Książka

Książka, dzięki której zaczęłam czytać

23 lipca 2017
Hugo katedra ksiazka cocteauandco

Każdy bibliofil ma na swoim koncie setki książek i często nawet nie bardzo potrafi powiedzieć, od której się zaczęło. Pewnie były to „Przygody Kubusia Puchatka” albo „Dzieci z Bullerbyn”. Dużo łatwiej przypomnieć sobie książkę, która pociągnęła nas w świat literatury, jeśli zaczęliśmy czytać w nieco późniejszym wieku. Gdy ja myślę o książce, dzięki której zaczęłam czytać, a pisząc to mam na myśli czytanie świadome, dojrzałe i pełne, tzn. takie z którego wynosimy nie tylko przyjemność, ale i wiedzę, pewne wartości, może nawet pewną wizję świata, to z mojej pamięci wyłania się tylko jedna pozycja. Niektórych z Was pewnie zaskoczy, bo jest to powieść bardzo niewspółczesna (ale tylko na pierwszy rzut oka), inni prawdopodobnie uznają to za oczywistość z racji mojego obecnego miejsca zamieszkania. I tym drugim powiem od razu, że bez tej książki bardzo możliwe, iż by mnie tu nie było. Zaintrygowani?

***

Pamiętam to jak dziś, choć od tamtego dnia minęła ponad dekada. Miałam jakieś trzynaście lat i spędzałam wakacje u dziadków. Rodzice właśnie budowali tam nowy dom i jego biały szkielet piął się z coraz większą śmiałością obok niewielkiego domku dziadków. Lubiłam tam chodzić, mimo że na razie były to tylko mury, okna i dach. Pewnego słonecznego dnia, który normalne nastolatki wykorzystują na rower lub chlapanie się w rzece, zaciągnęłam tam mój ulubiony stary fotel i postanowiłam trochę poczytać w nowym azylu. W planach miałam pierwszą w życiu powieść TEGO Victora Hugo, o którym TYLE słyszałam. Okładka z łbem gargulca głosiła enigmatycznie „Katedra Marii Panny w Paryżu”. Nie, nie zachwyciłam się od razu, ale od momentu, kiedy po kilkunastu stronach historia mnie pochłonęła, z mojej czytelniczej „katedry” dawałam się wyciągnąć tylko na posiłki i to nie wszystkie.

***

Hugo ksiazka katedra cocteauandco

 

I co, zaskoczeni? A może myślicie, że właśnie powiało nudą? Zaraz wyprowadzę Was z błędu. Jeśli wydaje się Wam, że „Katedra…” to nieco bardziej rozbudowana literacka wersja disneyowskiego „Dzwonnika z Notre Dame” to nawet nie wiecie jak bardzo się mylicie. Swoją drogą za każdym razem, gdy myślę o tym, co Disney zrobił z tej niesamowitej historii nóż sam otwiera mi się w kieszeni. Póki co, musicie uwierzyć mi na słowo, że cierpienia Quasimoda i Esmeraldy w bajkowym wydaniu, mimo że bardzo przygnębiające dla dziecięcego odbiorcy, są niczym przy tym, co każe im (i wielu innym postaciom) znosić Hugo w powieści. Poza tym, to wcale nie ci dwoje są w niej najważniejsi. Bohaterem największego dramatu jest Klaudiusz Frollo, archidiakon z katedry Notre Dame, miotający się między religią i nauką, którym był od zawsze oddany a nagłą niemożliwą miłością do pięknej Cyganki. Prawda, że brzmi znacznie bardziej interesująco?

To właśnie postać rozdartego wewnętrznie archidiakona przykuła mnie do powieści na długie godziny. Frollo najpierw mnie zafascynował – podziwiałam jego poświecenie i dążenie do zdobycia jak najszerszej wiedzy, mało tego, identyfikowałam się z nim. (Ile jeszcze nastolatek na kuli ziemskiej zamiast z Esmeraldą identyfikuje się z na wpół szalonym księdzem? ;)). Potem, gdy uczucie archidiakona do młodej Cyganki zwyciężyło jego zasady moralne, poczułam się przez niego zdradzona. Na koniec współczułam mu i byłam gotowa wybaczyć tę „zdradę wspólnych ideałów” w imię wielkiej namiętności jaką żywił do „niewdzięcznej” dziewczyny. Wiktor Hugo zapewnił mi te wszystkie emocje za sprawą nieprawdopodobnie wręcz obrazowego języka i dialogów buzujących silnymi uczuciami. Każda z postaci jest tu przedstawiona i prowadzona z taką dbałością, że już po paru zdaniach, po kilku jej wypowiedziach orientujemy się nie tylko do jakiej grupy społecznej należy, ale także jaki ma charakter. Pisarz zapętla wątki, ciągłe wprowadza nowe, ale nie gubi się w nich. Ostatecznie wszystko zostaje wyjaśnione, każdy supeł rozwiązany.

Hugo katedra ksiazka cocteauandco

Nie będę Was przekonywać, że czytanie „Katedry Marii Panny w Paryżu” to świetna rozrywka, bo to nie jest literatura rozrywkowa, choć nie bark w niej humoru! Jest to powieść wymagająca pewnej czytelniczej dojrzałości i cierpliwości oraz umiejętności mentalnego przeniesienia się do innej epoki. Victor Hugo znany jest z zamiłowania do długich opisów oraz politycznych komentarzy wtrącanych co jakiś czas. W tej książce również znalazły się całe rozdziały poświęcone architekturze średniowiecznej, Paryżowi i rządom Ludwika XI. Jeżeli więc naprawdę nie jesteście w stanie o tym czytać pomińcie te rozdziały, ale nie rezygnujcie z całej książki, bo stracicie jedną z najpiękniejszych opowieści o ludzkiej naturze i namiętnościach w całej historii literatury!

„Katedrę Marii Panny w Paryżu” tak naprawdę można czytać na wiele sposobów i za każdym razem odkrywa się w niej coś nowego. Gdy czytałam tę powieść jako nastolatka wrażenie zrobiła na mnie przede wszystkim sama fabuła, dramat trójki głównych bohaterów. Teraz, kiedy wróciłam do niej po latach, nie tylko nadal przemawiają do mnie silne emocje z jakimi mierzą się Frollo, Quasimodo i Esmeralda, ale także dostrzegam inteligencję, humor i… nowoczesność prozy Hugo. Jego umiejętność prowadzenia dialogu z czytelnikiem, erudycyjne odniesienia historyczne i wcale nierzadkie puszczanie oka do „kumatych”, czynią z niego pisarza niemal współczesnego. W każdym razie, znacznie nam bliższego niż może się wydawać na pierwszy rzut oka. Dlatego zachęcam, dajcie mu szansę i sami sprawdźcie.

PS: Dlaczego napisałam, że bez tej książki prawdopodobnie nie mieszkałabym dzisiaj w Paryżu? Dlatego, że po jej przeczytaniu podjęłam dwa postanowienia: po pierwsze, odwiedzić i poznać to miasto lepiej, po drugie, przeczytać ją kiedyś ponownie, w oryginale.

cocteauandco ksiazka Hugo katedra

.

Katedra Marii Panny w Paryżu

Victor Hugo

tłum. Hanna Szumańska-Gross

Wydawnictwo Zielona Sowa

2010

.

*Nie miałam okazji porównać zbyt wielu przekładów „Katedry…”, ale jeśli miałabym Wam jakiś polecić to byłoby to zdecydowanie tłumaczenie autorstwa Hanny Szumańskiej-Gross, publikowane m. in. przez Wydawnictwo Zielona Sowa (Złota Seria) i w serii „Biblioteka Gazety Wyborczej”.

Wpis powstał w ramach akcji „Książka, dzięki której zacząłem czytać” organizowanej przez Dagmarę z bloga socjopatka.pl. Jest to projekt mający na celu wyłonienie najlepszych książek z każdego gatunku literackiego. Każdy bloger biorący udział w Akcji przedstawia jedną książkę, która jego zdaniem jest najlepszą pozycją, od której warto zacząć przygodę z danym gatunkiem.

Akcja trwa od 01.07.2017 do 31.07.2017 roku. Po jej zakończeniu na blogu Organizatora pojawi się lista wszystkich tytułów, z którymi chcemy Was zapoznać.

Może Cię również zainteresować:

  • O ile wiem, inne tłumaczenia Katedry są XIX-wieczne, więc szkoda sobie zawracać nimi głowę. Podobnie jak wersjami skróconymi.
    Mnie Katedrę wręczyła bibliotekarka, kiedy zobaczyła, jak się kręcę między regałami z literaturą dziecięco-młodzieżową, którą w większości wyczytałem. Trafiła bezbłędnie i przepadłem. Frollo mnie denerwował, ale Quasimodo do mnie przemówił. I opis Dziedzińca Cudów – nigdy wcześniej czegoś takiego nie czytałem.

    • Dziedzińca Cudów to rzeczywiście jedno z najbardziej magicznych miejsc w całej literaturze, na mnie również zrobił wrażenie. 😉

  • Nie czytałam „Katedry…”, ale bardziej niż sama lektura zainteresowała mnie w dzisiejszym wpisie Twoja historia 🙂 To jak literatura wpłynęła na Twoje wybory i pasje. Piękne i inspirujące. Super, że odsłoniłaś odrobinkę siebie, ostatnio doceniam to nawet bardziej niż ultrarzetelne – ale też suche – recenzje na blogach, itd. Nie musimy być anonimowi 😉 Dobrze, żeby osoba którą zna się jedynie wirtualnie i intelektualnie 😉 nabrała cech i rumieńców. Pozdrawiam serdecznie 😀

    • Dzięki! Rzeczywiście są dwie „szkoły” wśród blogerów książkowych. Jedna głosi, że powinniśmy być jak najbardziej profesjonalni i nie pisać o sobie, o naszych intymnych przeżyciach związanych z literaturą, a druga propaguje zupełnie przeciwny punkt widzenia. Ja jestem gdzieś po środku, ale nie lubię do bólu bezosobowych recenzji, więc sama też czasem dzielę się moim emocjami. W przypadku tej powieści po prostu musiałam napisać jak to ze mną było, w końcu temat zobowiązuje.

  • U mnie czytanie zapewne zaczęło się od Dzieci z Bullerbyn czy innych takich, ale o dziwo najbardziej z dzieciństwa pamiętam… encyklopedie dla dzieci, które namiętnie pochłaniałam. Mogły być o kwiatach, zwierzątkach, kosmosie – czy o człowieku 😉 Natomiast pomijając dziecięce spaczenia, powieść, która mnie pochłonęła na długie godziny, przez którą nie potrafiłam oderwać się od czytania, to „Hrabia Monte Christo”. Ta zemsta, ta próba odwrócenia losu i odzyskania utraconego życia. Wychodzi na to, że XIX-wieczni francuscy pisarze mieli wielką moc 😉

    • „Hrabia Monte Christo” jest na mojej liście klasyków do nadrobienia i należy do grupy nielicznych powieści, o których po prostu wiem, że mi się spodobają jeszcze przed przeczytaniem, także zupełnie nie dziwię się, że Cię pochłonęła. 😉

  • Pięknie czytelnicza historia z tymi dwoma postanowieniami. Ja Hugo czytałem na razie tylko „Nędzników”, ale w zasadzie mógłbym do nich odnieść sporą część Twoich komentarzy do „Katedry…”. Też było to dla mnie fascynująca, choć momentami bolesna, przygoda literacka, która wymaga nieco czytelniczego wyrobienia i samozaparcia.

    • „Nędzników” kiedyś zaczęłam, ale nie pamiętam już dlaczego potem porzuciłam. Na pewno jednak przyjdzie czas, że wrócę do tej powieści i przeczytam ją do końca. 🙂

  • Sama historia jest piękna, ale jak mnie zachwycały te powtykane tu i ówdzie opisy Paryża, te historyjki o jego powstawaniu! Jakie to były rozkoszne przerywniki! Dla nich też zdecydowanie warto było tę książkę przeczytać. Nie dziwię Ci się, że po tej lekturze zaczęłaś marzyć o tym mieście; dziwię się za to sobie, że choć tyle lat minęło, odkąd przeczytałam „Katedrę”, wciąż jeszcze do Paryża nie dotarłam.

    Co do wersji Disneya – kiedy zapoznałam się z literackim pierwowzorem, byłam mocno zaskoczona, że komuś przyszedł w ogóle do głowy pomysł przerobienia tej historii na bajkę; tam jest przecież tyle elementów „nie dla dzieci”, że siłą rzeczy musiało to oznaczać ogromne jej spłycenie. Mimo to, przyznaję, mam wciąż do tej disneyowskiej wersji sentyment; to była jedna z ulubionych bajek mojego dzieciństwa, i na pewno też trochę dzięki niej sięgnęłam po powieść Hugo, odkrywając ten zupełnie inny świat. Wielką niespodzianką było dla mnie książkowe zakończenie historii Quasimoda – nie potrafię sobie wyobrazić piękniejszego.

    • Szepnę, że jeśli nie czytałaś, w Nędznikach te wtręty są równie piękne, a nic cudowniejszego nad opis klauzurowego klasztorów (a dla kontrastu paryskich kanałów).

      • „Nędznicy” wciąż przede mną, jeden z moich większych wyrzutów sumienia. Postaram się zatem nadrobić jak najszybciej, dzięki za podszepnięcie! 🙂

        • W Nędzników się wpada z głową od razu, początek jest absolutnie cudowny.

    • To prawda, że te opisy są zachwycające (chociaż wyobrażam sobie, że nie dla wszystkich) a koniec naprawdę wzruszający. Hugo pokazuje cały swój kunszt w budowaniu historii, która sama „dzieje się” na oczach czytelnika, jakby nie była to „tylko” literatura. Coś niesamowitego! Dlatego właśnie postanowiłam napisać o tej książce. Może ktoś się skusi i tak jak my da się uwieść tej prozie.

  • Nie miałam jeszcze okazji czytać tej książki, ale widać, że w Twoim życiu coś zmieniła,a ja poczułam się zachęcona, aby po nią sięgnąć. Dziękuję! I dziękuję za wzięcie udziału w Akcji. 🙂

    • Nie ma za co, wzięłam w niej udział z przyjemnością. A książka, mimo że dosyć wymagająca, jest naprawdę warta zachodu. 😉

  • Jeeezu, kocham tę powieść 🙂 czytałam ją kilka lat temu i byłam oczarowana <3 u mnie czytanie zaczęło się w 4 klasie od lektury W pustyni i w puszczy 😉

    • „W pustyni i w puszczy” to też bardzo wdzięczna lektura. 🙂 Cieszę się, że podzielasz mój entuzjazm dla powieści Hugo.

  • Anna Rosińska

    Jak tylko skończy się urlop w mojej bibliotece, to wyrusze na poszukiwania tej książki, bo jestem mocno zaintrygowana…

    • Gorąco polecam, to niesamowita literacka przygoda! 😉

  • Czytałam na studiach. Wspaniała! Wcale mnie nie dziwi, że to ona zdobyła Twoje serce i popchnęła dalej 🙂

  • Pingback: Książka, dzięki której zacząłem czytać – podsumowanie Akcji. - SOCJOPATKA.PL()

  • Zajawka Na marginesie

    Yaaay! Znaleźć nowy blog literacki, trafić na wpis o książce autora Les Mis i jeszcze zachłysnąć się słówkiem „Paryż”! Przesympatyczny wpis 🙂
    Pewnie niepotrzebnie pytam, ale miałaś kiedyś okazję obejrzeć francuski musical „Notre Dame de Paris”? Ja już nie wyobrażam sobie bez niego książki – zwłaszcza po tym, jak zobaczyłam go na żywo w Gdyni (co prawda nie w języku Moliera, ale i tak gorąco polecam!)… Bo „nadszedł czas podniebnych katedr, aaaaleee…” Pomimo upływu czasu książka jest nadal tak aktualna…

    Pozdrawiam i zapraszam: taknamarginesie.wordpress.com

    Zajawka

    • Oczywiście, że widziałam ten musical (tylko w wersji oryginalnej) i bardzo długo znałam teksty prawie na pamięć. 😉 Od niego zaczęła się moja przygoda z francuskimi musicalami w ogóle, bo potem obejrzałam też kilka innych.