Film

A Bigger Splash. „Nienasyceni” Luca Guadagnino

20 maja 2016
Nienasyceni

Sztuka remake’u nie jest sztuką łatwą, zwłaszcza gdy reżyser mierzy się z jednym z największych klasyków kina europejskiego, jakim niewątpliwie pozostaje słynny „Basen” z 1969 roku z Alainem Delon i Romy Schneider w rolach głównych. Luca Guadagnino podszedł do tego eksperymentu na sposób dość przewrotny, a jednocześnie bardzo ambitny, na co wskazuje choćby powalający wręcz dobór obsady: Tilda Swinton, Ralph Fiennes, Matthias Schoenaerts i, najmniej doświadczona, acz obiecująca, Dakota Johnson. Tak powstał film „Nienasyceni” (A Bigger Splash), który zdecydowanie trzeba obejrzeć.

„Nienasyceni” to kolejny już, po bardzo dobrym „Jestem miłością”, film Guadagnino, w którym reżyser w głównej roli obsadził Tildę Swinton, aktorkę absolutnie wyjątkową i umiejącą tę wyjątkowość doskonale wykorzystać na korzyść granej postaci i całego filmu. W obrazie Włocha Swinton wciela się w Marianne, gwiazdę muzyki wypoczywającą, wraz z partnerem Paulem (w tej roli Matthias Schoensaerts), w pięknej willi z basenem na włoskiej wyspie Pantelleria, usytułowanej między Sycylią a Tunezją. Pierwsza zmiana w porównaniu do francuskiego oryginału z końca lat sześćdziesiątych to właśnie przeniesienie akcji z okolic Saint-Tropez, charakteryzujących się blichtrem Lazurowego Wybrzeża, na niewielką włoską wyspę, na której natura mimowolnie wdziera się do willi bohaterów, a w pewnym sensie również w ich życie. Wybór tego miejsca jest zresztą nieprzypadkowy, o czym nieco później.

„Nienasyceni”

Guadagnino postanowił także interweniować nieco w życiorysy bohaterów – o Marianne z filmu Jacquesa Deraya wiemy raczej niewiele, natomiast ta grana przez Tildę Swinton jest słynną gwiazdą rocka, połączeniem Björk i Davida Bowiego, zwierzęciem scenicznym. Włoski reżyser przedstawia nam ją jednak w trakcie wakacji wymuszonych rekonwalescencją po operacji strun głosowych. Marianne jest więc pozbawiona głosu i, z konieczności, milcząca, co stanowi dosadny kontrast wobec postaci wiecznie nabuzowanego Harrego (wspaniały Ralph Fiennes), jej byłego długoletniego kochanka i przyjaciela, przybywającego na wyspę niespodziewanie wraz z nastoletnią córką. Marianne i Paul, mimo pewnej niechęci tego drugiego, zapraszają Harrego i młodą Penelope (Dakota Johnson) do siebie. Właśnie ta spontaniczna decyzja staje się katalizatorem dramatu, który rozegra się między czwórka bohaterów na przestrzeni kolejnych kilku dni.

To, co oprócz głównych bohaterów, pozostaje niezmienne w nowej wersji „Basenu” to intryga i wątek skomplikowanej relacji między byłymi kochankami, nowym partnerem Marianne i wchodzącą w dorosłość córką Harrego. Odnajdujemy tu to samo napięcie emocjonalne i erotyczne, jakie tak dobrze udało się zilustrować Derayowi w jego filmie. Cała reszta jednak jest całkowicie odmienna od pierwowzoru, na wskroś współczesna, dużo bardziej rozwibrowana i tętniąca tą szczególną energią, którą można czasem wyczuć w dobrym współczesnym kinie europejskim. Dzięki temu, że Guadagnino realizuje „Nienasyconych” na własny sposób widz nie nudzi się ani przez chwilę, nawet jeśli wcześniej obejrzał oryginał i doskonale zna bieg wydarzeń. Obraz z Delonem i Schneider jest dla włoskiego reżysera zaledwie inspiracją (a i tu niekoniecznie, w jednym z wywiadów wyznał bowiem, że nie lubi oryginału i dlatego postanowił się go nie trzymać). Postaci w „Nienasyconych” żyją własnym życiem, nie są wyłącznie bladymi kopiami tych z filmu Deraya, wręcz przeciwnie, wydają się je przyćmiewać, są pełniejsze, choć może po prostu są nam bliższe z racji przynależności do tej samej epoki.

„Nienasyceni”

Niestety, po raz kolejny polski dystrybutor postanowił zmienić oryginalny tytuł, w tym wypadku „A Bigger Splash”, na jego niewiele znaczący zamiennik. Jest to o tyle rozczarowujące, że właściwy tytuł znacznie lepiej oddaje charakter i znaczenie tego filmu, i nie chodzi tu bynajmniej o zwykłe odniesienie do basenu jako centrum intrygi. Dzieło Guadagnino nasycone jest żywymi kolorami, podobnie jak obraz Davida Hockneya, będący źródłem tytułu właśnie. W pewnym sensie, oglądając film, widz również czuje się jakby został wrzucony znienacka w historię tej czwórki, z każdą chwilą wciągającą go coraz bardziej pod powierzchnię.

Wspomniana kwestia miejsca jest tu równie istotna, gdyż reżyser decyduje się na osadzenie wydarzeń w krajobrazie włoskiej wyspy, niekoniecznie będącej sprzymierzeńcem bohaterów. W wielu momentach można wręcz odnieść wrażenie, że mimo idyllicznego otoczenia willi natura Pantellerii jest im wroga, czyha na nich, czy to pod postacią węży i jaszczurek, co rusz wypełzających z kniei, czy jako żar lejący się z nieba i tumany piasku zasypujące oczy. Guadagnino pokazuje nam również mieszkańców wyspy, ich zwyczaje oraz lokalne święto i typowo włoską ospałość organów władzy. Bohaterowie opowiadanej historii nie są tak bardzo odizolowani od otoczenia jak miało to miejsce u Deraya, Pantalleria staje się tu ważnym elementem, a nie wyłącznie niemym świadkiem wydarzeń.

„Nienasyceni”

Pojawia się też wzmianka o pobliskiej Lampedusie i tonących u jej brzegu migrantach, co w kontekście fabuły może być różnie odebrane. Z jednej strony, może się wydawać, że wspominanie o dramacie uchodźców w ramach historii tak próżnej i błahej, jak emocjonalno-erotyczne rozterki grupki ludzi z show-bussinesu, jest nie na miejscu i w ten sposób reżyser sprowadza ich wyłącznie do roli efektownego tła. Z drugiej jednak, wprowadzenie tego wątku obnaża poniekąd hipokryzję głównych bohaterów, ludzi, którym nie dość, że niczego nie brakuje to jeszcze są w stanie zrobić wiele, aby chronić się nawzajem i uniknąć kary za popełnione czyny – w trakcie przesłuchania na komisariacie Marianne wykorzystuje bowiem fakt obecności migrantów na wyspie, próbując zrzucić na nich winę za to co wydarzyło się w willi i tym samym odsunąć podejrzenia od własnego partnera. Według mnie, z tego punktu widzenia, decyzja Guadagnino o włączeniu tego wątku do filmu się broni. Zwłaszcza że całkowite wyrugowanie migrantów ze współczesnego krajobrazu włoskich wysepek na Morzu Śródziemnym byłoby dosyć obłudnym zabiegiem, nawet w filmie obyczajowym.

W ostatecznym rozrachunku nowe dzieło Guadagnino jawi mi się jako coś znacznie lepszego niż zwykły remake klasyka. Jest to obraz całkowicie autonomiczny, choć utkany z wielu literackich oraz wizualnych odniesień, bogaty treściowo i bez kompleksów wobec oryginału, których absolutnie mieć nie powinien. Duet Guadagnino-Swinton udowodnił po raz kolejny, że robienie filmów i opowiadanie historii jest pełnoprawną sztuką, a gdy zabierają się za nią wielcy artyści, wychodzą z tego prawdziwe filmowe perły.

Nienasyceni.

Nienasyceni

reż. Luca Guadagnino

Włochy, Francja

2015

.

Follow my blog with Bloglovin

Może Cię również zainteresować:

  • Uspokoiłaś mnie zapewnieniem, że nie jest to zwykły remake. Nawet fenomenalna Tilda nie dałaby rady skusić mnie do obejrzenia. Bardzo się boję remake’ów wspaniałych filmów, tym bardziej z dobrą obsadą. Z recenzji jednak jawi się obraz jak to pienie ujęłaś “obraz całkowicie autonomiczny” z jedynie nawiązaniami 🙂 Fantastycznie. Zaserwuję sobie czym prędzej tę ucztę.
    Swoją drogą, naprawdę wiem, że wielu widzi drzemiący potencjał w Dakocie… ja niestety nie potrafię go dostrzec. Może tym razem 🙂

    • Film naprawdę świetny! Obejrzałam go jakieś dwa tygodnie temu, a nadal niektóre kadry siedzą mi w głowie. Nie wiem, czy widziałaś „Jestem miłością”, jeśli tak i Ci się podobał to na pewno nie będziesz zawiedziona. Jeśli nie to polecam obejrzeć oba. 🙂 W „Nienasyconych”, Swinton niesamowita jak zawsze, Fiennes też przechodzi samego siebie. Co do Dakoty, przyznaję, że dotychczas nie znałam tej aktorki i na początku dosyć mocno mnie irytowała, ale pod koniec ma dwie-trzy sceny, w których pokazała, że potrafi być czymś więcej niż rekwizytem, chociaż nie ma mowy o dorównaniu pozostałej trójce. Z drugiej strony, to jest zdecydowanie najmniej interesująca postać w tym filmie, więc nie mogła się zbytnio wykazać.

  • Kolejny film – po ” Głośniej od bomb”, którego recenzję czytam u Ciebie, a jest grany w moim ulubionym kinie w ramach Klubu Filmowego. Uwielbiam takie obrazy i dlatego cieszę się, że będę mógł obejrzeć 🙂 Bardzo zachęcająca recenzja. Pozdrawiam 🙂

    • Dziękuję. Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii!

      • W końcu udało mi się zobaczyć film, bo cierpliwie czekałem na projekcję w moim ulubionym kinie. Świetny film, bardzo podobało mi się to, że sposób w jaki jest zrobiony sprawia wrażenie intensywności doznań, co w połączeniu z muzyką sprawia naprawdę niezapomniane wrażenie. Poza gwiazdorską dwójką aktorów, którzy zasługują jak najbardziej na uznanie, Dakota również mi się podobała – jak dla mnie oddała bardzo dobrze swoją postać 🙂

        • Widzę, że mamy podobne wrażenia po obejrzeniu tego filmu. Mnie również najbardziej podobała się ta intensywność doznań, to jak reżyser buduje atmosferę i z jaką sprawnością ją zagęszcza lub rozluźnia za pomocą różnych, w gruncie rzeczy prostych, acz interesujących zabiegów.

  • Agnieszka Pohl

    Ja też jakoś tak ostrożnie podchodzę do remake’ów. Swoją drogą widzę, że mam sporo do nadrobienia! Super tutaj u Ciebie <3!

    • Dziękuję i bardzo mi miło, że tu zajrzałaś! Zwłaszcza, że wysoko cenię sobie Twojego bloga i niemal od początku jest on na mojej liście polecanych. 🙂 Zapraszam do czytania!

      A jeszcze odnośnie filmu, gorąco polecam, mimo że remake, jest naprawdę świetny i odrębny względem „oryginału”.

      • Agnieszka Pohl

        Jejku nie wiem co powiedzieć. Zrobiłaś mi dzień! <3 Strasznie Ci dziękuję za takie miłe słowa.
        Twój jest już na mojej liście do odwiedzania 🙂 U Ciebie całe mnóstwo inspiracji! <3

        Film w takim razie muszę poszukać i zobaczyć, choć teraz serial Wikingowie wzięłam na tapet:)

  • Widziałam zwiastun filmu i najbardziej zaintrygowała mnie właśnie Tilda Swinton w kostiumie, którego nie powstydziłby się sam David Bowie z czasów Ziggy’ego Stardusta!

    • Rzeczywiście, w wersji à la Ziggy Stardust Tilda robi wrażenie. Jej androgyniczna uroda dobrze wpisuje się w tę konwencję.

    • A widziałyście teledysk Davida Bowie z 2013 roku “The Stars (are out tonight)”? Świetny komentarz obojga do licznych sugestii jak bardzo są podobni.