Książka

„Diabeł i tabliczka czekolady” Paweł Piotr Reszka

21 czerwca 2016
Diabeł i tabliczka czekolady

Nie miałam wcześniej okazji sięgnąć po zbiór reportaży Pawła Piotra Reszki „Diabeł i tabliczka czekolady”, ale po przyznaniu mu tegorocznej nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki postanowiłam sprawdzić, czy rzeczywiście jest to pozycja tak dobra jak orzekło jury i krytycy. Dodatkową motywacją był dla mnie fakt, że autor zebrał w tej książce teksty dotyczące mojego rodzinnego regionu, Lubelszczyzny, która, mimo osiemnastu lat tam spędzonych, nadal pozostaje dla mnie jednocześnie znana i nieodgadniona, o czym pisałam już w recenzji „Wschodu” Stasiuka. Jaki obraz tej części Polski wyłania się więc z reportaży Reszki?

Gdyby chcieć odpowiedzieć na to pytanie wyłącznie przymiotnikami, można by je multiplikować w nieskończoność, a wszystkie byłyby w podobnym tonie: dramatyczny, przerażający, beznadziejny, szokujący. W tym zbiorze jedna niewiarygodna historia, bo czasem trudno uwierzyć, że takie rzeczy mogą dziać się w środku Europy w XXI wieku, prześciga się z drugą. Reszka porusza chyba wszystkie tematy istotne dla współczesnych Polaków i od lat pozostające w centrum debaty publicznej, by nie powiedzieć otwartej walki politycznej i światopoglądowej. Znajdziemy tu reportaże dotyczące religii: dziewic konsekrowanych i słynnej afery sióstr betanek, które zamknęły się swego czasu w domu zakonnym w Kazimierzu Dolnym, tworząc rodzaj sekty rządzącej się własnymi prawami. Jest oczywiście głośny spór o krzyż w miejscach publicznych. Następnie, również mocno związana z religią, kwestia homoseksualizmu i wyjątkowo oryginalnych sposobów „leczenia” z niego (sic!) przez przyparafialne grupy wsparcia. Nie brak także biedy, przemocy domowej, przestępczości, trudnych warunków życia w lubelskim domu opieki społecznej i szokujących warunków sanitarnych w wielu mieszkaniach prywatnych. Na koniec oczywiście nadal nierozwiązana „kwestia żydowska” i problem stosunku do pamięci o Żydach oraz do tych, którzy ratowali ich w czasie wojny.

Diabeł i tabliczka czekolady, Reszka

„Diabeł i tabliczka czekolady” jest więc nie tyle atlasem problemów współczesnej Lubelszczyzny, co całej Polski, ponieważ nie należy się łudzić, że nieco lepszy poziom życia w innych regionach kraju rozwiązuje większość z wymienionych kwestii. Gdy czyta się reportaże Reszki w głowie dominuje właściwie tylko jedna refleksja, jedno pytanie, które powraca nieustannie: jak to możliwe? Jak to możliwe, że dziś nadal ludzie potrafią być tak bezwzględni wobec innych, często również wobec najbliższych? Jak to możliwe, że nie szanujemy się nawzajem, że chcemy zmieniać innych za wszelką cenę w imię własnego światopoglądu, że chcemy narzucić całemu światu nasze przekonania i wyznanie, że wypieramy się własnej tożsamości i nie mamy szacunku dla przeszłości tylko dlatego, że nie zawsze jest taka jak byśmy chcieli? A to tylko kilka pytań, które kłębią się w głowie jeszcze długo po zamknięciu książki.

Naprawdę ciężko czyta się o staruszkach opuszczonych przez bliskich, o trzydziestoparoletnich kobietach, które nie widzą przed sobą żadnej przyszłości, mają poczucie zmarnowanego życia, o dzieciach wyśmiewanych i szykanowanych w szkole tylko dlatego, że są biedne i niewystarczająco dobrze ubrane. Wielką zaletą reportaży Reszki jest to, że stara się on nie oceniać swoich bohaterów, nie wysuwać pochopnych wniosków. Nie moralizuje, nie podsumowuje, właściwie reporter ogranicza się tu do roli przekaziciela.

Diabeł i tabliczka czekolady, Reszka

Szczerze mówiąc, nie dostrzegłam wielkiego waloru literackiego w pisarstwie Reszki, chyba że za taki uznamy umiejętność i wierność oddania sposobu mówienia bohaterów jego reportaży, który natychmiast zdradza ich pochodzenie i pozycję społeczną. Według mnie nie mamy tu do czynienia z reportażem literackim, teksty te byłyby literackie gdyby, tak jak Reymont, Reszka wymyślił te postaci i wystylizował ich język w ten właśnie sposób. Tymczasem, są to ludzie z krwi i kości, których historie autor wysłuchał i zebrał, co nie znaczy oczywiście, że nie są to dobre reportaże. Tak jak już wspomniałam, wręcz przeciwnie, każdy tekst uderza swoją bezpośredniością i celnością, ale siła tego zbioru tkwi w doborze tematów, osób i sposobie wydobywania z nich opowieści, nie zaś w formie, czy języku.

Pod względem wyczucia bohaterów absolutnie nie można Reszce odmówić umiejętności reporterskich. Dzięki temu czytelnik nagle potrafi zrozumieć nawet motywacje kobiety, która zabiła piątkę swoich dzieci, a ich ciała ukryła w beczce, potrafi przyjąć jej punkt widzenia, poczuć desperację i strach popychające tzw. zwykłego człowieka do tak okropnych czynów. Inne historie, których na pewno nie da się szybko zapomnieć to np. ta dotycząca oddawania organów po wypadkach, czy też domu i posesji będącej miejscem rzezi, a w końcu i pochówku, pewnej żydowskiej rodziny, gdzie dzisiaj mieszkają ludzie zupełnie obojętni na dramat, który wydarzył się tam przed laty. Tak jakby coś, co miało miejsce dawno temu, nie było realne, nie miało znaczenia, zwłaszcza gdy dotyczy to „Żydków”. Dla czytelnika reprezentującego postawę otwartą są to relacje i wypowiedzi mrożące krew w żyłach bardziej niż najstraszniejszy horror, ponieważ niezaprzeczalnie prawdziwe.

Sporo po wojnie gospodarstwo Adama Kułagi kupił brat Zofii D. Rozebrał dom.                                                         Ja: – I nigdy wam nie przeszkadzało to, że oni tam leżą? – Zofia: – A co mi tam? Mnie to nie obchodzi. Tylko się zastanawiałam, jak ta kryjówka była zrobiona, bo tu piach wszędzie.  – Barbara: – Jak ja jestem z 1958 roku, to co mi do tego? – Zofia: – Gdy brat mój Januszek kupił to gospodarstwo, 1,65 hektara, tam nie było nawet znaku, gdzie te Żydy pochowane. Dopiero teraz, po latach, takie zainteresowanie. – Ja: – Ale pani przecież wiedziała, że oni tu są pochowani, wszyscy wiedzieli. – Zofia: – No, ale tak mniej więcej!                                                                                                                                                                          „Diabeł i tabliczka czekolady”, Paweł Piotr Reszka

Z uwagi na to, że wszystkie reportaże, które znalazły się w zbiorze „Diabeł i tabliczka czekolady” były wcześniej publikowane w magazynie Gazety Wyborczej, Reszka postanowił wzbogacić go o mini-historie kilku osób opowiadających o tym, czym dla nich jest szczęście. Niestety, również i te opowieści są bardziej przygnębiające, niż pocieszające, często bowiem okazuje się, że ludzie ci marzą o rzeczach, które dla większości z nas są powszednie, powszechnie dostępne. Słowem, sięgając po tę książkę, trudno wyjść z jej lektury bez obrażeń. Szkoda tylko, że w większości przypadków, jako czytelnicy, czujemy się po prostu bezradni i zamiast, jeszcze ze „świeżą raną”, próbować walczyć z tą sytuacją, powoli zaczynamy wypierać ją ze świadomości.

Diabeł i tabliczka czekolady, Reszka.

Diabeł i tabliczka czekolady

Paweł Piotr Reszka

Wyd. Agora SA

2015

.

Może Cię również zainteresować:

  • Nigdy nie słyszałam o tym autorze, choć muszę przyznać, że zaciekawiło mnie to, co piszesz. Może kiedyś się skuszę na ten reportaż. 🙂

    • Polecam! Fakt, że Reszka znany jest bardziej z reportaży pojawiających się w prasie, a niżeli z publikacji książkowych, to pewnie stąd ta nieznajomość. 🙂