Książka

„Bura i szał” Aleksandra Zielińska

8 października 2016
„Bura i szał” Aleksandra Zielińska - szaleństwo

Szaleństwo to jedna z tych rzeczy, które od wieków nieodmiennie fascynują ludzkość, i których ta jednocześnie bardzo się boi. W zależności od kultury szaleńcy są traktowani jak groźni odmieńcy lub pocieszni, godni pożałowania słabeusze, ofiary bezwzględnej rzeczywistości. Dużo rzadziej otacza się ich szacunkiem i słucha niczym współczesnych proroków, zwykle bowiem są uznawani za kompletnie oderwanych od naszego, racjonalnego i dobrze ułożonego, świata. „Bura i szał” Aleksandry Zielińskiej to kolejna książka mierząca się z tym tematem i stawiająca pytanie o granice normalności w świecie, który desperacko próbuje rugować wszelkie oznaki inności i nieprzystosowania.

Tytułowa Bura jest młodą kobietą, która na skutek traumatycznego doświadczenia w dzieciństwie zatraciła racjonalne rozumienie rzeczywistości, a konkretniej dała się uwieść głosom i obrazom, będącym produktem jej naznaczonego koszmarem umysłu. Zielińska przedstawia nam swoją bohaterkę w momencie, gdy ta decyduje się wrócić do rodzinnego domu w jednej z podkrakowskich wsi, aby uregulować dawne sprawy i raz na zawsze rozprawić się z przeszłością. W kolejnych rozdziałach poznajemy historię dziewczyny, jej dzieciństwo i reakcje najbliższych na pierwsze oznaki obłędu. Bura od samego początku nie ma łatwego życia. Jest pogrobowcem, dzieckiem pozostałym depresyjnej matce po krótkim związku z mężczyzną, który utonął w pobliskiej rzece. Mała, popadająca w szaleństwo Bura nie czuje się akceptowana przez rodzinę, ojca-nie-ojca i siostrę uchodzącą za wzorową córkę. Główna bohaterka jest w rodzinnym domu tą gorszą, tą dziwną, a z czasem tą niebezpieczną, której należy się pozbyć dla własnego spokoju, i żeby sąsiedzi nie plotkowali.

„Bura i szał” Aleksandra Zielińska - szaleństwo

Tak właśnie zaczyna się tułaczka Bury, ta zewnętrzna – od nowego, miejskiego domu do gabinetu psychologa i szpitala psychiatrycznego, ale też wewnętrzna – od szaleństwa do próby zrozumienia go i opanowania, oczywiście na swój własny sposób. Bura jest bowiem w swym szaleństwie mądra, nawet jeśli jest to mądrość pozbawiona logiki i hamulców, odrzucająca to, co mądrym nazwaliby „normalni”. Bura wie, że ma rację, wie że musi się ocalić, nawet jeśli trzeba to zrobić przez zniszczenie. Ponadto Bura ma dużą zdolność obserwacji, z łatwością demaskuje postawy przybierane przez jej otoczenie – altruistycznego lekarza self made men’a i wzorowej, nowoczesnej pani domu, w przypadku krakowskiego małżeństwa, czy silnej kobiety-głowy rodziny odgrywanej przez jej siostrę. Po tym jak, wkroczywszy w dorosłość, rozumie w końcu, że mimo starań, nigdy nie uda jej się wpisać w te sztuczne struktury, sztywne ramy społecznej normalności, postanawia skończyć z tym raz na zawsze.

Sporą umiejętnością autorki jest zachowanie pewnego rodzaju neutralności narracji. Mimo iż całą historię poznajemy z perspektywy Bury, dosyć łatwo możemy zidentyfikować emocje i postawy pozostałych bohaterów, a nawet zrozumieć ich punkt widzenia, z założenia zupełnie przeciwny do prezentowanego przez narratorkę. Najbliżsi odrzucają Burę ze strachu, a po części również ze wstydu. To jednak strach, przekonanie, że dziewczyna jest nieprzewidywalna, skrajnie niebezpieczna, powoduje, że nie potrafią, nawet nie próbują, nawiązać z nią prawdziwej relacji. Zielińska oferuje czytelnikowi portret wielokrotny swojej bohaterki. Poznajemy ją taką jaką ona się widzi, ale też jaką widzą ją inni – rodzina, sąsiedzi, psychoterapeuta, a w końcu obcy ludzie. Bura, z jej szaleństwem, staje się lustrem dla społeczeństwa szukającego potwierdzenia własnej normalności, dowodów na to, że mimo indywidualnych odchyleń, jako ogół pozostaje ono w granicach normy. Dla Bury jednak normalność otoczenia jest bardzo pozorna, bardziej niż stałą taflę lustra przypomina taflę wody, którą byle kamyk potrafi zmącić, i która kryje niebezpieczną, śmiercionośną głębię i ciemność.

Przecież życie to sen lunatyka, skąd możemy wiedzieć, gdzie tkwi szaleństwo? Może bycie praktycznym, skrupulatnym i dokładnym to szaleństwo? Porzucanie marzeń to obłęd, ja się przed tym uchroniłem, choć każdy we wsi powie ci coś innego. Nadmiar zdrowego rozsądku to szaleństwo, mówię ci, srebrna dziewczyno. W życiu zobacz to, co chcesz zobaczyć, a nie to, co jest.
Bzdury, mówię i trochę boję się chłopca, bo oto chłopiec dotyka dłonią desek w ścianie i wiem, że pod opuszkami czuje tego domu krwiobieg, zupełnie jak ja. Jest naroślą, czyrakiem, żywi się cudzą krwią. Bzdury, skrzywdziłam dziecko, wiesz?
Bzdury bzdurami, odpowiada chłopiec, ale to ty decydujesz, po której stronie zdrowego rozsądku stajesz, i każdy wybór jest dobry, o ile dokonujesz go sama, a nie twoi rodzice, twoje rodzeństwo, twoi lekarze, na końcu twoje leki. Kto z nas nie krzywdził? No kto!                                                                                                                                                                                                                                                                    Aleksandra Zielińska „Bura i szał”

Woda, a konkretnie rzeka, odgrywa zresztą ogromną rolę w tej powieści. Jest jednocześnie źródłem wszelkiego zła, pierwotnej traumy, ale też obiektem fantazji, dającą paradoksalny spokój obietnicą wyzwolenia. Bura czuje się z rzeką silnie związana, boi się jej i potrzebuje jednocześnie. To jednak niejedyny żywioł pojawiający się w powieści Zielińskiej. Jest też ogień, którego bohaterka używa, aby rozprawić się z przeszłością. W końcu i sama Bura jest żywiołem, gdyż jej przezwisko przywodzi na myśl silny, niszczycielski wiatr z wybrzeży Adriatyku, na co w powieści zwraca uwagę jej psychoterapeuta. I rzeczywiście, ta historia oraz sposób w jaki została opowiedziana, mają w sobie coś ogłuszającego niczym nagłe uderzenie wiatru, które brutalnym, intensywnym szmerem zbija z tropu, nie pozwala zebrać myśli w logiczną całość.

W moim odczuciu „Bura i szał” to nie jest książka, którą się dobrze czyta. Opowieść Zielińskiej wielokrotnie mnie zmęczyła, stawiała opór, momentami nieco denerwowała (czyżby były to momenty, w których na Burę patrzyłam oczami jej bliskich?), ale złóżmy to na karb konieczności ukazania zamętu panującego w głowie bohaterki mylącej rzeczywistość z halucynacjami obłąkanego umysłu. Szaleństwo jest przecież niezwykle meczące. Niemniej, mimo pewnych braków i zgrzytów jakie napotkałam w trakcie lektury, myślę że jest w tej powieści coś, co choć trudne do zidentyfikowania, powoduje, że nadal warto poświecić jej czas i dać się wciągnąć w historię głównej bohaterki oraz jej zmagań ze światem ludzi „normalnych”.

„Bura i szał” Aleksandra Zielińska - szaleństwo .

Bura i szał

Aleksandra Zielińska

Wydawnictwo W.A.B.

2016

.

Może Cię również zainteresować:

  • No i jest i twój głos odnośnie Burej 🙂 Z tego co czytam to kolejny raz mamy podobne refleksje 🙂 Bardzo podoba mi się twoje stwierdzenie, że Bura jest w swym szaleństwie mądra. No i jest coś w tej symbolice wiatru i wody co mi osobiście dalej nie daje spokoju i wracam myślami do tej książki 🙂

    • Mnie to właśnie żywioły najbardziej utkwiły w pamięci po przeczytaniu tej książki. To przyciąganie rzeki zostało bardzo dobrze oddane. Podobnie jeśli chodzi o ogólny opis życia na wsi. Sceny typu zabijanie i obdzieranie kur są naprawdę dobre, naturalistyczne. Uważam, że to jedna z najmocniejszych stron tej powieści.

  • Trafnie określone: społeczeństwo w osobie szalonego szuka potwierdzenia dla władnej normalności. Historia zawarta w książce Burej wydaje się niezwykle ciekawa, chociaż przyznaję, że nie jest to moja bajka. Może kiedyś sięgnę.

    • Jeśli nie jesteś fanką tego typu tematów na początku może Ci być trudno wgryźć się w fabułę, ale myślę, że zawsze warto spróbować, bo to jedna z tych książek, które pomagają zrozumieć pewne mechanizmy, w tym przypadku mechanizm szaleństwa i tego jak na „szaleńca” reaguje społeczeństwo.

  • Karolina Nos-Cybelius

    Właśnie skończyłam czytać i choć początkowa lektura dobrze się zapowiadała, finalnie jestem rozczarowana. Debiutancka powieść Zielińskiej, „Przypadek Alicji”, też była o szaleństwie, ale w mniej oczywisty sposób, bardziej dwuznacznie, i bije na głowę tę nową książkę. Tam było szaleństwo i potęga wyobraźni, tu dostrzegam jedynie chaos. Próbowałam sobie tłumaczyć, że to przecież zabieg celowy, tak się pisze o obłędzie, ale mimo wszystko czytałam lepsze powieści o szaleństwie (np. „Ptasiek”, którego zamierzam sobie właśnie odświeżyć). Najpierw zafascynowało mnie to, że pewne motywy powtarzają się w obu powieściach Zielińskiej, niejako zazębiają, ale ostatecznie pojawia się tego tyle, że trudno nie nazwać tego wtórnością… Szkoda :/

    • Nie czytałam „Przypadku Alicji”, więc nie miałam porównania, ale wierzę na słowo, że gdy temat jest podobny i w dodatku pewne motywy się powtarzają trudno nie mieć wrażenia wtórności. Natomiast zgadzam się, co do chaosu w przypadku najnowszej książki i też uważam, że początek był lepszy niż rozwinięcie. To właśnie są te „braki i zgrzyty”, o których pisałam w recenzji. Jedyny element, który podobał mi się naprawdę to wątek żywiołów, choć tutaj też nie można powiedzieć, żeby było to coś bardzo oryginalnego. Jeszcze odnośnie „Ptaśka”, pamiętam, że czytałam go w liceum i wydał mi się bardzo dziwny, wręcz za dziwny, nawet jak dla mnie – fanki dziwacznych i trudnych historii.

      • Karolina Nos-Cybelius

        Świetnie cię rozumiem 😉 Miałam identycznie. Pierwszy raz wypożyczyłam „Ptaśka” z biblioteki w liceum i oddałam po przeczytaniu kilkudziesięciu stron. Potem przeczytam inne książki Whartona i znów po niego sięgnęłam, po dwóch czy trzech latach. Dziś jest to jedna z moich ulubionych powieści, do której wracam co kilka lat… Podobnie jest z „Lotem nad kukułczym gniazdem”. Nie jest tak książka bardzo jak „Ptasiek” „psychologiczna” ale również lubię do niej wracać (i do filmu). A propos, czytałaś może „Przerwaną lekcję muzyki”? Ja jeszcze nie, ale po obejrzeniu filmu jestem bardzo ciekawa literackiego oryginału. Większość akcji dzieje się w domu wariatów, ale od „Lotu…” Keseya różni ją to, że opowiada o kobietach…

        • Niestety nie czytałam „Przerwanej lekcji muzyki”, ani nawet „Lotu nad kukułczym gniazdem”, ale widziałam oba filmy i bardzo je lubię. W „Przerwanej lekcji…” Angelina Jolie jako Lisa zrobiła na mnie ogromne wrażenie! Właściwie też chętnie sięgnęłabym po książkę. 🙂