Książka

„Król” Szczepan Twardoch

11 października 2016
„Król” Szczepan Twardoch

Na pierwszy rzut oka „Król” Szczepana Twardocha to opowieść o szajce warszawskich bandytów terroryzującej żydowską część stolicy na kilka lat przed wybuchem II wojny światowej. Kto jednak zatrzyma się na tej historii ten przeczytał na pewno wciągającą powieść kryminalną, ale niewiele z „Króla” zrozumiał, ponieważ w „Królu” tzw. tło historyczne jest czymś znacznie więcej niż dekoracją. To ono tworzy i warunkuje bohaterów – jak zawsze u Twardocha – nierozerwalnie zrośniętych z ziemią, z której, czy tego chcą czy nie, są ulepieni. Nowa powieść autora „Dracha” jest więc jego kolejną podróżą w poszukiwaniu tożsamości i odpowiedzi na pytanie o to kim lub czym jest człowiek w perspektywie wielkiej historii.

Legenda o pięknym Żydzie

Głównym bohaterem „Króla” jest niejaki Jakub Szapiro, przystojny Żyd, bokser i przestępca budzący szacunek i strach warszawskiej ulicy, a konkretnie jej żydowskich dzielnic, z których ściąga haracz dla Kuma Kaplicy. Kaplica, jako jego szef i mentor pełni również istotną rolę w powieści, przy okazji przydając jej barw swoją nieoczywistą tożsamością Polaka i, przynajmniej oficjalnie, chrześcijanina stojącego na czele bandy żydowskich przestępców toczących walki z polskimi narodowcami i antysemitami. W końcu jest też Mojżesz Bernsztajn, którego poznajemy już w pierwszych słowach opowieści jako narratora i syna jednej z ofiar Szapiro darzącego zresztą mordercę swojego ojca ogromnym podziwem. Pisarz nie waha się jednak wywrócić narracji do góry nogami, gdy tylko czytelnik zdąży na dobre się w nią zagłębić i przywiązać do tak szczególnego narratora. W mojej opinii bowiem powierzenie narracji dziecku ofiary zafascynowanemu jej oprawcą jest znacznie ciekawszym rozwiązaniem, niż włożenie jej w usta mniej lub bardziej metaforycznych tworów rodem z dwóch poprzednich powieści autora. I chociaż przejrzałam tajemnicę Mojżesz Bernsztajn dosyć szybko, ten narrator-nie-narrator bardzo dobrze sprawdził się w kontekście opowiadanej w „Królu” historii.

Jest ich więc trzech, choć tak naprawdę najważniejszy jest Schapiro, a tuż za tą trójką kroczą tabuny innych postaci, często domagających się nie mniejszej uwagi. Twardoch z ogromną sprawnością i pomysłowością kreśli swoich bohaterów, przy czym chętnie sięga po kontrasty i tak np. twardy żydowski zabijaka królujący na warszawskich ulicach czuje respekt przed swoim młodszym bratem idealistą, zaangażowanym na rzecz budowy niepodległego państwa żydowskiego w Palestynie. Podobnie zróżnicowane są w tej powieści kobiety – postępowa Żydówka, zepsuta właścicielka burdelu, czy występująca przeciwko własnemu ojcu córka polskiego prokuratora antysemity, wszystkie trzy krążące wokół Jakuba niczym satelity wokół słońca.

Tożsamość miasta, niemożliwa tożsamość

W warstwie fabularnej powieść jest bardzo prosta, wręcz banalna – gangsterskie życie i porachunki, bieda żydowskich dzielnic, alkohol, kobiety i dużo przemocy. Słowem, historia opisywana już nieraz i osadzana w dekoracjach niemal wszystkich większych miast Ameryki i Europy, a jednak… U Twardocha nabiera ona nowego znaczenia właśnie dzięki kontekstowi historycznemu. Kaplica i Szapiro działają w międzywojennej Warszawie, która ma niewiele wspólnego z wyidealizowanym wizerunkiem miasta znanym z nostalgicznych publikacji i wypomadowanych do granic filmów. Żydowska Warszawa u Twardocha jest zupełnie inna od Warszawy polskiej, mimo że są ze sobą nierozerwalnie związane, stanowią część tego samego organizmu. Opisywana w „Morfinie” Warszawa polskich artystów i oficjeli niemal nie pojawia się na kartach „Króla”, choć pisarz puszcza tu oko do czytelników „Morfiny”.

Warszawa Szapiry jest miastem brudnym, śmierdzącym, w którym na ulicach prawie nie słyszy się polskiego, i które pustoszeje na czas żydowskich świąt. To również Warszawa będąca polem politycznych spisków, z próbą zamachu stanu na czele, i nieustannych starć faszystów z ONR i Falangi z żydowskimi bojówkami (aspekt polityczny powieści świetnie przeanalizował Krzysztof Varga w swojej recenzji dla Gazety Wyborczej). Opierając się na materiale historycznym, kilku rzeczywistych postaciach z miejskich legend oraz wywołującym dreszcz odrazy liście opublikowanym w ówczesnej prasie, Twardoch stworzył powieść pełną życia i, mimo tego jednego strzału za dużo, wiarygodną, zwłaszcza w warstwie polityczno-ideologicznej.

Jednak, jak wspominałam na początku, „Król” nie jest wyłącznie bandycką legendą z dużą domieszką polityki i historii. To także kolejna w dorobku autora książka o tożsamości, o poczuciu jedności z miejscem. W „Wiecznym Grunwaldzie” i „Morfinie” tematem było rozdarcie między tożsamością polską i niemiecką, w „Drachu” próba zidentyfikowania, czym jest tożsamość śląska, w „Królu” natomiast pojawia się pytanie o to jak to było być polskim, warszawskim Żydem w przededniu II wojny światowej. Tak jak Konstanty Willemann z „Morfiny” opłakuje swoją zgwałconą Warszawę, tak Jakub Szapiro w „Królu” nie potrafi tejże samej, choć jakże innej, Warszawy opuścić, bo to dzięki niej i tylko w niej jest tym kim jest, nawet jeśli odrzuca tę cześć swojej tożsamości. Nie chcąc być polskim Żydem, a po prostu Żydem i tak na zawsze pozostanie Żydem z Polski lub Żydem w Polsce – ot nierozwiązywalny paradoks jego tożsamości.

„Król” Szczepan Twardoch

Tożsamość to ciągle nie wszystko, aby mogła się ukształtować potrzebny jest najpierw człowiek, jego fizyczne istnienie. W „Królu” Twardoch zastanawia się więc również, głosem swojego narratora, nad granicami człowieczeństwa. Jednak nie w sensie moralnym, te Szapiro i jego kompani przekraczają wielokrotnie, a w wymiarze czysto cielesnym, fizycznym. Kiedy człowiek staje się człowiekiem i w którym momencie przestaje nim być? Czy istota przychodząca na świat z dwiema głowami jest jednym człowiekiem czy dwoma? Czy ciało brutalnie pozbawione kończyn, zmasakrowane jest nim jeszcze, czy już dawno stanowi wyłącznie bezładny stos mięśni, ścięgien i skóry? Etc. I z tego punktu widzenia jest to również powieść warta uwagi, nawet jeśli niekoniecznie nowatorska.

Pieśń kaszalota

Po raz kolejny w prozie Twardocha pojawia się też wszystkowiedzący stwór, który towarzyszy bohaterom, unosząc się nad miastem i nurkując w wiślanych wodach. Tym razem jest to ogromny wieloryb, kaszalot przewalający się nad Warszawą, będący czymś w rodzaju niezidentyfikowanej siły, tępej, ale potężnej, zdolnej połknąć człowieka w całości – wielki wyrzut sumienia, przypomnienie lub zapowiedź ostatecznego. Interpretacji jest zapewne tyle, co czytelników. Niektórzy zresztą uznają ten motyw za wtórny, choć mnie osobiście nie przeszkadzał, mimo że wydaje się mniej uzasadniony niż w poprzednich powieściach autora.

Koniec końców „Król” nie jest może książką tak hipnotyzującą jak „Morfina”, ani tak mocną jak wspaniały „Drach”, ale nadal pozostaje powieścią bardzo dobrą, która uczy nas czegoś istotnego o naszej przeszłości i tożsamości, nawet jeśli, a być może głównie dlatego, że z tożsamości przemieszanej kulturowo i etnicznie Polski i Warszawy anno domini 1937 nie pozostało dzisiaj już nic.

„Król” Szczepan Twardoch.

Król

Szczepan Twardoch

Wydawnictwo Literackie

2016

.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

Zdjęcie główne: © Zuza Krajewska

Może Cię również zainteresować:

  • Kasia

    Kurcze, znajoma też mi już polecała “Króla”, a książka z Literackiego jeszcze nie doszła. Czekam i apetyt rośnie w miarę tego czekania 🙂

    • To naprawdę dobra książka! Jeszcze trochę cierpliwości i w końcu też będziesz mogła ją pochłonąć. 😉

  • Ty to umiesz zachęcić 🙂 to kolejna już recenzja “Króla”, która wyostrza mój apetyt na tą powieść 🙂 Spotkałem się nawet z określeniem, że Twardoch w tej odsłonie jest jakby rozrywkowy nawet trochę. Czuję, po twojej recenzji że będzie mocno kontrastować z takim Drachem, który jest bardzo dobry, ale i ciężka to lektura. Jednym słowem dla mnie lektura obowiązkowa… Zwłaszcza że ja uwielbiam książki o poszukiwaniu tożsamości 🙂

    • Zgadza się, to zdecydowanie najbardziej „rozrywkowa” książka Twardocha, zwłaszcza w partii dialogów! Jest też postać niejakiego doktora Radziwiłka, straszna i śmieszna jednocześnie. A co do różnych zawirowań tożsamościowych na pewno się nie zawiedziesz! 🙂

  • Karolina Nos-Cybelius

    Wstyd się przyznać, ale jeszcze nie czytałam niczego Twardocha. Mam koszmarne zaległości we współczesnej literaturze polskiej :/ W planach od dłuższego czasu “Morfina”, za którą nie mogę się ostatecznie zabrać… Zapowiedź jego nowej powieści zaintrygowała mnie, ale po lekturze recenzji jakoś szczególnie mnie do “Króla’ nie ciągnie. To raczej nie dla mnie…

    • Jeśli „Morfina” przypadnie Ci do gustu „Król” też powinien. Ja również nie jestem fanką gangsterskich historii z alkoholem i kobietami w tle, ale jednak „Król” mnie wciągną i ani przez chwilę nie znudził, prawdopodobnie za sprawą osadzenia tej historii w realiach przedwojennej Warszawy. Sama narracja też jest bardzo ciekawa, więc myślę, że warto spróbować, ale na początek przygody z twórczością Twardocha „Morfina” jest rzeczywiście lepszym wyborem. 🙂

    • Ostatnio nawet widziałam w księgarni tłumaczenie “Morfiny” na język węgierski. Również polecam “Morfinę”

  • Stawiam przekorne pytanie: czy jeżeli “Morfina” mi się w miarę podobała, ale “Drachem” rzucałam o ściany, to mam się brać za “Króla”? Kiedyś 😉

    • „Królowi” na pewno znacznie bliżej do „Morfiny” niż do „Dracha” i jeśli od tego ostatniego odrzucała Cię narracja, ta kronikarskość etc., to w „Królu” nie powinno być takiego problemu. W każdym razie czyta się bardzo dobrze, ale to czy dasz się przekonać tej historii zależy wyłącznie od Ciebie. 🙂