Inne

LIEBSTER AWARD 2016, czyli 10 faktów o mnie

8 grudnia 2016
LIEBSTER AWARD 2016 mnie

Jeśli ktoś śledzi moje wpisy regularnie na pewno zdążył już zauważyć, że nie angażuję się we wszelkiego rodzaju tagi krążące w blogosferze, nie jestem też fanką wyzwań czy innych maratonów czytelniczych. Raczej rzadko piszę również o sobie, głównie, dlatego że wychodzę z założenia, że jest to strona o tym, co czytam i oglądam, a to z kolei mówi o mnie już całkiem sporo. Niemniej, postanowiłam zrobić ten jeden wyjątek i odpowiedzieć na zaproszenie do Liebster Award 2016, które otrzymałam od Kai z Do kawy blog. Powód jest prosty, choć właściwie istnieją aż trzy powody. Po pierwsze, bardzo cenię Kaję i jej blog i chyba niewielu rzeczy potrafiłabym odmówić tej przesympatycznej dziewczynie. Po drugie, wprawdzie zasady Liebster Award wymagają, żeby wymienić aż dziesięć faktów o sobie, co nie jest takie oczywiste, ale zdecydowanie wolę taką formę niż konieczność udzielenia odpowiedzi na sztywne pytania w rodzaju „Wolisz Paulo Coelho czy E. L. James?”. A w końcu, doszłam do wniosku, że po kilku miesiącach prowadzenia bloga i już ponad pięćdziesięciu wpisach chyba macie prawo poznać mnie nieco lepiej, więc zaczynajmy!

A zaczynać zawsze najlepiej od początku. Zatem pozwólcie, że się przedstawię, bo większość z Was nadal nie zna mojego imienia. Cocteau tak naprawdę ma na imię Ewelina.:) Skoro się już znamy zapraszam na kilka faktów o mnie.

1. Jestę doktorantę

Nie wiedziałam jak to napisać, aby nie zabrzmiało jak wyrok śmierci (inni doktoranci zrozumieją), więc wybrałam formę, która w internetach, opanowanych przez zwierzęta domowe, sprawdza się najlepiej. Prawdą jest, że bycie doktorantem/ką to choroba przewlekła, niosąca za sobą wiele skutków ubocznych, ale staram się zachować względną równowagę umysłową i emocjonalną, a blog mi w tym pomaga, bo stanowi pewnego rodzaju wentyl bezpieczeństwa. Jeśli czytaliście podstronę „Info” to powinniście wiedzieć, czym dokładnie się zajmuję, a przynajmniej mieć, co do tego pewne przypuszczenia. Moja specjalizacja to sztuka współczesna i kultura wizualna, zanim jednak popadnę w typowo akademicki słowotok z dużą ilością dziwacznych terminów proponuję szybko przejść do kolejnego punktu.

liebster award 2016 o mnie

2. Blog założyłam, żeby ocalić świat

No dobrze, może nie świat ani nawet ludzkość, ale moją skromną osobę – jak mawiają polscy politycy – a konkretnie zdolność posługiwania się językiem ojczystym na poziomie wyższym niż pogawędka ze znajomym na Facebooku. Wiem jak to brzmi i że przed oczami właśnie stają Wam wszyscy ci Polacy, którzy po trzech miesiącach na Wyspach nie mówią już po polsku. Sytuacja wygląda jednak inaczej, gdy przez kilka lat jest się skutecznie odciętym od języka ojczystego i używa się go tylko do bieżących rozmów z rodziną i paroma przyjaciółmi. Po prawie pięciu latach we Francji, w czasie których stopniowo coraz mniej łączyło mnie z krajem i coraz mniej pisałam po polsku, nagle okazało się, że zaczynam wahać się nawet przy dosyć prostych konstrukcjach, a ponieważ zawsze chciałam prowadzić bloga o kulturze i literaturze, stwierdziłam, że to jest ten moment. Nie mnie, a Wam oceniać moje teksty, ale odkąd znowu piszę (i czytam!) po polsku, przestałam obawiać się, że niedługo będę kaleczyć mój własny język.

3. Jestem uzależniona od Paryża

Tak, to brzmi jak kompletny banał albo wyznanie Carrie Bradshaw z Seksu w wielkim mieście. Nie chodzi jednak o croissanty, spacery pod wieżą Eiffela, czy inne przyjemne, ale w gruncie rzeczy, bzdury rodem z komedii romantycznych. Chodzi o poczucie, że jest się u siebie i że kocha się to miejsce nie tylko za jego zalety, ale także wady, bo prawdziwemu Paryżowi daleko do ideału z pocztówek. Jeśli ktoś szuka miasta ładnego, przyjemnego i wygodnego do życia polecałabym raczej Amsterdam lub coś w okolicy. Zwłaszcza od kiedy, mieszkając w stolicy Francji wręcz ryzykuje się życiem. W dodatku Francuzi naprawdę nie są najsłodszym narodem na świecie, ale jest w tym społeczeństwie, w tym mieście i kraju coś, co sprawia, że uwielbiam je nawet, gdy ich nie znoszę (pisałam o tym w tekście o „Szkicach piórkiem”, a trochę też tutaj). To właśnie to coś powoduje, że za każdym razem, gdy wyjeżdżam w takim samym stopniu co podróż cieszy mnie świadomość, że będę wracać właśnie tutaj.

liebster award 2016 o mnie

4. Łatwo przyzwyczajam się do nowych miejsc

Ten fakt może brzmieć nieco paradoksalnie w kontekście poprzedniego, w którym to zadeklarowałam, że Paryż jest moją morfiną, ale, przynajmniej do tej pory, zawsze łatwo aklimatyzowałam się w nowych miejscach. Może nie jest to nic nadzwyczajnego, znam jednak wiele osób, które wręcz nie potrafią zrozumieć, że opuszczenie lubianego mieszkania, rodzinnego miasta lub nawet kraju nie robi na mnie większego wrażenia, a nową przestrzeń oswajam w kilka dni, maksymalnie kilka tygodni. Wszystko to sprowadza się właściwie do pytania, które słyszę dosyć często: „Ale jak to nie tęsknisz?”. Oczywiście pewnie, gdy kiedyś wyjadę z Paryża nie będzie tak łatwo i nie obędzie się bez odwyku, ale podejrzewam, że nie potrwa on zbyt długo. Całkiem jednak możliwe, że na początku będę zalewać się łzami na widok każdego plakatu reklamowego z Polami Elizejskimi w tle.

5. Nigdy nie żałuję podjętych decyzji

To oczywiście w dosyć logiczny sposób łączy się z poprzednim punktem. Wychodzę z założenia, że jeśli nie czuję się dobrze w nowym miejscu to znaczy, że czegoś mi żal, czyli podjęłam złą decyzję. Dlatego też, gdy muszę zdecydować o jakimś przedsięwzięciu trwa to czasem naprawdę długo i lepiej nie być wtedy osobą, którą zapytam o zdanie, bo potrafię zafundować jej godzinny monolog na temat „za” i „przeciw”. Ale gdy już podejmę rzeczoną decyzję i nawet jeśli okaże się mało fortunna, nie zadręczam się myślami w rodzaju „powinnam była zrobić inaczej”. W końcu przemyślałam to wcześniej, a czasu i tak nie cofnę!

6. Jestem poważnym człowiekiem, który lubi mówić niepoważnie

Być może zauważyliście, że ten wpis ma charakter luźniejszy niż te poświęcone książkom i filmom. A to dlatego, że nie lubię traktować siebie i tego, co robię zbyt poważnie i mam alergię na ludzi krygujących się na odkrywców Ameryki, bo właśnie pracują nad „szalenie ważnym dla ludzkości projektem” (chyba wszyscy takich znamy!). Wychodzę z założenia, że poważnym trzeba być na papierze, ewentualnie na konferencji naukowej (choć i z tym bywa różnie…), natomiast w życiu nie ma sensu się napinać. Dlatego też, jeśli idziesz ze mną do muzeum z chytrym zamiarem oszczędzenia na audioprzewodniku to prawdopodobnie trochę się rozczarujesz, bo zamiast robić wykład o tym jak bardzo realizm Courbeta jest realistyczny opowiem ci raczej o historykach sztuki, którzy w każdej namalowanej przez niego gałęzi i ziarnach zboża widzą aluzje seksualne (true story). Jeszcze gorzej będzie, jeśli wybierzesz się ze mną na wystawę sztuki współczesnej i zadasz pytanie „O co w tym chodzi?”. 😉

7. Nie znoszę rozmów telefonicznych

Nie potrafię wyjść z domu bez telefonu, nawet gdy idę wyrzucić śmieci. Jeśli go zapomnę zawsze mam poczucie, że na pewno właśnie teraz wydarzy się coś złego – zamek w drzwiach się zepsuje, a ja nie będę miała jak zadzwonić po ślusarza, ktoś mnie napadnie, albo się zgubię i znikąd pomocy. Jednak wezwanie pomocy byłoby chyba jedyną sytuacją, w której nie wahałabym się ani minuty. W każdej innej, gdy jestem zmuszona zadzwonić do kogoś spoza kręgu najbliższych mi osób odwlekam to jak mogę najdłużej. Jest to chorobliwe do tego stopnia, że gdy chodzi o sprawę urzędową, którą wiem, że mogę załatwić również na miejscu, jestem w stanie przejechać całe miasto tylko po to, aby wyjaśnić ją twarzą w twarz z urzędnikiem, a nie przez telefon. Dlatego ktoś kto pisze do mnie maile i dosyć szybko reaguje na moje odpowiedzi, zamiast rzucać „złowieszcze”: „Zadzwonię/ czekam na telefon” na długo zanim się spotkamy zaskarbił już sobie moją sympatię.

liebster award 2016 o mnie

8. Nikt nie oglądał mojego ulubionego filmu

Gdy ktoś pyta mnie o ulubioną książkę lub artystę nigdy nie wiem, co odpowiedzieć. Gdy natomiast pada pytanie o ulubiony film od lat odpowiadam „Kinski Paganini”. I wtedy następuje konsternacja, a najczęstszą reakcją jest: „Co, chiński Paganini? Co to?”. Naprawdę, wciąż nie spotkałam ani jednej osoby, która widziała ten film. Nawet jeśli moi rozmówcy lubią Paganiniego i znają Klausa Kinskiego, a w dodatku są filmoznawcami, w najlepszym wypadku tylko o nim słyszeli. Muszę jednak sprecyzować, że film, w którym niemiecki aktor wciela się w rolę diabelskiego skrzypka obejrzałam lata temu, będąc jeszcze dosyć nadwrażliwą nastolatką i trochę obawiam się spotkania z nim po latach, bo takie powroty często prowadzą do rozczarowań.

9. Byłam baaardzo mroczną nastolatką

Jeśli już jesteśmy przy nastoletniości to przyznam się Wam, że przez długi czas byłam wzorcową przedstawicielką subkultury fanów mocnego brzmienia i gotyckich dźwięków. A popchnęła mnie do tego m.in…. literatura romantyczna. Tak, tak, wszystkie te Giaury, Wertery i Konrady, a najbardziej oczywiście Baudelaire, z którego co ciekawsze wersety znałam na pamięć (jemu zresztą zawdzięczam prawdopodobnie w dużej mierze miłość do francuskiego). Z tego okresu wyniosłam też inne spaczenie – gdy słucham muzyki, nawet gdy jest to muzyka w tle, automatycznie analizuję tekst, co podobno nie jest wcale takie popularne. Możecie więc sobie wyobrazić jaką torturą bywają zakupy w supermarkecie, gdy z głośnika leci kolejna gwiazdka pop wyśpiewująca niewybredny lub po prostu obrażający ludzką inteligencję tekst o niczym, a ja nie potrafię tego nie słuchać.

10. Wzruszają mnie rzeczy, które nie wzruszają chyba nikogo innego

To już ostatni fakt o mnie i bardzo możliwe, że najdziwniejszy ze wszystkich. Otóż, istnieją rzeczy i zjawiska tak powszednie, że wręcz denerwujące lub przynajmniej niezauważane przez innych, które potrafią wywołać we mnie, jeśli nie prawdziwe wzruszenie to jakiś rodzaj rozczulenia. Może to być np. reklama przed filmem w kinie, ale nie taka zaplanowana na wzbudzanie emocji jak stare reklamy Ery (pokolenie lat 90. i starsze zrozumie), ale dużo zwyklejsza. Od lat niezmiennie serce ogrzewa mi również dżingiel SNCF, czyli francuskich kolei. Naprawdę nie wiem dlaczego, ale ten dźwięk potrafi osłodzić mi nawet najgorsze ogłoszenie, które po nim następuje i w moim prywatnym rankingu jest tuż za Marsylianką (na swoje usprawiedliwienie mam to, że podobno zgarnął niesamowite nagrody w paru międzynarodowych konkursach). Na tym przykładzie poprzestanę, chyba już wystarczająco się pogrążyłam.

 

Tak oto dobrnęliście do końca i tym, którzy przeczytali wszystko serdecznie gratuluję – w nagrodę możecie posłuchać dżingla SNCF, a nawet jego dłuższej wersji (jak spojrzycie na liczbę odsłon na YT przekonacie się, że nie tylko ja pałam uczuciem do tego „kawałka”). 😉

Mam nadzieję, że nie zanudziliście się zbytnio. Dziękuję Kai za sprowokowanie mnie do ekshibicjonizmu, było to całkiem ciekawe doświadczenie znaleźć te 10 faktów o sobie. Zgodnie z zasadami Liebster Award 2016 do zrealizowania tagu zapraszam pięcioro kolejnych blogerów. Jeśli zdecydujecie się na udział, z przyjemnością dowiem się o Was czegoś więcej.

 

Zapraszam:

Czepiam się książek – książki i nie tylko są prawdziwą pasją Karoliny i to po prostu widać na jej blogu oraz Instagramie, w dodatku jej zainteresowania literackie i filmowe wykraczają znacznie poza bestsellery wydawnicze i wszelkiego rodzaju blockbustery i są mi bardzo bliskie;

Osinski po ludzku – z Osinskim znamy się wirtualnie niemal od początku istnienia mojego bloga, obok Kai z Do kawy blog, był pierwszym blogerem, który z entuzjazmem wypowiedział się o mojej stronie; mimo że na jego blogu też raczej nie znajdziecie tagów, jestem ciekawa, czy tym razem zechce zrobić wyjątek i opowiedzieć trochę o sobie;

Niekoniecznie Papierowe – podobnie jak w przypadku poprzedniego bloga, autorka jest raczej skryta, bardziej niż o sobie woli pisać o literaturze, tym chętniej dowiem się o niej czegoś więcej, jeśli się skusi;

Niebieska Papużka – mamy całkiem podobne gusta literackie, a teksty na tym blogu są zawsze przemyślane i ciekawe, z czego wnioskuję, że ich autorka również musi być barwną postacią;

Czytamrecenzuje.pl – podejmuję ryzyko, które kusiło pewnie niejednego blogera książkowego szukającego swoich pięciu kandydatów, czyli, ni mniej ni więcej, do wyjawienia 10 faktów o sobie zapraszam guru polskiej blogosfery i blogowania o reportażu. Zdaję sobie sprawę z tego, że raczej niełatwo nakłonić go do tego typu zabaw, ale ponieważ wszyscy, którzy odwiedzają czytamrecenzuje.pl uwielbiają jego bardziej prywatne wpisy z książką w tle, kto wie, może jednak da się przekonać…

Może Cię również zainteresować:

  • Kasia

    Ale cudne są te fakty o Tobie! Miło jest bardziej Cię poznać i dowiedzieć się czegoś ciekawego! 🙂 Z chęcią przeszłabym się z Tobą do jakieś galerii sztuki… Mam nadzieję, że wpadnę na równie fantastyczne ciekawostki!

    • Miło mi! Na pewno znajdziesz kilka ciekawych faktów na swój temat, w dodatku może być przy tym niezła zabawa. A co do galerii sztuki, jeśli tylko będziesz przejazdem w Paryżu, pisz śmiało. 😉

  • I wyszło na to, że poznałam Cię wcześniej w 10%. Wiedziałam bowiem, że kochasz Paryż, ale trudno byłoby tego nie zauważyć 🙂 Cieszę się, że teraz wiem znacznie więcej i chociaż nigdy nie będę miała tak dużej wiedzy o sztuce, to zawsze z przyjemnością wpadnę tu i choć częściowo się dokształcę. Przyznaję też, że blogowanie rzeczywiście pomaga w utrwalaniu tekstu pisanego. Pozdrawiam serdecznie! 🙂

    • Z tym Paryż rzeczywiście nie da się nie zauważyć, ale jest to miłość dosyć wybuchowa – czasami, gdy jadę metrem mam ochotę wszystkich pozabijać, a innym razem wyściskać. 😀 Natomiast, jeśli chodzi o blogowanie, to naprawdę doskonały sposób na wyćwiczenie średniej długości form pisanych. Chyba nie znam blogera, który, nawet jeśli na początku nie był orłem z polskiego, po kilku miesiącach lub latach blogowania nie zaczął pisać i wysławiać się lepiej. 🙂

  • Choć sama z umiarkowanym entuzjazmem przyłączam się do takich zabaw, bardzo lubię czytać wpisy innych, bo często odkrywam w ten sposób, że ktoś „ma tak samo jak ja” :). I teraz też – dzięki Twoim zwierzeniom przekonałam się, że nie jestem jedyną osobą na świecie, która unika jak ognia rozmów telefonicznych, i którą wzruszają/rozczulają niezrozumiałe dla innych rzeczy (notorycznie na przykład płaczę, oglądając „Teleexpress”). Dziękuję! I ciepło pozdrawiam :).

    • O proszę, dobrze wiedzieć, że nie jestem sama z moimi małymi dziwactwami. 😉 Pozdrawiam!

  • Karolina Nos-Cybelius

    Dzięki za nominację dla Czepiam się książek 😉 W najbliższych dniach postaram się odpowiedzieć na wyzwanie i napisać coś o sobie, a tymczasem udostępniam Twoją „autoprezentację”, bo jest niezwykle ciekawa 🙂 Bardzo tajemnicza z Ciebie blogerka, więc tym bardziej cieszy mnie, że mogłam Cię trochę lepiej poznać 😉

    • Dziękuję! Cieszę się, bo przygotowując ten wpis przez chwilę miałam odczucia w rodzaju „ale kogo to zainteresuje, nic ciekawego”. Czekam z niecierpliwością na 10 faktów o Tobie!!! 🙂

  • Pingback: 10 nie-książkowych ciekawostek o mnie | Niebieska Papużka()

  • Pingback: Mid Year Book Freak Out TAG 2017 – czytelnicze podsumowanie półroczaCocteau & Co.()