Książka

„Całe życie” Robert Seethaler

3 czerwca 2017
„Całe życie” Robert Seethaler

O książce „Całe życie” Roberta Seethalera słyszał już chyba każdy kto z jako takim zainteresowaniem śledzi nowości wydawnicze i nagrody literackie. Nominowana do International Man Booker Prize 2016 krótka powieść austriackiego autora właśnie ukazała się w Polsce i niemal dosłownie opanowała większość blogów i vlogów literackich. „Całe życie” jest promowane jako proza minimalistyczna i rzeczywiście trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że Seethaler używa wyłącznie niezbędnych środków, aby skonstruować tę nader prostą fabułę. Temat książki jest bowiem banalny – życie przeciętnego człowieka, któremu raczej nie przypadły w udziale zapierające dech w piersiach przygody, choć wiatr historii zmącił i jego egzystencję. Czy zatem „Całe życie” jest rzeczywiście wielkim triumfem prostoty nad prozatorskim słowotokiem, jaki opanował księgarnie w ostatnich latach?

Tym czego nie sposób nie zauważyć jest fakt, że swoją książką Seethaler rzeczywiście ustawia się po drugiej stronie barykady względem autorów modnych obecnie opasłych powieści i wielotomowych sag. Austriakowi wystarcza bowiem nieco ponad sto pięćdziesiąt stron, by opowiedzieć całkiem długie życie głównego bohatera, w którym oprócz codziennej pracy jest i wojna i osobista tragedia, a więc materiał z potencjałem na dużo dłuższą powieść. Pisarz nie idzie jednak na ilość, nie psychologizuje, nie roztrząsa, a po prostu opowiada. Bardziej niż narratorem wszechwiedzącym jest po prostu obserwatorem.

„Całe życie” Robert Seethaler

Jego bohater, Andreas Egger, jest prostym człowiekiem, który niemal całe życie spędził w jednym miejscu, w austriackich Alpach. Urodzony pod koniec XIX wieku i wcześnie osierocony od dziecka miał ciężki los i szybko przywykł do pracy fizycznej. Póki jednak mógł wykonywać ją w ukochanym górskim pejzażu jego małej ojczyzny żaden trud nie był dla niego nie do zniesienia. Egger to typ bohatera twardego, raczej zamkniętego w sobie, choć nie obojętnego. To człowiek, który nie potrzebuje wiele i zwykle godzi się z tym, co przynosi los. Nie podejmuje walki z wiatrakami, bo wie, bogaty chłopską mądrością, że jest ona bezskuteczna. W jego życiu, jak w każdym innym, po chwilach względnego szczęścia i spokoju przychodzą trudności, niekiedy prawdziwe dramaty. Los wystawia go na próby, choć i tu, nie jest to najbardziej doświadczony z ludzi. Koniec końców, egzystencja Egger nie wykracza poza normę. Mimo kilku zachwiań, udaje mu się przetrwać i dożyć starości bez żalu, dalekiej jednak od sielskości.

„Całe życie” jest rzeczywiście powieścią bardzo oszczędną, skupioną na opisie esencji ludzkiego doświadczenia, samego życia, codzienności w XX-tym stuleciu i w świecie, który nagle przyspiesza obroty. Dla kogoś kto połyka dziesiątki opowieści rozdmuchanych do kolosalnych rozmiarów może to być lektura odświeżająca. Ja jednak nie mam wrażenie, że miałam do czynienia z dziełem nowatorskim. Wręcz przeciwnie, dziwi mnie, że w Polsce możemy się jeszcze taką opowieścią zachwycać jak novum, bo nasza literatura od dawna oferuje tego typu postaci. Bohaterowie nowel Prusa, tabuny postaci Reymonta, ba, nawet nasi właśni dziadkowie lub pradziadkowie, to tylko inne twarze Andreasa Eggera. Lub raczej to Egger jest ich ubogim dalekim potomkiem.

„Całe życie” Robert Seethaler

Owszem, wolę „Całe życie” Seethalera od przekombinowanych historii nie z tego świata, ale ta opowieść średnio mnie poruszyła. I wcale nie dlatego, że miałam poczucie braku dostępu do myśli i uczuć bohatera. Raczej z powodu przeświadczenia, że to coś oczywistego, że tak powinno być. Inaczej mówiąc, że taki jest właśnie człowiek „normalny” i prawdziwy – to nie instagramowy avatar dzielący się każdą, nawet najgłupszą myślą, ze swoimi followersami, na siłę zaklinający rzeczywistość, ale osoba, która ją akceptuje i stara się żyć według najprostszych zasad. W zgodzie z naturą, z innymi ludźmi, z własnym sumieniem. Jeśli ta książka, za pomocą takiej a nie innej reklamy, skusi i skłoni do refleksji dzisiejszą młodzież to świetnie, choć podejrzewam, że raczej ją znudzi. Bardziej wyrobiony czytelnik na pewno doceni warsztat autora i elegancką prostotę języka (nie mam porównania z oryginałem, ale wyczuwam kunszt tłumaczki), jednak raczej się nie zachwyci. Podsumowując, ciągle warto, ale niekoniecznie trzeba.

„Całe życie” Robert Seethaler.

Całe życie

Robert Seethaler

tłum. Ewa Kochanowska

Wydawnictwo Otwarte

2017

.

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Otwarte.

Może Cię również zainteresować:

  • No ja to powinnam być książkową wróżką, bo takiej właśnie książki się spodziewałam i dlatego w nawale tytułów do przeczytania postanowiłam sobie odpuścić „Całe życie”. Z krótkich książek ja własnie pochłonęłam w jeden dzień „Magdę” Meike Ziervogel i podobała mi się. Dawno nie czytałam nic tak krótkiego, acz treściwego. Ciekawe połączenie kluczowych faktów z życia Magdy Goebbels z fikcją literacką. 🙂

    • Zainteresowałaś mnie tą książką o Magdzie Goebbels! Co do „Całego życia”, myślę że niewiele tracisz. 😉

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Wszędzie widzę tę książkę- to fakt. Ale wcale mnie do niej nie ciągnie. Mam taką kolejkę do przeczytania, że na siłę jej nie wcisnę 😉

    • Rozumiem. A ponieważ nie jest to książka, bez której nie można się obejść raczej nie będę Cię przekonywać do zmiany zdania. 😉

  • A ja po raz pierwszy ją widzę. Hmmm… coś przeoczyłam 🙂 ale mimo wszystko nie mam ochoty, żeby ją czytać 🙂

  • Już dwa razy miałam ją w ręku w księgarni… i dwa razy zrezygnowałam z zakupu. Może słusznie, choć bardzo cenię prostotę stylu. Wciąż trudno się zdecydować.

    • Tak jak pisałam w recenzji, moim zdaniem warto, ale niekoniecznie na tyle, żeby np. kupować ją za ostatnie pieniądze, albo czytać w pierwszej kolejności, jeśli masz swoją listę książek „do przeczytania”.

  • Wahałam się nad tą książką jakiś czas. Wiele osób piszczy z zachwytu, że to cała mądrość życiowa na niespełna 200 stronach, ale… Obawiałam się dokładnie tego o czym piszesz w swojej recenzji i jeszcze przemyślę ten zakup

    • Też czytałam te zachwyty i już wtedy nabrałam nieco podejrzeń, a późniejsza lektura tylko potwierdziła moje przypuszczenie, że, owszem, to dobra literatura, ale żaden literacki święty Graal.

  • Widziałam, że połowa bookstagramowiczów czyta tę powieść 😉 i przez chwilę też miałam na nią smaka, ale już mi przeszło. Chociaż raz zaoszczędziłam dzięki Tobie te dwadzieścia kilka złotych, a nie odwrotnie 😉

    • Hahaha! Cieszę się, że mogę odkupić swoje winy choć w niewielkiej skali. 😀