Film, Książka

Kosmos Gombrowicza, kosmos Żuławskiego

7 sierpnia 2016
„Kosmos” Gombrowicz, Zulawski

Powieszony wróbel, ponętne usta Leny, zdeformowane usta Katasi, strzałki na suficie, powieszony patyk… „Kosmos” Witolda Gombrowicza to zdecydowanie jedno z najdziwniejszych i najwybitniejszych dzieł polskiej literatury. Książka krótka, ale kipiąca intensywnością myśli i wydarzeń, pełna zagadek, tropów i symboli. Gombrowicz doskonale łączy w niej absurd i komizm z głębszą refleksją nad problemem percepcji świata zewnętrznego przez jednostkę. Literacka wirtuozeria giganta rodzimej literatury i rytm jaki narzuca on swojej opowieści powodują, że czytelnik jest niemal dosłownie niesiony przez tekst i równie zaabsorbowany tajemnicą powieszonego wróbla, co główny bohater. Przenieść tę historię do kina to ogromne wyzwanie, którego do tej pory podjęło się niewielu, a jeszcze mniej licznym się to udało. Dlatego właśnie z takim napięciem podeszłam do oglądania „Kosmosu” w reżyserii Andrzeja Żuławskiego, o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć.

Zanim jednak o samym filmie, nie mogę nie napisać szerzej o książce Gombrowicza. W przeciwieństwie do „Ferdydurke”, do której musiałam się przekonać po czasie, „Kosmos” już po pierwszej lekturze dostał ode mnie dziesięć gwiazdek na dziesięć i odtąd polecam go absolutnie każdemu. Jeżeli czytaliście tę książkę, chyba nie muszę Was do niej przekonywać, jeśli nie, zapewniam, że to wciągająca podróż do świata intelektu i wyobraźni, bynajmniej nie wariata, ale człowieka być może nieco nadwrażliwego na znaki płynące z otaczającej go rzeczywistości. Historia jest jednocześnie prosta i zawiła. Narrator – student Witold i jego przyjaciel Fuks trafiają do jednego z zakopiańskich pensjonatów prowadzonego przez niejaką panią Wojtysową. Przy okazji poznają także jej rodzinę – męża Leona, piękną córkę Lenę, zięcia Ludwika i Katasię – siostrzenicę o nieestetycznie zniekształconych ustach, które natychmiast przykuwają uwagę Witolda.

Młody narrator bardzo szybko zaczyna podejrzewać, że uczestniczy w przedziwnej mistyfikacji, na co miałyby wskazywać powieszony wróbel, znaleziony przez niego i Fuksa w okolicy, strzałka na suficie w wynajmowanym pokoju oraz inne drobne znaki, ewidentnie spreparowane przez kogoś w niewiadomym celu. Ta seria niewiadomych powoduje, że poszukiwanie odpowiedzi staje się obsesją dwóch przyjaciół: Kto i dlaczego powiesił wróbla? Kto narysował strzałkę i dokąd ona prowadzi? Dlaczego usta Katasi są tak niepokojące? Jednocześnie Witold ulega fascynacji zmysłową Leną, w jego nadpobudliwej wyobraźni jej idealne usta mieszają się ze zdeformowanymi ustami Katasi, ciąg skojarzeń i bezładnych myśli jest właściwie nie do zatrzymania. Gombrowicz zmusza czytelnika do wytężenia uwagi i zwrócenia jej na rzeczy, którym wcześniej nie poświecilibyśmy nawet chwili. Wszystko to, by pokazać czytelnikowi jak intrygujący jest mechanizm ludzkiej percepcji, od jak wielu różnych czynników zależy nasze postrzeganie świata.

„Kosmos” Gombrowicz Zulawski

W swoim ostatnim filmie Andrzej Żuławski postanowił zmierzyć się z geniuszem Gombrowicza i nadać historii opowiedzianej w „Kosmosie” formę wizualną. Z tą tylko różnicą, że Żuławski nie byłby „tym Żuławskim” gdyby nie zrealizował swojego przedsięwzięcia na własny sposób. Literacki oryginał jest więc dla niego bardziej inspiracją, niż „słowem bożym”, świętym pierwowzorem, którego należy się trzymać. Takie podejście otworzyło przed reżyserem ogromne pole możliwości, a ten doskonale potrafił je wykorzystać.

Dla niektórych już sam pomysł przeniesienia akcji „Kosmosu” z Polski okresu dwudziestolecia międzywojennego do współczesnej Portugalii (w dodatku film zrealizowany po francusku i z francuską obsadą) zakrawa na obrazoburstwo. Gombrowicz przetłumaczony i „wysiedlony” z rodzimego kontekstu traci na sile i staje się niezrozumiały – stwierdzenie, z którym jestem w stanie zgodzić się w dziewięćdziesięciu procentach przypadków, ale nie tym razem. Żuławskiemu, w jakiś wciąż niejasny dla mnie sposób, udało się niemożliwe – jego francuscy aktorzy mówią Gombrowiczem i, przede wszystkim, w większość, CZUJĄ Gombrowicza. Jonathan Genet, grający głównego bohatera, jest w tym filmie Witoldem z krwi i kości – nie tylko Witoldem literackim, ale także Gombrowiczem – pisarzem, artystą, a po trosze również samym Żuławskim – wrażenie, któremu momentami naprawdę trudno się oprzeć. Podobnie Fuks, mimo iż tutaj okazuje się lubiącym fatałaszki lowelasem, nie traci nic z gombrowiczowskiego Fuksa. Ponadto wspaniale skonstruowana rola pana Leona, która niemal przewyższa oryginał.

„Kosmos”

W świat wykreowany przez Żuławskiego nie łatwo wejść od razu. Przynajmniej w moim przypadku dystans początkowo był duży i być może dlatego obraz stawiał opór. Jednak im bardziej zanurzamy się w fabułę, tym bardziej ta nas pochłania z całą jej dziwnością, mrokiem i humorem. Reżyser z imponującą zręcznością balansuje między teatralnością, komizmem, horrorem i absurdem. Jego postaci fascynują (niesamowita twarz, nie-formatowa postura i przede wszystkim gra Geneta – wręcz trudno wyobrazić sobie innego Witolda), jednocześnie przerażają nieustannym roztrzęsieniem lub nieprawdopodobną obojętnością, ale i przywiązują nas do siebie.

Żuławski popuszcza wodze wyobraźni i jeżeli tylko pozwolimy mu na to, rytm tego filmu niesie nas sam, tak jak w przypadku książki Gombrowicza. Autorskie zakończenie „Kosmosu”, mimo że w nim również trudno dopatrywać się jakiejś ścisłej logiki, można odebrać jako puszczenie oka do widza, dopełnione przez pojawienie się na ekranie znamiennego ostatniego zdania z literackiego pierwowzoru. Zapewne są tacy, którzy po obejrzeniu tego dzieła powiedzą, że Gombrowicz przewraca się w grobie, ja zaliczam się do tych, którzy uważają, że taka wersja „Kosmosu” zdecydowanie przypadłaby mu do gustu.

„Kosmos”.

Kosmos

Andrzej Żuławski

Francja-Portugalia

2015

.

„Kosmos”

.

Kosmos

Witold Gombrowicz

Wydawnictwo Literackie

2012

.

.

Może Cię również zainteresować:

  • Karolina Nos-Cybelius

    Nie widziałam jeszcze „Kosmosu” Żuławskiego, ale muszę to szybko nadrobić. Tym bardziej, że to jego ostatnie dzieło i więcej już nie będzie, a szkoda… Uwielbiam estetykę jego filmów, to połączenie makabry i horroru z surrealizmem i groteską, i z tego co wyczytałam w Twoim tekście, w „Kosmosie” też tego nie brakuje. Trudno oprzeć się wrażenie, że jeśli już ktoś bierze się za ekranizowanie Gombrowicza, to powinien to być ktoś o właśnie takiej wyobraźni i stylu jak Żuławski 🙂

    • Zgadzam się jak najbardziej, że wyobraźnia i styl Żuławskiego doskonale pasują do prozy Gombrowicza. Warto było czekać te trzynaście lat na taaaki film! Według mnie Żuławski zamknął nim swoje dzieło życia w pięknym stylu. Jako ciekawostkę dodam, o czym nie wspomniałam w tekście, że w „Kosmosie” jest pełno odniesień do innych dzieł literackich i filmowych, co również powinno Ci się spodobać. 😉

  • Przyznam Ci się do czegoś czego mi trochę wstyd 😀 Nie czytałem książki, ale widziałem ostatnio film Żuławskiego. Nie jestem w stanie zrozumieć konkretnych symboli i dokładnie zinterpretować przekazu. Niby ogólnie rozumiem przesłanie, ale muszę uczciwie stwierdzić, że mam braki w tej kwestii. Z tego względu szukałem po seansie recenzji, czy opracowań w necie, ale słabo mi to szło, aż tu patrzą i jak zwykle mnie nie zawiodłaś z tą recenzją i rozjaśniłaś mi trochę mrok 😀 Dzięki wielkie i pozdrawiam 🙂

    • Cieszę się, że moja recenzja okazała się pomocna. Fakt, bez uprzedniego przeczytania „Kosmosu” Gombrowicza raczej trudno się połapać, zwłaszcza że Żuławski też sporo modyfikuje i dodaje od siebie.

  • Pingback: Pomiędzy wróblem a brzegiem ust. „Kosmos” Gombrowicza - Czepiam się książek()

  • Karolina Nos-Cybelius

    Jestem tu z powrotem po pół roku, bo właśnie dziś obejrzałam wreszcie „Kosmos” 😀 Niesamowity film, choć pewnie nie będę do niego wracać tak często jak do książki. Mam jedno nietypowe pytanie. Jak to było z tym idiomatycznym językiem Leona w wersji francuskojęzycznej? Oglądałaś „Kosmos” w oryginale, czy z polskim lektorem? Ja oczywiście w polskim tłumaczeniu, dlatego strasznie jestem ciekawa, jak to było z tymi jego zdrobnieniami i zdrobnionkami. I jeszcze jedno. Słynne gombrowiczowskie „berg” w filmie pojawia się na ekranie w postaci słowa zapisanego przez Witolda na komputerze i brzmi ono – o ile dobrze zapamiętałam – „beurk”. Czy to znaczy po francusku coś jak „ble”, „fuj”? 😉 Nie przywidziało mi się? Pamiętasz to jeszcze?

    • Cieszę się, że film zrobił na Tobie wrażenie (wygląda na to, że nie mniejsze niż na mnie ;)). Ja oglądałam w oryginale i szczerze mówiąc z tekstów Leona pamiętam głównie ogólną „dziwność” wyrażania się, tworzenie zupełnie egzotycznych dla francuskiego form. Właśnie to jest dla mnie tak wspaniałe w „Kosmosie” – Żuławskiemu udało się włożyć Francuzom Gombrowicza w usta. Nie jestem nawet w stanie wyobrazić sobie jak przeciętny francuski widz odebrał ten film, bo dla nich to, co aktorzy wyczyniają tu na poziomie językowym to musi być jeszcze większy – nomen omen – kosmos, niż np. dla mnie. 🙂
      Tak „beurk” oznacza odrazę, zdegustowanie. Nie pamiętam tej sceny w filmie, ale możliwe, że użyto tego słowa, chociaż normalnie gombrowiczowskie „berg” jest nietłumaczone, tzn. przynajmniej w książkach.
      Ahhh, Twoim komentarzem sprawiłaś, że mam ochotę jeszcze raz obejrzeć ten film. 🙂