Książka

Dwa brzegi, jedno piekło

24 marca 2016
Zizola migracja

Temat uchodźców z Bliskiego Wschodu jest ciągle, jakkolwiek by to brzmiało, najgorętszym tematem europejskich mediów. Niestety nie przekłada się to na postęp w debacie publicznej na temat rozwiązania problemu nielegalnej migracji setek tysięcy Syryjczyków, imających się wszelkich sposobów, aby uciec przed wojną. W ostatnim czasie ukazały się dwie książki, których autorzy przyglądają się z bliska sytuacji po obu stronach Morza Śródziemnego.

Pierwsza z nich to reportaż, choć jednoznaczne zaklasyfikowanie jej do tego gatunku jest sporym uproszczeniem, „Wielki przypływ” Jarosława Mikołajewskiego. Polski pisarz i poeta relacjonuje życie na włoskiej Lampedusie, która niemal codziennie przyjmuje nowych uchodźców przybijających do jej brzegów w lichych łodziach i barkach. Druga publikacja, „Przez morze. Z Syryjczykami do Europy” jest z kolei opisem brawurowego przedsięwzięcia dwóch dziennikarzy – niemieckiego reportera Wolfganga Bauera i czeskiego fotografa Stanislava Krupara, którzy, aby oddać jak najpełniej doświadczenie Syryjczyków próbujących przedostać się na Stary Kontynent, postanowili przebyć tę trudną drogę razem z nimi.


Książki te różni niemal wszystko, poczynając od przyjmowanej przez autorów perspektywy, a na stylu i języku kończąc. To co zbliża je najbardziej to zaangażowanie i współczucie wobec migrantów decydujących się na tak desperacki krok jakim jest przeprawa przez morze, zdając się na łaskę skorumpowanych i gotowych na wszystko przewoźników. Mimo, iż nie obeszło się bez zgrzytów, po przeczytaniu obu tekstów, mogę powiedzieć, że są to książki potrzebne, dzięki którym możemy uzyskać nieco lepszy obraz wydarzeń mających obecnie miejsce w tej części świata.

In the same boat © Francesco Zizola 2015

Reportaż Bauera jest w tym zestawieniu książką sprawiającą mi zdecydowanie największy problem, wobec której byłam nastawiona sceptycznie od samego początku. Chodzi przede wszystkim o kwestię etycznej postawy dziennikarzy decydujących się na dołączenie do grupy migrantów organizujących przeprawę do Europy. Jakkolwiek argument bezpośredniego doświadczenia w celu oddania całego dramatu sytuacji jest dla mnie uzasadniony, zwłaszcza jeśli mowa o reportażu, nie jestem do końca przekonana, czy podszywanie się pod uchodźców było w tym wypadku rzeczywiście konieczne. Wydaje się to wątpliwe tym bardziej, że jak się szybko okazuje, autorzy zostali zdemaskowani już na początku i większość książki została skonstruowana na podstawie relacji Syryjczyków, którzy ostatecznie drogę przez morze przebyli sami.  

Granice Europy znów stają się strefami śmierci.                                                                                                             Pod murem berlińskim przez pięćdziesiąt lat zabito stu dwudziestu pięciu uciekinierów, a wolny świat widział w nim symbol okrucieństwa. Przy murach, którymi Europa otoczyła się po zakończeniu zimnej wojny, do wiosny 2014 roku zmarło blisko dwadzieścia tysięcy uchodźców. Większość utonęła w Morzu Śródziemnym. Żadna morska granica świata nie pochłonęła tylu istnień.
Morze Śródziemne – kolebka Europy – jest dziś miejscem, gdzie Europa najbardziej zawiodła.                                                                                                                                               W. Bauer, „Przez morze. Z Syryjczykami do Europy”

Co więcej, jeśli podejść realnie do sytuacji, w której ucieczka drogą morską jest jedynym wyjściem, a na miejsce w łodzi i wypłyniecie z patrolowanego przez policję portu trzeba niekiedy czekać tygodniami, próba dostania się dziennikarzy na pokład wraz z ludźmi, którzy naprawdę tego potrzebują, zakrawa wręcz na skrajny egoizm podyktowany zwykłą chęcią napisania mocnego reportażu. Dlatego właśnie trudno mi widzieć wyłącznie dobre intencje ze strony autorów, choć nie zamierzam odmawiać im współczucia wobec uchodźców i gotowości do pomocy, te zresztą Bauer opisuje na wielu stronach.

Interesującą kwestią wydaje się również obraz Syryjczyków jaki daje ta książka. Według mnie, jest on niekoniecznie pozytywny. Z kilku portretów, które kreśli niemiecki reporter, dosyć jasno wynika, że to nie bezpośrednia potrzeba przeżycia czy strach przed wojną decydują o tym, że chcą oni jak najszybciej dostać się do Europy. Niemal wszyscy bohaterowie reportażu uciekli z Syrii dużo wcześniej i zdążyli nawet rozwinąć małe biznesy w państwach sąsiednich. Coraz częściej więc to, co pcha ich do podjęcia przeprawy to niechęć rdzennych mieszkańców, brak perspektyw, czy w końcu zwykłe pragnienie polepszenia warunków życiowych i materialnych. Spora część z nich ma wyraźny cel w Europie i są to zwykle Niemcy lub Szwecja. Nie kryjąc tych faktów przed czytelnikiem Bauer zdaje egzamin z warsztatu rzetelnego reportera, jednak, mimo całego przywiązania do swoich bohaterów jakie prezentuje, wyświadcza im tym samym niedźwiedzią przysługę. Trudno bowiem, po lekturze „Przez morze”, nie odnieść wrażenia, że niestety nie wszyscy uchodźcy są w tak samo rozpaczliwej sytuacji jak mogłoby się wydawać.

In the same boat © Francesco Zizola 2015
Mikołajewski natomiast proponuje czytelnikowi zupełnie przeciwny punkt widzenia, mianowicie perspektywę zwykłego Europejczyka, mieszkańca niewielkiej Lampedusy, którego codziennością od lat już jest ratowanie migrantów resztką sił docierających do granic kontynentu. Autor w sposób prosty, a zarazem niemal poetycki, opisuje wpływ jaki ten niekończący się przypływ ma na różne sfery życia tamtejszej ludności. Niektóre rozdziały pozostają na długo w pamięci, jak choćby ten poświęcony lekarzowi, który każdej nocy wzywany jest na pomost, aby zbadać nowo przybyłych i udokumentować liczbę martwych, tych którzy nie dotrwali końca podróży.

–  Kiedy zajmujemy się żywymi, jest ze mną dwóch, czasem trzech lekarzy. Martwych badam jednak sam. Koledzy mówią: musiałeś się przyzwyczaić, robiłeś to tyle razy. Nieprawda, do tego nie da się przyzwyczaić. Śnią mi się co noc. Każdy, co do jednego. (…) Płakałem wiele razy. Trzeba robić swoje, bo jakże inaczej. Ale to wszystko zostaje. Nigdy się nie przyzwyczaisz. Widziałem ich tysiące. Może jestem lekarzem, który widział najwięcej trupów na świecie?                                                                                                                                                                                                                                                                                                      J. Mikołajewski, „Wielki przypływ”                                                                 

Jak wspomniałam, krótki tekst Mikołajewskiego jest czymś więcej niż typowym reportażem, choćby z uwagi na to, że pojawia się w nim również wiersz oraz fragmenty nieco wykraczające poza konwencję tego gatunku, w których autor snuje refleksje nad samą sztuką reportażu. Ostatecznie, forma wydaje się dosyć intrygująca i dobrze współgra z charakterem książki. W przypadku „Wielkiego przypływu” wyraźnie czuje się, że wyjazd na Lampedusę nie był reporterską misją autora, a raczej został podyktowany jego, w gruncie rzeczy bardzo osobistą, potrzebą dowiedzenia się czegoś więcej o tym, co przydarza się mieszkańcom tej części Europy i przede wszystkim Włoch, kraju szczególnie mu bliskiego. Wielką wartością tej relacji jest skupienie uwagi na mieszkańcach wyspy, często pomijanych przez media, lub prezentowanych wyłącznie w kontekście katastrof imigranckich statków, a mających przecież prawo do własnego życia i wdzięczności za pomoc niesioną każdego dnia uchodźcom.

Dwa różnie punkty widzenia na ten sam dramat. Warto przeczytać, aby wyrobić sobie własne zdanie.

large_bauer

.

Przez morze. Z Syryjczykami do Europy

Wolfgang Bauer

Wyd. Czarne

2016

.

wielki-przyplyw

.

Wielki przypływ

Jarosław Mikołajewski

Wyd. Dowody na Istnienie

2015

.

Zdjęcia: cykl In the same boat © Francesco Zizola 2015

Follow my blog with Bloglovin

Może Cię również zainteresować: