Film

„Co przynosi przyszłość”. Kino nienachalnej filozofii

15 kwietnia 2016
Co przynosi przyszłość (L'avenir) © Ludovic Bergery

W Warszawie właśnie rozpoczęła się dwudziesta druga edycja Festiwalu Filmowego Wiosna Filmów. Tegoroczny program pełen jest dobrych francuskich produkcji, które w większości z czystym sumieniem mogę polecić. Na liście znalazł się także najnowszy film Mii Hansen-Løve „Co przynosi przyszłość”, który do francuskich kin wszedł zaledwie tydzień temu. W ramach festiwalu polscy widzowie mogą więc obejrzeć go w tym samym czasie co Francuzi i zdecydowanie warto skorzystać z tej okazji.

Obraz Hansen-Løve, z jak zwykle bezbłędną i hipnotyzującą w swojej naturalności Isabelle Huppert w roli głównej, reprezentuje wszystko to, co we francuskim kinie najlepsze i za co właśnie je lubimy (lub nienawidzimy, bo są i tacy). Oznacza to, że akcji jest tu jak na lekarstwo za to nacisk kładzie się na dialogi i zdjęcia. Codzienność głównej bohaterki miesza się z nienachalnym liryzmem pejzażu wietrznej Bretanii, ośnieżonych gór i wypalonych letnim słońcem polan, czy w końcu paryskich parków i ulic. Fabuła również jest prosta, co powoduje, że to właśnie życie wewnętrzne i stan ducha bohaterki przebija się na pierwszy plan.

Mia Hansen-Løve, „Co przynosi przyszłość” © Ludovic Bergery

Mia Hansen-Løve, „Co przynosi przyszłość” © Ludovic Bergery

Nathalie jest kobietą po pięćdziesiątce, która osiągnęła równowagę zarówno w sferze zawodowej jak i osobistej. Od lat jest nauczycielką filozofii w jednym z paryskich liceów. Ma to szczęście, że praca, w tym przypadku uczenie młodzieży samodzielnego myślenia, jest jej pasją, dzięki czemu szybko zyskuje uznanie swoich uczniów. Wielu z nich, już po opuszczeniu szkoły średniej, staje się jej przyjaciółmi, jak choćby dwudziestokilkuletni Fabien (Roman Kolina), regularnie odwiedzający ją po zajęciach, aby podyskutować o życiu i filozofii. Prywatnie Nathalie jest również żoną nauczyciela filozofii i matką dwójki dzieci wchodzących w dorosłość. Ich dom to typowy dom inteligencki z niekończącymi się regałami książek, ożywionymi dyskusjami podczas wspólnych posiłków, nieco chaotyczny, ale stabilny. Jedyną zmorą Nathalie są problemy z jej starzejącą się i z lekka popadającą w paranoję ekscentryczną matką, którą w końcu decyduje się umieścić w specjalistycznym ośrodku.

Tę przyjemną rutynę ułożonego życia głównej bohaterki przerywa pewnego dnia wyznanie jej męża, że spotkał inną kobietę. Wyważona i doświadczona Nathalie nie robi mężowi awantury, ma raczej żal, że ten przyznaje się do posiadania kochanki, zamiast po prostu spotykać się z nią na boku, nie burząc życia całej rodziny. Gdy jednak Heinz oświadcza, że chce zamieszkać z tą drugą, Nathalie nie ma wyboru, musi zaakceptować nową sytuację. Kilka dni później, podczas spotkania ze swoim byłym uczniem Fabienem, wyznaje mu, że właściwie spodziewała się takiego zakończenia – „Który mężczyzna nie woli w końcu zamienić swojej starzejącej się żony na młodszą?”. Dodaje jednak, że ta radykalna zmiana nie ciąży jej tak bardzo jak można by się tego spodziewać – „Na szczęście mam bogate życie intelektualne, to mi wystarczy” – mówi.

Mia Hansen-Løve, „Co przynosi przyszłość” © Ludovic Bergery

Mia Hansen-Løve, „Co przynosi przyszłość” © Ludovic Bergery

Zaledwie kilka tygodni później kolejne dramatyczne wydarzenie, nagła śmierć matki, wstrząsa jej dotychczasowym życiem. Niemal z dnia na dzień Nathalie zostaje sama, bez męża, bez matki ani nawet dzieci, które usamodzielniły się i opuściły dom. Ta nowa sytuacja powoduje, że bohaterka zaczyna patrzeć na rzeczywistość inaczej. Rok szkolny także dobiega końca, rozpoczynają się wakacje, Nathalie nie ma więc pracy ani rodziny, którą należy się opiekować. Nagle zdaje sobie sprawę z tego, że odzyskała całkowitą wolność, stan jakiego nie zaznała od lat. Postanawia odwiedzić Fabiena w jego domu w górach, gdzie ten żyje wraz z przyjaciółmi w czymś na kształt filozoficznej bohemy.

Film Hansen-Løve to tak naprawdę wiele historii w jednej. Ta najważniejsza to oczywiście opowieść o kobiecie dojrzałej, która odkrywa i smakuje niespodziewanie odzyskaną wolność, bez histerii ani goryczy wchodzi w nowy etap życia – inny, nie znaczy tu gorszy, bycie samą nie równa się z byciem samotną i opuszczoną. Druga historia to historia Fabiena i jego przyjaźni z Nathalie – relacja uczeń-mistrz z czasem przeradza się w przyjacielski dialog między młodym mężczyzną i dojrzałą kobietą. Na szczęście reżyserka przedstawia je bez zbędnych dwuznaczności i podtekstów, tak ostatnio częstych u francuskich i europejskich twórców. Fabien wyrasta na ucznia niepokornego, który, odebrawszy lekcję swojej mistrzyni, buntuje się i postanawia iść własną drogą – zamiast burżuazyjnej filozofii klasyków wybiera idee rewolucyjne i co za tym idzie, odrzuca cały tradycyjny system społeczny. W praktyce przekłada się to na opuszczeniu jednej z najbardziej prestiżowych francuskich uczelni, aby zamieszkać na wsi i skupić się na kształtowaniu własnej refleksji nad światem oraz pisaniu książki. Pytanie o to, czy jest to rzeczywiście sposób na życie, czy po prostu typowa młodzieńcza niezgoda na otaczającą rzeczywistość, która mija z wiekiem, pozostaje otwarte.

Mia Hansen-Løve, „Co przynosi przyszłość” © Ludovic Bergery

Mia Hansen-Løve, „Co przynosi przyszłość” © Ludovic Bergery

„Co przynosi przyszłość” jest w pewnym sensie mini-traktatem filozoficznym o młodości i wieku dojrzałym, o tym, czy możliwy jest rzeczywisty dialog i zrozumienie między nimi, ale także o tym, jak oba te stany widzą przyszłość, jak z czasem zmieniają się nasze wartości i priorytety. A wszystko to na tle pobudzającego zmysły francuskiego pejzażu, z doskonale dobraną oszczędną muzyką. Refleksja powolna jak letni dzień ciężki od żaru, ale dialogi wartkie niczym górski strumień, w którym młodzi kąpią się i wygłupiają, gdy Nathalie czyta na brzegu.

Film subtelnie skonstruowany, zagrany z dużą lekkością i naturalnością. Filozofia nie jest tu szkolną udręką, a czymś tak prostym i oczywistym jak oddychanie. Warto obejrzeć.

l'avenir

.

Co przynosi przyszłość

Mia Hansen-Løve

Francja/Niemcy

2016

.

.Follow my blog with Bloglovin

Może Cię również zainteresować:

  • Też miałam szansę obejrzeć ten film wiosną, w ramach Off Camery w Krakowie – i rzeczywiście bardzo mi się podobał. Świetnie wyważony, co się chwali, bo faktycznie dość łatwo można go było pociągnąć w zbyt przytłaczającą stronę albo wręcz przeciwnie, potraktować zbyt lekko. A tutaj twórcy pięknie znaleźli złoty środek.

    • Oczywiście zgadzam się całkowicie i cieszę się, że miałaś okazję go obejrzeć, bo chyba w Polsce był raczej mało grany.