Film, Książka

Karawany śmierci w barwach granatu – Armenia

9 kwietnia 2016
Sayat Nova

Armenia interesuje mnie odkąd po raz pierwszy obejrzałam „Barwy granatu” Siergieja Paradżanowa, radzieckiego reżysera ormiańskiego pochodzenia. Ten niezwykły filmowy poemat opowiadający o losach XVIII-wiecznego ormiańskiego poety jest tak naprawdę wizualnym hymnem na cześć tego kraju, jego wyjątkowej kultury i historii. Pod koniec marca w wydawnictwie Czarne ukazała się książka Andrzeja Brzezieckiego i Małgorzaty Nocuń „Armenia. Karawany śmierci”, która tę historię, oraz jej współczesne oblicze, przybliża polskiemu czytelnikowi w sposób prosty i celny. Dlaczego warto dziś spojrzeć na Armenię przez pryzmat obu tych dzieł jednocześnie?

Zacznijmy od reportażu Brzezieckiego i Nocuń, wobec którego miałam spore oczekiwania z uwagi na fakt, że, mimo zainteresowania Armenią, nie posiadałam dotąd bardziej szczegółowej wiedzy na jej temat, nie miałam też okazji odwiedzenia tego niewielkiego kraju osobiście. Podchodziłam więc do lektury z nadzieją na dowiedzenie się czegoś więcej na temat aktualnej sytuacji Armenii i Kaukazu Południowego w ogóle, jej relacji z sąsiadami, pamięci o Ludobójstwie Ormian, polityki i życia społecznego. Pod tym względem reportaż mnie nie zawiódł. Jego siłą jest skupienie na osobistych historiach konkretnych bohaterów, często pochodzących z bardzo różnych środowisk i klas społecznych, co daje czytelnikowi przekrój poglądów społeczeństwa ormiańskiego i jego stosunku do wydarzeń, które ufundowały współczesną Armenię oraz tych mających miejsce obecnie jak np. ciągle nierozwiązany konflikt z Azerbejdżanem o Górski Karabach.

Na wojnę szli wszyscy: studenci, naukowcy, inżynierowie, lekarze, dziennikarze. Szły kobiety – lekarki i pielęgniarki, ale też snajperki. Wojna o Górski Karabach stała się mitem założycielskim współczesnej Armenii.                                                                                                            Andrzej Brzeziecki, Małgorzata Nocuń „Armenia. Karawany śmierci”

Obraz Armenii jaki wyłania się z tego reportażu jest bardzo różnorodny, często paradoksalny – tuż obok zatłoczonych wieczorami kawiarni Erywania, ulokowanych na najbardziej reprezentacyjnej ulicy, istnieją dzielnice biedy, w których całe rodziny nadal tłamszą się na kilkunastu metrach kwadratowych, a jeszcze pod koniec XX wieku prąd i woda były tam dostarczane jedynie przez godzinę dziennie. W podobny sposób, w tym samym regionie, koegzystują otoczone wysokimi murami wille oligarchów i chylące się ku ruinie domy biedoty, żywiącej się głównie tym, co wyrośnie w ogródku. Jednak Brzeziecki i Nocuń nie zatrzymują się na Erywaniu, będącym mimo wszystko wyjątkiem na tle całego kraju, i zabierają czytelnika do mniej znanych miejscowości, gdzie przytłaczająca bieda i ślady tragicznego trzęsienia ziemi z 1988 roku współistnieją z imponującą kaukaską przyrodą i architekturą, w której kultura muzułmańska miesza się z chrześcijańską.

Sayat Nowa - Barwy granatu. Armenia

Czytając ten reportaż można niekiedy odnieść wrażenie, że Ormianie wcale nie są nam tak odlegli jak mogłoby się wydawać. Podobnie jak Polacy jest to naród dumny, mocno przywiązany do swojej tradycji i historii, lecz także przeświadczony o własnej wyjątkowości, o jednoczesnym byciu wybrańcem Boga i skazanym na nieustanne próby, hiobowy los. Ormianie zresztą przez długi czas byli obecni również w Polsce, a ślady ich kultury można tu odnaleźć po dzień dzisiejszy. W końcu także, dziwnie znajomy wdaje się obraz niższych warstw społeczeństwa, w których głęboka religijność zdaje się bez najmniejszego problemu trwać tuż obok wróżb i działalności, znanych nam również w Polsce, lokalnych szeptuch trudniących się zdejmowanie klątw i wypędzaniem złych duchów.

Ormianie uważają się za naród wybrany przez Boga, ale świat o tym nie wie i chyba już się nie dowie. A jeśli Bóg naprawdę wybrał Ormian, to rzeczywiście potraktował ich niczym biblijnego Hioba. Ich ziemie zagarniali Rzym, Bizancjum, Persowie, Arabowie, znowu Persowie, Turcy i Rosjanie. Dziś też Armenia nie jest liczącym się krajem – choćby dla Amerykanów, którzy ze względu na stosunki z Turcją (druga co do wielkości armia w NATO) nie chcą uznać mordów popełnionych na Ormianach w 1915 roku za Ludobójstwo – czysta polityka. Prawda o losie narodu z trudem przebija się do świadomości opinii międzynarodowej. Przez całe dziesięciolecia o Ludobójstwie – największej tragedii w dziejach ormiańskiego narodu – milczano.                                                                                                                                                                Andrzej Brzeziecki, Małgorzata Nocuń „Armenia. Karawany śmierci”

„Armenia. Karawany śmierci” to zdecydowanie lektura ciekawa, choć bardziej przygnębiająca niż pozytywna. Pokazuje jasno, że mimo rozpadu ZSRR, Armenia nadal boryka się z ciężarem radzieckiej przeszłości, politycznej zależności od Rosji i korupcji polityków. Autorzy reportażu wspaniale przedstawiają mentalność Ormian, ich lęki oraz skomplikowany stosunek wobec Azerów. W kilku rozdziałach pojawiają się także wzmianki dotyczące kultury i obyczajów, relacja z manufaktury dywanów, czy opis produkcji lokalnego koniaku, jednak ta część pozostawia lekki niedosyt.

Sayat Nowa. Barwy Granatu. Armenia

Dlatego właśnie, zagłębiając się w ten reportaż, warto również wrócić do niesamowitego filmu Paradżanowa z 1968 roku. Jak wspominałam, „Barwy granatu”, czy też „Kwiat granatu”, przez wielu uznawany za jedno z arcydzieł światowej kinematografii, jest nie tylko mocno zmetaforyzowaną biografią ormiańskiego poety Sayat Nowy, ale także niezwykle oryginalnym i zmysłowym obrazem ormiańskiej kultury i tradycji, z licznymi aluzjami historyczno-politycznymi. Film nakręcony w okresie przejściowy pomiędzy rządami Chruszczowa i Breżniewa, charakteryzującym się zaostrzeniem cenzury, przeszedł długą drogę od produkcji do premiery i został oskarżony przez władze o szyfrowanie treści niezgodnych z ideałami Związku Radzieckiego. Mimo interwencji cenzorów, Paradżanowowi udało się ocalić ogólny charakter obrazu i własny styl. Każdy kadr „Barw granatu” tchnie klimatem dawnej Armenii i zdaje się być żywcem wyjęty z dzieł ormiańskich miniaturzystów, a tradycyjna muzyka skomponowana przez Tigrana Mansuriana w kilka chwil przenosi widza w samo serce kultury ormiańskiej.

Film Paradżanowa stanowi dla mnie doskonałe uzupełnienie tego, czego być może w reportażu Brzezieckiego i Nocuń zabrakło, a nade wszystko, jest świetnym przykładem, na to, że mimo radzieckiej dominacji, kultura ormiańska nie uległa całkowitemu stłamszeniu i dzięki kreatywności oraz determinacji jej twórców wydała wspaniałe owoce. Jeśli spojrzeć na Armenię przez pryzmat tych dwóch dzieł, trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to kraj ciągle nieodkryty, który ma nam wiele do zaoferowania i jeszcze może nas zaskoczyć.

armenia-karawany-smierci-b-iext32382251

.

Armenia. Karawany śmierci

Andrzej Brzeziecki, Małgorzata Nocuń

Wyd. Czarne

2016

.

barwy granatu

Barwy granatu

Siergiej Paradżanow

ZSSR

1968

.

Follow my blog with Bloglovin

Może Cię również zainteresować: