatem nic innego jak skonstatować, że a) dobrze, że Karakter wydał tę książkę, jeśli choć kilku osobom pozwoli ona przejrzeć na oczy (czy aby na pewno?) i b) mimo wszystko szkoda, że okazała się małą, ale jednak sensacją. Bo to oznacza, że do tej pory polskie społeczeństwo żyło w słodkiej nieświadomości, bez mansplaining’u, bez gwałtów zbiorowych i innych brzydkich rzeczy z udziałem kobiet, którym to właśnie one są przecież winne, i które owszem, przydarzają się, ale w Indiach a nie w naszej czystej Europie i jeszcze czystszej Polsce. Surprise! Witamy w rzeczywistości!

.

Bo czasem wielcy okazują się bardzo mali

4 książki - Susan Sontag OdrodzonaCzytałam tę książkę z przerwami, bardzo długo i chyba już wiem dlaczego. Po pierwszych kilkudziesięciu stronach, które mnie zachwyciły i zaintrygowały, szybko przyszło rozczarowanie i z niewielkiej strużki, zdanie po zdaniu, rozlało się w ogromne jezioro. Mam tu na myśli pierwszy tom dzienników Susan Sontag pt. „Odrodzona”. Sontag zawsze jakoś mi imponowała, ale dotychczas znałam ją głównie z tekstów teoretycznych, przenikliwych analiz na temat XX wieku. O jej życiu prywatnym i „projekcie konstruowania siebie” wiedziałam niewiele poza tym, że miała syna, była lesbijką i spędziła trochę czasu w Paryżu. Ochoczo sięgnęłam po tak uwielbiane przez wielu dzienniki i już po przeczytaniu kilku pierwszych notatek odniosłam wrażenie, że nastoletnia Sontag, była dużo inteligentniejsza i dużo bardziej ambitna niż prawie trzydziestoletnia ja. Niestety równie szybko szala się odwróciła i zdałam sobie sprawę, że prawie trzydziestoletnia Sontag była znacznie bardziej zagubiona, butna, egocentryczna i, przepraszam za napisanie tego wprost, żałosna niż nastoletnia ja (a nie trudno być żałosnym, gdy jest się nastolatkiem). Ta lektura szybko wyleczyła mnie z kompleksów wobec wielkich umysłów. To po pierwsze. A po drugie, przytłaczająca część tego dziennika jest po prostu potwornie nudna!

Bo lubię autora i tym razem po prostu przemilczę

4 książki - Szczepan Twardoch Ballada o pewnej paniencePrzeczytałam prawie wszystkie powieści Szczepana Twardocha. Nawet jego dzienniki, których wbrew powszechnej opinii, nie uważam za infantylne (naprawdę wolałabym, żeby w swoich prywatnych notatkach Sontag pisała o Spitsbergenie i przemyśleniach nad prosecco niż masturbowała się swoją bezsensowną relacją ze jej, bądź co bądź, jeszcze mniej interesującą partnerką seksualną). Nie mogłam się powstrzymać i kupiłam też „Balladę o pewnej panience”, czyli najnowszy zbiór opowiadań autora, choć same opowiadania nie są nowe. Wprawdzie jestem jeszcze w trakcie lektury, więc może coś pozytywnie mnie zaskoczy, ale po przeczytaniu większości nie mam żadnych głębszych refleksji. Zdarzają się oczywiście perełki, które pozostawiają niedosyt, ale nawet w tych lepszych opowiadaniach Twardoch oryginalnością nie grzeszy. O ile nie mam nic przeciwko powracaniu niektórych motywów w powieściach autora, o tyle, gdy nawet w krótkiej formie atakują mnie wciąż te same smoki zaczynam być nimi coraz bardziej zmęczona. Mam nadzieję, że po tym zastrzyku finansowym pisarz nie każe nam długo czekać na nową powieść i w końcu będzie, co recenzować.

A jakie książki wprawiły Was w osłupienie, zażenowały lub wręcz przeciwnie nie wywarły na Was najmniejszego wrażenia w ostatnim czasie?

Może Cię również zainteresować:

  • Lektura pierwsza i druga są na pewien smutny sposób powiązane, według mnie. Obie pokazują, że historia jest – wbrew przysłowiu – marną nauczycielką tudzież ma głupich uczniów. Nadal nie potrafimy wyzbyć się demona antysemityzmu, nadal kobiety muszą walczyć o ludzkie traktowanie. Akcja #metoo pokazuje skalę problemu i według mnie tym bardziej warto o Solnit pisać. Nawet jeśli ma to być „preaching to the choir”.

    • To prawda, zdecydowanie są ze sobą powiązane. Niestety problem w przypadku książek takich jak „Mężczyźni objaśniają mi świat” czy nawet publikacji Grynberga jest taki, że zwykle nie sięgają po nie osoby, które powinny, czyli te o wąskich horyzontach, odrzucające wszystko, co wykracza poza ich światopogląd, ale ludzie jednak już co nieco obeznani z tematem i otwarci na inne punkty widzenia.

      • Tak, to jest duży problem. I o bardzo szerokim zakresie, nie tylko literackim. Wystarczy spojrzeć na Facebooku, gdzie to jest tendencja do wpadania we własne „bańki” i otaczania się ludźmi o podobnych poglądach. Zresztą jest cała fura ludzi, którzy do Internetu w ogóle nie zaglądają i mają niemal zerową szanse poznać poglądy, argumenty czy w ogóle osoby o innych poglądach.

  • I właśnie dlatego uwielbiam do Ciebie zaglądać. Zawsze zainspirujesz mnie na tyle, że wiem po jakie książki koniecznie musze sięgnąć, a które mogę sobie darować.

    Nawet, a może i przede wszystkim kiedy Twoje recenzje nie są jednoznaczne. 🙂

    • Cieszę się, że moje teksty bywają przydatne. Ja też lubię jak ktoś ułatwia mi decyzje czytelnicze i nie tracę czasu na niektóre książki, nad którymi się zastanawiałam.

  • „Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie” Zofii Zaleskiej. Wielkie nadzieje miałam, a skończyło się tak, że w połowie książki odpuściłam, a doczytałam – później – dla świętego spokoju i upewnienia się, że nadal jestem znudzona 🙁

  • Ja muszę przyznać, że ostatnio potrzebowałam ucieczki od b.zaangażowanej literatury na rzecz czegoś, co pozwoli się oderwać – stąd ciąąąągle ten Grynberg gdzieś z tyłu głowy jest i na półce sklepowej zamiast na moim biurku. Bardzo trudno też znaleźć takie tytuły, które nie są banalne i miałkością nie zmęczą, a z drugiej strony ludzie, których opiniami się sugeruję mierzą wysoko. Natomiast spróbowałam w końcu kryminałów Nesbo i mój czytnik nie nadąża, więc to jest ostatnio moje odkrycie. Po ilości „wyznawców” bałam się, że to taki Dan Brown.

    Natomiast tyle osób chwaliło, a mnie kompletnie nie porwał Richard Flanagan. Jeszcze spróbuję ze „Ścieżkami północy”, ale to za jakiś czas.