Książka, Obyczaje

Bestsellerowy kandydat na prezydenta. Co francuskie wybory mają wspólnego z literaturą

7 kwietnia 2017
politycy wybory prezydenckie we Francji 2017

Za nieco ponad dwa tygodnie we Francji odbędzie się pierwsza tura wyborów prezydenckich. Spora część światowej opinii publicznej patrzy na przebieg kampanii prezydenckiej nad Sekwaną z zapartym tchem. Wszyscy zastanawiają się, czy po Brexicie i wyborze Trumpa przez Amerykanów Francja też w końcu przejdzie na „ciemną stronę mocy” i odda kraj w ręce skrajnie prawicowej Marine Le Pen. Tymczasem w Paryżu atmosfera polityczna zaczęła się podgrzewać już ponad rok temu, na początku 2016, kiedy to francuscy politycy szturmem zaatakowali… księgarnie. Uginające się od tzw. literatury politycznej półki w księgarniach to we Francji pierwsza oznaka, że kampania wyborcza nabiera tempa. Dlaczego tutejsi politycy namiętnie piszą książki i czy rzeczywiście wyniki sprzedaży przekładają się na polityczne wybory Francuzów?

Fakt, że tuż przed wyborami i zaraz po nich na rynku pojawiają się publikacje dziennikarzy, medioznawców czy politologów komentujących dane wydarzenie, prognozujących wyniki i ich dalekosiężne skutki nikogo nie dziwi. Tego typu wydawnictwa zdarzają się również w Polsce. Mało tego, powiecie mi pewnie, że przecież kilku polskich polityków z pierwszego rzędu (nie mylić z pierwszym sortem) również „popełniło” w ostatnich latach książki, w tym niektórzy w okresie przedwyborczym. Zapewniam jednak, że daleko nam do skali jaką to zjawisko przyjmuje we Francji, dlatego też postanowiłam przybliżyć Wam nieco lepiej ten fenomen.

Polityczna bitwa na książki lub Sarkozy jako ulubiony (bajko)pisarz Francuzów

Na dowód tego, że wcale nie chodzi o pojedyncze przypadki od razu rzucę liczbami – z jedenaściorga kandydatów biorących udział w zażartym (i to bardzo!) wyścigu do fotela prezydenckiego aż dziewięcioro opublikowało przynajmniej jedną książkę lub było jej tematem właśnie przy okazji wyborów. Ponadto, większość z nich wydała publikacje, o których mowa w ciągu ostatnich kilku miesięcy, a więc wybierając termin nieprzypadkowo. Przy czym warto wspomnieć, że zanim wyłoniono ostatecznych kandydatów w poszczególnych partiach, zarówno lewica jak i prawica zdecydowały się na organizację prawyborów otwartych dla obywateli, co sprowokowało dodatkową falę książek polityków walczących o ten mandat. Francuzi dostali w ten sposób kolejne dzieła tak natchnionych autorów jak choćby Nicholas Sarkozy. Niestety, jego talent pisarski nie okazał się wystarczający, aby zrehabilitować byłego prezydenta w oczach narodu. Niemniej jednak to właśnie on pozostaje niezmiennie liderem rankingów sprzedaży wśród polityków (od 2003 do 2017 jego książki rozeszły się w 658 000 egzemplarzach, co jak na ten rodzaj literatury jest dużym sukcesem). 

politycy wybory prezydenckie we francji 2017

© DOMINIQUE FAGET / AFP

Czysta agitacja czy zaproszenie za kulisy władzy?

Taktyka obierana przez polityków w przypadku książek bywa różna. Większość decyduje się na publikacje będące swego rodzaju rozszerzoną i zeseizowaną wersją ich programu politycznego, obowiązkowo z misją wezwania obywateli do akcji. Tutaj sukcesy święci Jean-Luc Mélenchon – łącznie 14 książek – który wydaje się być równie dobrym pisarzem, co mówcą, a przemawia jak nikt inny i wierzcie mi, że już teraz powinniście zapamiętać to nazwisko. Bardzo możliwe, że to on, a nie złote dziecko banku Rothschildów, zmierzy się z Marine Le Pen w drugiej turze wyborów. Inni z kolei idą bardziej w kierunku zakrawających na spocjo-filozoficzne refleksji o stanie Francji i świata czy nawet wyznań mocno autobiograficznych. Zdarza się również, że niektórzy decydują się na miks wszystkich tych form, tutaj patrz owo złote dziecko, czyli czarujący francuską klasę średnią Emmanuel Macron z jego „Rewolucją”.

Francuzi czytają i rozmawiają o książkach… w telewizji. Niemożliwe?!

Oczywiście 90%, jeśli nie 99%, tych publikacji powstaje nie tyle z nieposkromionej potrzeby literackiej ekspresji, co z chęci lepszego zaistnienia w świadomości Francuzów i rzeczywiście ta metoda okazuje się całkiem skuteczna, a to z dwóch powodów, które radykalnie odróżniają Francję od Polski. Po pierwsze, FRANCUZI CZYTAJĄ. Przepraszam za tego Caps Locka, ale zrozumiecie, gdy tylko przytoczę dane z ostatniego raportu czytelnictwa z marca 2017 – 91% Francuzów mniej lub bardziej regularnie sięga po książkę. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że jakiś ułamek ankietowanych nieco nagiął rzeczywistość na potrzeby badania wciąż jest to świetny wynik! Zatem Francuzi czytają i w dodatku poświęcają książkom uwagę, co w tłumaczeniu na realia świata zdominowanego przez media wyraża się oczywiście w przeznaczonym na nie czasie antenowym.

politycy wybory prezydenckie we francji 2017

Rysunek satyryczny przedstawiający książki głównych kandydatów w prawyborach francuskiej prawicy z Nicholasem Sarkozy’m na czele. Tytuły książek w kolejności od lewej do prawej: „Zmieniłem się – Ja też – Ja jeszcze bardziej – Ja również”. © Baptiste Chouët

Nie znaczy to od razu, że każdy program telewizyjny ma swój „kącik książkowy”, ale pisarze i innej maści autorzy są regularnie zapraszani do programów cieszących się wielomilionową widownią. Opublikowanie książki, o której będzie się mówiło jest więc świetnym sposobem na zdobycie kilkudziesięciu minut w telewizji na debatę poświęconą ideom w niej wyłożonym. Zabieg cyniczny lub nie, ale nie ulega wątpliwości, że mało który polski polityk włożyłby godziny pracy w pisanie książki tylko po to, by móc później o niej rozmawiać w telewizji. Przecież do pudełka z gadającymi głowami można dostać się obrażając kobiety lub inne narody – zainteresowanie publiczności i mediów gwarantowane, a nakład pracy minimalny.

Być jak Victor Hugo i Charles de Gaulle

Francuscy politycy świadomi tych mechanizmów i sami wychowani w kulturze, a niektórzy nawet w kulcie książki, wiedzą, że literacka forma zwrócenia się do potencjalnego wyborcy ma swoją wartość. Książka, dużo bardziej niż udział w debacie telewizyjnej, wymaga pogłębionej refleksji i umiejętności ustrukturyzowania własnych myśli, trzymania się wątku. Sam fakt, że słowu pisanemu trudniej zaprzeczyć niż mówionemu zobowiązuje. Tutaj argument „Ja tego nie powiedziałem” nie ma racji bytu. Francuscy politycy są ze swoich publikacji skrupulatnie rozliczani, więc lepiej dla nich, gdy liczą się z tym, co piszą. Ponadto, jak wiadomo, cechą niemal każdego polityka jest ambicja, a ci którzy porywają się na literaturę polityczną próbują równać do najwybitniejszych autorów gatunku – Chateaubrianda, Hugo, czy wreszcie samego de Gaulle’a. I mimo, że poprzeczka wydaje się raczej nie do przeskoczenia, a kolejne książki polityczne płynną zewsząd szeroką falą, spora część społeczeństwa nadal chętnie je czyta. Jest to poniekąd sposób co bardziej przenikliwych Francuzów na lepsze poznanie kandydata, bo przecież, gdy chodzi o wybór prezydenta, nie należy oceniać polityka po okładce.

Może Cię również zainteresować:

  • Bardzo ciekawy tekst. I jak pięknie pokazuje różnice między naszymi krajami. Nie sądzę, że u nas pisanie książek przez kandydatów miałoby jakikolwiek sens, przecież w Polsce nikt nie czyta. Trzymam kciuki za Francję i za nieprawicowy wybór (ale to już takie moje prywatne zdanie).

    • Dziękuję. Fakt, różnic jest sporo, zwłaszcza jeśli chodzi o poziom czytelnictwa i podejście do literatury, ale wbrew pozorom nie zawsze jesteśmy na minus, o czym jeszcze na pewno napiszę, na razie jednak nie zdradzam szczegółów. 😉 Co do wyborów, cóż, przekonamy się już niedługo.

  • Niespodziegadki

    Zawsze po powrocie z Francji kilka dni dochodzimy do siebie, bo nagle rzuca nam się w oczy, jak literatura jest u nas, w Polsce, mało obecna w wielu obszarach. Może mamy pecha, ale rzadko natrafiamy w tramwaju na osobę czytającą coś innego niż „Pięćdziesiąt twarzy Greya” – w paryskim metrze najchętniej wyciągałybyśmy notesiki i spisywały z okładek tytuły, znacznie częściej pojawiają się ambitniejsze powieści. Nie wspominając o ilości księgarń, pisarzach pokroju Mabanckou w telewizji śniadaniowej, dyskusjach w prasie, POZIOMIE CZYTELNICTWA. Mamy też wrażenie, że Francuz ma jednak większe opory, żeby przyznać, że nie czyta – Polacy coraz częściej robią to bez żenady. Czekamy na Twoje kolejne wpisy na temat różnic w podejściu do literatury w Polsce i we Francji – ciekawe jesteśmy, czy mamy podobne wrażenia!

    • Jeśli chodzi o paryskie metro to na mojej prywatnej liście zachwytów są dwaj panowie, których zdarzyło mi się kiedyś spotkać na mojej linii. Pierwszy wyglądał jakby za chwilę miał wyjąć z torby tasak i zrobić w wagonie rzeź, a wyjął „Republikę” Platona. Drugi natomiast, spotkany innym razem, aparycją przypominał nieco dobrze znany typ polskiego dresiarza, którego zwykło się podejrzewać o czytanie co najwyżej etykietki na butelce piwa, ale tenże był do reszty pochłonięty lekturą… „Szkoły uczuć” Flauberta. <3

  • Mea Culpa/ Z książką do łóżka

    Fajnie, że przybliżyłaś nam ten temat. Wcześniej nawet o tym nie myślałam. Inna sprawa, że raczej nie interesuję się innymi krajami. W sumie, jeśli chodzi o politykę, to w ogóle się nią staram się interesować (grozi to silnym wzburzeniem z mojej strony!), choć oczywiście jest to niemożliwe, bo lubię wiedzieć „co w kraju piszczy”.
    No ale skoro ma to związek z literaturą – to wpisuje się już w moje zainteresowania, więc z ciekawością przeczytałam Twój artykuł. I wiesz, pomijając już wszystkie kwestie polityczne poruszone w nim – marzy mi się, żeby w Polsce też kiedyś tak dobrze poszło badanie czytelnictwa, żeby Polacy częściej sięgali po książki, świadomie i z przyjemnością, no i żeby o tych książkach mówili! 🙂

  • Pingback: Mid Year Book Freak Out TAG 2017 – czytelnicze podsumowanie półroczaCocteau & Co.()