Film

Co w kinie piszczy, czyli 5 filmów w kilku zdaniach

20 lutego 2017
premiery kinowe - 5 filmów

Pamiętacie jak jakiś czas temu narzekałam, że w kinie kompletna posucha i ze świecą szukać premiery, która by mnie zainteresowała? Początek roku dosyć niespodziewanie przyniósł zupełnie odwrotną sytuację – co tydzień na ekrany wchodzi tyle interesujących filmów, że choćbym bardzo chciała, już teraz wiem, że nie uda mi się obejrzeć ich wszystkich nim wypadną z programu. Cóż, trzeba więc dokonać selekcji. Niemniej wśród filmów opinią, na temat których zamierzam się z Wami podzielić w tym wpisie znalazły się zarówno kameralne europejskie produkcje, jak i nominowany do Oscarów obraz zza oceanu. O większości z nich na pewno słyszeliście i być może zastanawiacie się, czy rzeczywiście warto pójść do kina. Mam nadzieję, że mój post rozwieje Wasze wątpliwości. A na koniec film, o którego istnieniu raczej nie macie pojęcia, a zdecydowanie powinniście, jeśli lubicie naprawdę dobre kino.

premiery kinowe - 5 filmówDobrze się kłamie w miłym towarzystwie

Najnowszy film Paola Genovese zagościł w polskich kinach już kilka tygodni temu, a mimo to mam wrażenie, że niewiele osób się nim zainteresowało. Wielka szkoda, ponieważ nawet wskazujący na komedię tytuł (czy raczej polska wariacja na temat oryginalnego tytułu) i lekko brzmiący opis fabuły nie powinny przyćmić samego dzieła i absolutnie nie waham się używać tego słowa w kontekście filmu włoskiego reżysera. Historia na pierwszy rzut oka rzeczywiście wydaje się banalna – grupa starych przyjaciół spotyka się na wspólną kolację. Atmosfera jest bardzo przyjemna do momentu, gdy jedno z nich proponuje dosyć nietypową, z pozoru niewinną zabawę – dzielenie z wszystkimi obecnymi maili, telefonów i smsów odbieranych tego wieczora. Jak nie trudno odgadnąć, szybko okazuje się, że ludzie, którzy znają się od lat i wydają się nie mieć przed sobą tajemnic w rzeczywistości skrywają sekrety niekiedy przechodzące wszelkie wyobrażenia przyjaciół i współmałżonków. W „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” wszystko jest tak jak powinno być w dobrym europejskim kinie, gdzie fabułę oparto na rozmowie – świetnie dobrani aktorzy (z imponująco naturalną Katarzyną Smutniak na czele), wartkie, niepozbawione ironii dialogi i nienachalny „morał” na temat kondycji współczesnego człowieka żyjącego w zdradzieckich sidłach „inteligentnych” wynalazków nowoczesności. A na dodatek nieoczywiste zakończenie, które również daje do myślenia.

.

premiery kinowe - 5 filmówToni Erdmann

Prawie trzygodzinna niemiecko-rumuńska koprodukcja zachwyciła w ostatnim czasie połowę Europy i nawet zdobyła nominację do Oscara w kategorii „Najlepszy film nieanglojęzyczny”. Pomysł na fabułę jest rzeczywiście ciekawy, choć według mnie średnio oryginalny. Konkretniej, mało oryginalny wydaje się wątek Ines, zapracowanej głównej bohaterki, która niemal dosłownie żyje dla swojej korporacji, a jej największą ambicją jest skuteczne przeprowadzenie restrukturyzacji rumuńskiego oddziału firmy, kosztem czego zaniedbuje rodzinę. Takich filmów powstało już wiele. Interesujący jest natomiast tytułowy Toni Erdmann, czyli komiczne, czy raczej tragikomiczne alter ego ojca Ines, stawiającego sobie za cel uświadomienie córki, że międzynarodowa kariera wcale nie jest najważniejsza. Niestety, według mnie ten film to wiele hałasu o nic. No dobrze, o prawie nic, bo jest w nim pewien potencjał, który jednak zostaje stłamszony przez przydługie i nudnawe sceny. Gdyby wyciąć z niego jakąś godzinę „Toni Erdmann” nic by nie stracił, wręcz przeciwnie! Jedyne, co jest naprawdę godne uwagi w tym obrazie to sposób w jaki reżyserka ukazuje współczesną Rumunię, jej dwa, skrajnie różnie oblicza widziane oczami bogatych zachodnich Europejczyków.

.

premiery kinowe - 5 filmówElle

Elle to intrygujący i zdecydowanie mącący wszelki zdrowy umysł (o tym, co robi z niezdrowym wolę nawet nie myśleć) efekt współpracy Paula Verhoevena – twórcy m. in. „Nagiego instynktu” – z genialną francuską aktorką Isabelle Huppert (nominowaną za rolę w tym filmie do Oscara). Tytułowa Ona to Michèle, kobieta dojrzała i dynamiczna szefowa nowoczesnej firmy, która pewnego dnia zostaje zgwałcona we własnym domu przez zamaskowanego sprawcę i… nie zgłasza tego na policję. To wydarzenie jest pierwszym z wielu elementów filmu, które nie tyle dziwią, co kompletnie wytrącają widza z równowagi – im dalej zagłębiamy się w historię kobiety i jej oprawcy tym bardziej, czujemy się zdestabilizowani przebiegiem fabuły. Poza tym, reżyser rozwija również kilka niemniej interesujących wątków pobocznych, co w efekcie końcowym prowadzi do nieprawdopodobnego wręcz stężenia absurdu i jak najbardziej rzeczywistego dyskomfortu psychicznego u widza. Już dawno po seansie nie miałam tak wyraźnego poczucia, że tak naprawdę nie wiem, co obejrzałam i nie potrafię zdecydować, czy było to dobre, czy złe, ale jedno wiem na pewno – było to całkowicie nienormalne i mocne.

.

premiery kinowe - 5 filmówJackie

Ostatnia z głośnych nowości to filmowa biografia Jackie Kennedy, czy raczej impresja na temat czterech dni z jej życia od momentu zabójstwa prezydenta Kennedy’ego do jego pogrzebu i opuszczenia Białego Domu przez byłą pierwszą damę wraz z dziećmi. Grana przez Natalie Portman Jackie jest jednocześnie oschła, ironiczna i czarująca, zdjęta bólem i obojętna na otoczenie. Nie będę jednak owijać w bawełnę, w mojej opinii jedynie gra aktorska Portman ratuje ten film, choć i tu nie uważam, żeby to była rola stworzona dla niej. Przez cały seans coś zdecydowanie zgrzytało mi i w tej postaci i w sposobie obrazowania wydarzeń, tak przecież interesujących samych w sobie. Idea przedstawienia tylko kilku „kluczowych” dni od początku wydawała mi się świetna, realizacja okazała się dużo gorsza. Odniosłam wrażenie, że reżyser nie mógł się zdecydować jaki dokładnie film chce zrobić i ostatecznie jest w nim wszystko – długie hollywoodzkie ujęcia i kręcenie „z ręki”, wstawki czarnobiałe i „rozmazane” imitacje archiwalnych obrazów telewizyjnych. A ponad wszystko irytujące były muzyka i pomijanie co bardziej kontrowersyjnych wątków dotyczących prywatnego życia Kennedych. W przypadku „Jackie” mogę z czystym sumienie odradzić Wam seans. Jeśli jesteście naprawdę zainteresowani tym filmem poczekajcie na DVD i obejrzyjcie je sobie do kolacji. Na więcej uwagi nie zasługuje.

.

premiery kinowe - 5 filmówSłodkich snów

Zdaję sobie sprawę z tego, że dla czytelnika średnio atrakcyjne jest czytanie o filmie, do którego nie ma dostępu i, jak na razie, nawet nie wiadomo czy będzie go miał (nigdzie nie znalazłam informacji, czy planowana jest jego dystrybucja w Polsce). Niemniej, jeśli będziecie mieli okazję w jakikolwiek sposób obejrzeć „Fai bei sogni” Marco Bellocchio nie wahajcie się ani chwili, bo to jeden z najlepszych filmów jakie zdarzyło mi się oglądać w ostatnim czasie. Mało tego, w kategorii obrazów opowiadających o relacji dziecko-matka byłabym skłonna postawić go w jednym rzędzie z produkcjami Xaviera Dolana (o tym jak bardzo cenię jego twórczość wiedzą wszyscy, którzy czytali ten tekst). Bellocchio przedstawia nam historię Massima osieroconego przez matkę jako dziecko i nie potrafiącego się z tym pogodzić. Od najmłodszych lat chłopiec miał z nią bowiem bardzo szczególną relację, tyleż niepokojącą, co pełną miłości. Nagła, dosyć niejasna śmierć matki pozostawia w nim niewypełnialną pustkę, z którą musi radzić sobie w dorosłym życiu. Oprócz pięknie przeprowadzonej, bezpretensjonalnej fabuły i aktorstwa na bardzo dobrym poziomie twórcy filmu serwują nam wspaniałe dekoracje Turynu lat 60-tych i 90-tych, owianego nutą nostalgii, ale ciągle pięknego i dumnego. Wspaniały kawałek włoskiego kina współczesnego. Miejmy nadzieję, że jeszcze zagości na polskich ekranach.

Tak prezentuje się lista moich filmowych zachwytów i rozczarowań ostatnich tygodni. Jestem ciekawa Waszej opinii na temat wymienionych produkcji i, jak zawsze, otwarta na polecenia innych interesujących filmów.

Może Cię również zainteresować:

  • Film „Toni Erdmann” widziałam i mam bardzo podobne wrażenia. Pomysł na fabułę, choć dość refleksyjny, finalnie czym się nie wyróżnia. Niektóre sceny naprawdę bawią, inne natomiast zdają się zwyczajnie zbędne, żeby nie napisać nudne. Film po obcięciu wspomnianej godziny nabrałby więcej wigoru i w równy sposób zachęciłby do przemyślenia wątku głównego. Samo przypisanie produkcji do kategorii typowej komedii również nie do końca mi odpowiada, w fabule wyczuwa się także dużo dramatu. Pozdrawiam! 🙂

    • To prawda, zgadzam się całkowicie. Filmowi momentami brakuje wigoru i tempo jest raczej nierówne. Niektóre sceny są świetne, zabawne lub dramatyczne, inne kompletnie rozczarowujące, zwyczajnie zbędne. Ta nominacja do Oscara też wydaje mi się trochę na wyrost, ale cóż.

      • White Rabbit

        O dziwo mnie się Toni nie dłużył i świetnie się na nim bawiłam, choć to prawie 3 godziny. Taka była koncepcja reżyserki by ujęcia wydłużać, w momentach gdy typowy filmowiec już dawno zrobiłby cięcie. Wynika to zapewne z faktu, że wiele scen, wiele żartów było w tym filmie improwizowanych, tak ma w zwyczaju grać aktor grający ojca/Toniego Erdmanna. Być może te dłużyzny są też po to by pokazać nam, i pozwolić odczuć, dyskomfort ciszy zapadającej między ojcem i córką, którzy nie potrafią ze sobą rozmawiać. To nie jest film komercyjny, tylko artystyczny (dla widza przyzwyczajonego do tego typu filmów te dłużyzny już aż tak bardzo nie męczą), a z tego punktu widzenia, to zdecydowanie komedia.
        Ciekawa recenzja, pozwalająca spojrzeć na film z innej strony – tutaj: http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36000,21318049,toni-erdmann-czyli-absurd-wymaga-czasu-rana-vulgaris.html?disableRedirects=true

  • Trzy pierwsze filmy mam w planach i na pewno je prędzej czy później nadrobię. Co do „Jackie” mam takie samo zdanie – wynudziłam się na tym filmie, mimo że kino niezależne mi nie straszne i takie filmy, których akcja zamyka się nawet w jednym dniu, zazwyczaj mnie fascynują. W tym przypadku nie wyszło, a Natalie Portman rozczarowała, jakby za bardzo zamknęła się w fizyczności swojej postaci, przez co hamowała jakąś naturalność. No nie wiem, mam nadzieję, że Oscara nie otrzyma. I trochę boli, że tyle ciekawych wątków zostało przemilczanych.
    O ostatnim filmie nie słyszałam, a Dolana uwielbiam, więc musze sobie zapisać do listy 😀

    • Ciekawa uwaga na temat zamknięcia się Portman w fizyczności granej przez nią postaci, rzeczywiście coś w tym jest, bo ja też miałam podobne odczucia. Mimo wszystko podejrzewam, że Oscary dla tego filmu się jednak posypią, zwykle tak to już bywa. A film Bellocchia zdecydowanie polecam – wspaniały klimat i naprawdę świetnie skonstruowane postaci. 🙂

  • Karolina Nos-Cybelius

    Słabo ogarniam ostatnio rzeczywistość. I tę filmową i pozafilmową… Mam coraz większe zaległości i nie widziałam żadnego z filmów, o których piszesz. Ale o „Elle” słyszałam i obejrzę na pewno, bo ubóstwiam Huppert. Ostatnia pozycja też wydaje się interesującą, więc jeśli się kiedyś natknę, będę pamiętać, że gorąco polecałaś. P. S. Dolan jest mistrzem 😉 Taki młody a taki utalentowany…

    • „Elle” to naprawdę dziwaczny film, nawet jak na Huppert. Szczerze mówiąc, jeśli porównać go z „Pianistką” to „Pianistka” jest bardzo normalna przy „Elle”. Poza tym, Huppert, którą też uwielbiam, tutaj trochę za bardzo się powtarza. Mam wrażenie, że przez większość filmu nie gra bohaterki tylko Isabelle Huppert grającą dziwną bohaterkę w filmie Verhoevena. Niemniej, oglądanie tego filmu było ciekawym doświadczeniem, chociaż chyba nie chciałabym go powtórzyć. 😀 A Dolan jest świetny! Nawet, gdy jest w słabszej formie nadal kocham go namiętnie. 😉 A propos, widziałaś już „To tylko koniec świata”?

      • Karolina Nos-Cybelius

        Nie widziałam jeszcze i nie wiem kiedy obejrzę 🙁 Może mnie lokalne małe kino zaskoczy i będzie można tu obejrzeć za jakiś czas nowego Dolana. Z kina niezależnego mam też ogromną chrapkę na film „Manchester by The Sea”…

        • Trzymam kciuki, żeby Dolan dotarł do Twojego lokalnego kina! 😉 Na „Manchester by The Sea” też mam mega chrapkę. 🙂

          • White Rabbit

            „Manchester..” polecam bardzo – to jest film o traumie, a jest w nim masa humoru, rewelacyjnie napisany scenariusz – widziałam 2 razy i jestem zachwycona. Nowy Dolan to taki teatr telewizji, ale przyjemnie się ogląda.

            Ale najbardziej polecam poetycki film „Moonlight”, obejrzałam go w czwartek przed Oscarami i marzyłam, żeby ten skromny film dostał główną nagrodę. Naprawdę rzadko, gdy kończy się film chciałabym go obejrzeć od razu jeszcze raz, a tak było z Moonlight. To jest film zbudowany na subtelnościach, z punktu widzenia chłopca, potem coraz starszego, o samotności, o szukaniu własnej tożsamości, z pięknymi zdjęciami, muzyką i aktorstwem. Jak powiedziano w Tygodniku Kulturalnym (polecam całą rozmowę o tym filmie, na vod.tvp.pl) – można napisać książki o tym, co dzieje się w spojrzeniach w tym filmie. W weekend idę na niego jeszcze raz, może nie ostatni 🙂

          • Wow! Widzę, że jesteś prawdziwą fanką kina! „Moonlight” widziałam i chociaż mnie nie zachwycił to jednak jest w nim coś wyjątkowego. W każdym razie zgadzam się z tym, co powiedziano o spojrzeniach i klimacie filmu w Tygodniku Kulturalnym. „Manchester by The Sea” ciągle przede mną, ale niedługo na pewno obejrzę! 🙂

  • Niespodziegadki

    Uwielbiamy Isabelle Huppert! Gdyby rolę główną dostała Nicole Kidman, jak początkowo chciał Verhoeven, to byłby zupełnie inny film – naszym zdaniem. Huppert ma to do siebie, że „robi robotę”, czyli równie dobrze mogłaby grać sama, a za tło mieć pusty pokój i efekt i tak byłby świetny.
    Opis ostatniego filmu brzmi intrygująco – ciekawe, czy dane nam będzie go zobaczyć 🙂

    • Nie wiedziałam, że był taki pomysł, żeby to Nicole Kidman wcieliła się w tytułową rolę. Prawdę mówiąc nawet sobie tego nie wyobrażam. Co do Huppert, zgadzam się, że jest genialna, mimo że mnie w tym filmie nie powaliła, ale „robota” jest jak najbardziej zrobiona i temu nie można zaprzeczyć. 😉 Natomiast jakiś czas temu miałam okazję widzieć ją w teatrze w „Fedrach” Warlikowskiego i to było naprawdę niesamowite, zbierałam szczękę z podłogi przez co najmniej dwa dni.

      • Niespodziegadki

        Zazdrościmy Ci jak diabli!!! Huppert na żywo – to musi być coś!
        Ciekawostka: rolę główną zagrałaby Nicole Kidman albo inna amerykańska aktorka, gdyby nie fakt, że… żadna się nie zgodziła! Kiedy Huppert się o tym dowiedziała, sama zgłosiła się do Verhoevena i tylko dlatego film nakręcono we Francji (na całe szczęście!).

  • Uprzedzam, że będzie to komentarz z cyklu: nie widziałam, ale się wypowiem. 😉 A tak serio, to zachodzę w głowę czemu Pablo Larrainowi nie wyszło. Ponieważ pochodzi z Chile śledzę co robi z zainteresowaniem. Uwielbiam jego film „No”, po „El Club” nie mogliśmy spać po nocach a tu tak krytykowana „Jackie”. Bo jeszcze, że zdecydował się na film w Hollywood akurat z Natalii Portman jestem w stanie sobie wytłumaczyć. Ale, że mu nie wyszło? Jakoś nie. Będę musiała sprawdzić na własnej skórze, ale może jak film będzie dostępny w telewizji.

    • Przyznam, że zupełnie nie znam tego reżysera, więc nie mam porównania z jego wcześniejszymi filmami. Co do „Jackie”, ujmę to tak: to naprawdę mogłaby być niezła płyta, gdyby nie to, że co parę minut zgrzyta i się zacina i po kilku takich zgrzytach (a nie jesteśmy nawet w połowie) zaczyna denerwować. Daj koniecznie znać jak obejrzysz!

      • White Rabbit

        Przyznam, że mnie Jackie uwiodła, według mnie to nie jest zły film, tylko specyficzny. To jest film transowy, gdzieś spotkałam się ze sformułowaniem, że ma formę strumienia świadomości, pasuje jak ulał – stąd Twoje wrażenie chaosu. Nastrój potęguje muzyka rodem z filmów science fiction oraz kamera skupiona na twarzy Natalie Portman praktycznie przez cały czas. Zdjęcia mają coś z filmów Aronofskiego, który jest producentem filmu. Wszystko razem pozwala odczuć szok i nierealność zabójstwa Kennediego, jakie odczuwała główna bohaterka. Jednak taka konwencja musi się spodobać, inaczej wyda się, jak Tobie, manieryczna.
        Dla mnie film świetnie pokazuje ten moment w życiu Jackie kiedy z pierwszej damy staje się dosłownie nikim i zupełnie nie chce się z tą zmianą pogodzić. Była żoną JFK, królową na zamku, a teraz nie wie kim jest, ale postanawia ze wszystkich sił zagrać swoją rolę do końca, wykorzystując do tego media. Te wstawki „archiwalne” są właśnie po to by pokazać nam jak bardzo, od początku, telewizyjnym zwierzęciem była Jackie, od początku wiedziała jak chce by ją i jej męża przedstawiano, kim chce być, kim powinien być prezydent USA, czym powinien być Biały Dom, a po śmierci JFK – jakim prezydentem powinien być zapamiętany. Udało jej się. JFK, choć przecież rządził bardzo krótko, jest do dziś legendą, podobnie i sama Jackie. Film pozwala trochę zajrzeć pod płaszczyk tych momentów, gdy stwarzano legendy i pospekulować nad tym, jak było naprawdę. Życia prywatnego Kennedych w tym filmie być nie mogło, bo film był o Jackie- ikonie, nie o JFK (liczne zdrady było lekko zasygnalizowane) i o jej załamaniu po tragicznych wydarzeniach. Nawet jeśli uznamy film za manieryczny, tak jak manieryczny jest sam akcent Natalie Portman udającej Jackie Kennedy, warto go obejrzeć dla rozważenia potęgi symbolu, choćby wystawnych pogrzebów głów państwa, w tworzeniu historii. Po tym filmie już nie ma się złudzeń, że historię piszą same fakty.

  • White Rabbit

    Bardzo podoba mi się sposób w jaki podsumowałaś Elle. Ja też tak miałam: „Nie wiem co to było, bo było pokręcone, ale bardzo dobre!”

  • Pingback: 5 wcale nie letnich filmów na latoCocteau & Co.()