Książka, Teatr

Pożądanie, przemoc i wstyd. Fedra według Warlikowskiego

26 kwietnia 2016
Fedra, Warlikowski © Pascal Victor

Nie jestem specjalistką od teatru ani krytykiem teatralnym, a moje wybory w tej dziedzinie są zwykle dyktowane intuicją lub impulsem. Istnieją jednak dwa nazwiska, na które kupuję bilety w ciemno i bez chwili wahania: Beckett i Warlikowski. O moim długoletnim związku z twórczością Becketta jeszcze pewnie kiedyś napiszę, tymczasem jednak pora na kilka refleksji, które nasunęły mi się po obejrzeniu „Fedr” w reżyserii Warlikowskiego, granych obecnie w paryskim Odeonie.

„Fedry” to kolejny, po głośnym „Tramwaju” z 2010 roku, spektakl Krzysztofa Warlikowskiego, w którym polski reżyser powierzył główną rolę Isabelle Huppert. Jak poprzednio jej scenicznym partnerem jest tu Andrzej Chyra. Absolutnie przekonana co do wrażliwości i wyobraźni Warlikowskiego oraz znając aktorskie możliwości Huppert oczekiwałam w napięciu dnia spektaklu i, tym razem również, efekt końcowy mnie nie rozczarował.

Fedra, Warlikowski © Pascal Victor

„Fedry”, Krzysztof Warlikowski © Pascal Victor

Słów kilka o czym są „Fedry”: pierwsze skojarzenie sugeruje oczywiście, iż chodzi o jedną z najstarszych i najsłynniejszych sztuk teatralnych, historię nieszczęsnej Fedry, która padła ofiarą zakazanej miłości do własnego pasierba Hipolita. Dramat jest nam znany z wersji antycznych Eurypidesa i Seneki oraz nowożytnej autorstwa Jeana Racine’a. Warlikowski postanowił jednak stworzyć swego rodzaju portret wielokrotny tej dramatycznej postaci, stąd liczba mnoga w tytule. Do tego celu reżyser po raz kolejny sięgnął po teksty twórców, których szczególnie ceni, i którzy niezmiennie go inspirują, tzn. J. M. Coetzee, Sarah Kane i Wajdi Mouawad. Powstały spektakl jest więc wyjątkowym kolażem fragmentów powieści „Elizabeth Costello” południowoafrykańskiego pisarza oraz sztuk „Miłość Fedry” Kane i „Une chienne”, najnowszego dzieła Muawada, napisanego zresztą we współpracy z polskim reżyserem i poniekąd na jego zamówienie.

Efekt, jak zwykle u Warlikowskiego, jest piorunujący. Isabelle Huppert jako Fedra i Afrodyta jednocześnie przechodzi na scenie samą siebie. W ciągu tych trzech godzin targają nią najróżniejsze uczucia oraz stany emocjonalne od pożądania, gniewu i rozpaczy po wstyd i otępienie. Aktorka jest tak wiarygodna, tak zespojona z postacią, którą odgrywa, że widzowi również trudno oprzeć się tym emocjom, nadchodącym znienacka i lawinami. Desperacja i lęki Fedry stają się naszymi lękami, jej (samo)poniżenie wywołuje w widzu zażenowanie i współczucie. W pierwszej i drugiej sekwencji spektaklu, opartych na tekstach dwójki dramaturgów, obserwujemy upadek Fedry, całe piekło przeżyć, które nią targają i ostatecznie prowadzą do samobójstwa. To brutalna apokalipsa, destrukcja, której nic nie może zatrzymać, bo tak zdecydował los, a pożądanie okazało się silniejsze niż rozsądek.

Fedra, Warlikowski © Pascal Victor

„Fedry”, Krzysztof Warlikowski © Pascal Victor

Po tej pięknej katastrofie – od strony wizualnej teatr Warlikowskiego jest niemal zawsze ucztą dla zmysłów – przychodzi czas na odrodzenie bohaterki pod postacią Elizabeth Costello właśnie. Wyważona, nieco cyniczna pisarka wygłasza przed widownią referat na temat relacji bogów z ludźmi, ich wzajemnego przyciągania, fascynacji, po czym nagle zaczyna mówić Racinem, cytować zdania, które ten włożył w usta Fedry w swojej wersji dramatu. Ta zmiana kontekstu i niemal niezauważalne przejście od jednego utworu do drugiego, płynny powrót od chłodnej Costello do emocjonalnie rozdartej Fedry stanowi rodzaj klamry, dopełniającej spektakl i przynoszącej widzowi swego rodzaju katharsis.

Warlikowski i jego aktorzy doskonale balansują między, niekiedy bardzo różnymi, poetykami. Mimo że „Fedry” nie należą do najdłuższych spektakli reżysera jest to sztuka męcząca i wymagająca. Warlikowski po raz kolejny drażni, wręcz torturuje, swoją publiczność, siejąc w jej umysłach niewygodne pytania, które nie znikają jeszcze długo po wyjściu z teatru. Nie jest łatwo oglądać męczarnie głównej bohaterki, zwłaszcza iż, jak wspomniałam, Huppert w tej roli nie oszczędza się ani przez chwilę. Andrzej Chyra dorównuje kroku francuskiej gwieździe, choć ubolewam nieco nad jego świetnym warsztatem aktorskim, który w sztuce granej po francusku traci nieco na wyrazie (fakt, że aktor ma utrudnione zadanie z racji konieczności panowania nie tylko nad tekstem i ekspresją, ale i nad językiem). Całości dopełniają bardzo dobre role Agaty Buzek, grającej Strofę, córkę Fedry, oraz pozostałych aktorów i elektryzującej wręcz tancerki. Warlikowski ma ten dar, że potrafi wydobyć z aktora to, co chce, nie tłamsząc przy tym jego artystycznej indywidualności.

„Fedra”, Krzysztof Warlikowski © Pascal Victor

„Fedry”, Krzysztof Warlikowski © Pascal Victor

Podsumowując, „Fedry” to zdecydowanie nie odświeżona wersja klasyków teatru, a autorska wizja Krzysztofa Warlikowskiego, który tym spektaklem pokazuje jak bardzo nieoczywista i skomplikowana jest ta „klasyczna” postać. Dramat Fedry w jego ujęciu to dramat kobiety zgubionej przez własne pragnienie, ale także dramat człowieczeństwa w ogóle. Warlikowski stawia pytanie o to gdzie w człowieku kończy się istota ludzka a zaczyna zwierzę oraz, czy i ile w nas tego co boskie, ponadludzkie. „Fedry” to bezlitosna wiwisekcja bohaterki, podczas której docieramy do trzewi, do najciemniejszych zakamarków ludzkiej duszy i umysłu, które niekoniecznie chcemy oglądać. I właśnie dlatego, mimo wszystko, należy ten spektakl zobaczyć.

phèdres

.

Phèdre(s)

reż. Krzysztof Warlikowski

Odéon, Paryż

17 marca – 13 maja 2016

.
Follow my blog with Bloglovin

Może Cię również zainteresować:

  • Zazdroszczę Ci tego przedstawienia. Mam nadzieję, że teraz, kiedy Nowy Teatr zaczyna w końcu działać w swojej siedzibie będzie je można zobaczyć w Warszawie. Chociaż z drugiej strony mam takie wrażenie, że po (A)pollonii już nic nie będzie mi się tak podobało.

    • To prawda, (A)pollonia była wyjątkowym spektaklem. Myślę, że „Fedry” będą grane w Polsce, choć pewnie dopiero za kilka miesięcy i góra dwa-trzy spektakle. Ja natomiast ciągle czekam na „Francuzów”, w Paryżu Warlikowski wystawia ich dopiero jesienią.

      • Będę polować na „Fedry”, nie mam szczęścia do takich przedsięwzięć i zazwyczaj zaplanuję dużo wcześniej jakiś wyjazd, ale może tym razem się uda. Będę czekać na Twoje wrażenia z „Francuzów”. Mnie nie zachwycili. 😉